Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aniołkowe Mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aniołkowe Mamy. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 października 2015

Ukochane, Nieutulalne, ale nie Utracone i my Osieroceni

Jutro mój czwarty DDU. Z pełną świadomością i trochę na przekór wszystkiemu jutro po raz kolejny obchodzić będę Dzień Dziecka Ukochanego.

Mimo, że jestem Aniołkową mamą, słowo "utracony" wywołuje we mnie drgawki. Wolę nazywać Kubusia i Aniołkową Bandę, dziećmi Ukochanymi, albo Nieutulalnymi.

Nieutulalne - takie określenie naszych Aniołkowych Dzieci znalazłam gdzieś w przepastnych czeluściach internetu właśnie przy okazji DDU. 

Nie chcę mówić o moim Synku utracony. Miłości nie można utracić, a Kubuś, mój maleńki Kropek, od pierwszego uderzenia jego serca do ostatniego uderzenia mojego był, jest i będzie Miłością.

Przy okazji tamtorocznych obchodów DDU został stworzony specjalny film, którego bohaterami są właśnie nasze Ukochane, Nieutulalne... Śmierć dziecka ciągle jest jeszcze tematem tabu, dlatego 15 października to pretekst żeby powiedzieć, że Aniołkowi Rodzice są, że żyją pośród Was. Mijacie nas nas na schodach, pracujecie z nami w jednym pokoju, siedzicie obok nas w autobusie czy tramwaju, robicie zakupy w jednym sklepie.

Niektóre z Aniołkowych Mam odważyły się mówić głośno o Stracie, odważyły się pokazać to, co straciły najcenniejszego - swoje Dzieci.

Dlatego jutro, kiedy zobaczycie wzbijające się w niebo kolorowe baloniki czy świecące lampiony pomyślcie ciepło nie tylko o naszych Ukochanych ale również o nas- Osieroconych Rodzicach...






wtorek, 26 maja 2015

Jestem mamą

Zastanawiam się często od którego momentu zaczyna się macierzyństwo? Kiedy kobieta staje się matką? Czy jest to chwila, w której ujrzymy dwie kreseczki na teście ciążowym, czy kiedy poczujemy pierwsze ruchy, czy moment, kiedy po raz pierwszy weźmiemy swoje dziecko w ramiona? Pewnie ile ludzi, tyle będzie odpowiedzi na te pytania.

Dzisiaj Dzień Matki i moje myśli przybierają na sile.  Niejednokrotnie spotkałam się z krzywdzącą opinią, że Aniołkowe Mamy tak naprawdę nie są matkami. Jedna ze znajomych Aniołkowych napisała dzisiaj, że ludzie traktują ją jak wariatkę, bo chce obchodzić ten dzień, tak jak każda inna mama. Nie ma dziecka - nie jesteś matką...

Nie mogę pojąć dlaczego odbiera się prawo do miana matki kobietom, które straciły dzieci? Przecież każda z nas nosiła w sobie nowe życie. Każda z nas kochała swoje dziecko od pierwszej chwili aż po ostatnie uderzenie serca. Nasze dzieci odeszły, ale my nie przestałyśmy być matkami, bo nasza miłość jest silniejsza niż śmierć.

Głośno mówię o tym, że jestem podwójną mamą. Mam dwóch synów... Jeden z nich jest przy mnie, drugi zamieszkał w Aniołkowie...

Niektóre z nas odważyły się mówić i przełamywać tabu związane z macierzyństwem i stratą dziecka. Pokazując nasze twarze, chcemy powiedzieć głośno w imieniu wszystkich Aniołkowych Mam, że byłyśmy, jesteśmy i będziemy MATKAMI do ostatniej minuty naszego życia.



Mamuś, a Tobie w tym Dniu, powiem po prostu: Dziękuję, że jesteś!


czwartek, 12 marca 2015

Dlaczego wstawiasz takie ohydztwo?



*opisane poniżej sytuacje nie dotyczą mnie osobiście, ale każda z nich jest prawdziwa...

"Czy musisz wstawiać TAKIE OHYDZTWO na swoją tablicę?"
"No wiesz, tak się z TYM obnosić..."
"Powinnaś się leczyć, pokazywać TAKIE RZECZY, to już lekka przesada..."

Przytoczone powyżej teksty wcale nie dotyczą treści przy których "50 twarzy Greya" to "mały pikuś". Nie dotyczą również zdjęć ociekających krwią... Co może u niektórych budzić takie oburzenie, obrzydzenie i zaburzać ich poczucie estetyki?

No cóż, Aniołkowi (nie myśląc o bliźnim) wspominają na forum publicznym o swoich zmarłych Dzieciach, wstawiają zdjęcia aniołków, zapalają wirtualne znicze... Czasami w domu mają zdjęcia USG... Albo na honorowym miejscu na półce stoi pierwsze i zarazem ostatnie zdjęcie ich Dziecka... I jeszcze głośno mówią o Dniu Dziecka Utraconego... A niektórzy nawet pokazują zdjęcia nagrobków...

Straszne, prawda?

Nikogo nie dziwi wszechobecna golizna w Sieci, Mało kogo bulwersują obrazki wyszydzające wszystko i wszystkich... A tak wielu zgorszonych jest tym, że Aniołkowi po śmierci swojego Dziecka nie przestają być Rodzicami.


W tamtym roku ogromne poruszenie w mediach społecznościowych wywołała sesja zdjęciowa, którą amerykańskie małżeństwo zorganizowało po śmierci ich córeczki Monroe (tu możecie przeczytać artykuł, a tutaj przeczytacie o działalności Amerykańskiej Fundacji "Now I Lay Me Down To Sleep"). To są niektóre komentarze zaczerpnięte z Onetu: "Kto przy zdrowych zmysłach w obliczu takiego nieszczęścia myślałby o sweet fotce z nieboszczykiem? Chyba tylko można tłumaczyć to szokiem...", "Ekshibicjonizm", "bo to jest chore żeby takie zdjęcia upubliczniać, to powinno zostać dla nich, tylko lans na zmarłe dziecko i nic więcej", "Obrzydliwe... budzi niesmak... pierwsze skojarzenie - potraktowali zmarłe dziecko jak lalkę, przebrali kilka razy i pstryknęli zdjęcia... a już zupełnie nie rozumiem jaki był sens umieszczania zdjęć na FB..."


**************

Wszystko co opisałam powoduje u mnie stan totalnego szoku. Od ponad trzech lat moi Znajomi wiedzą, że jestem Aniołkową mamą. I nigdy nie zdarzył mi się negatywny komentarz pod zdjęciem Kubusia. Przy rocznicach urodzin i śmierci moi Znajomi wstawiają wirtualne znicze Piszą, że pamiętają. Nie dziwią się artykułom prasowym traktującym o śmierci dziecka. Nie reagują strachem ani agresją, kiedy przed 15 października zmieniam zdjęcie profilowe na przypominające o Dniu Dziecka Utraconego. Pod moimi wpisami na blogu znajduję takie komentarze Nieaniołkowych Przyjaciół: "Sylwuś... dziękuję za ten filmik, z tych zdjęć... Wiem, ile Cię to kosztowało... Dziękuję. Trzymaj się. Upłakałam się bardzo..."


***************

A ja ciągle mam nadzieję, że jeśli moi Znajomi mogą zachować się z takim taktem i szacunkiem, to inni też się tego kiedyś nauczą...










czwartek, 26 lutego 2015

Czy oczekujemy zbyt wiele?

Czy wyobrażacie sobie sytuację, kiedy kilka dni po śmierci współmałżonka ktoś mówi zrozpaczonej wdowie/wdowcowi: " Ogarnij się, weźmiesz sobie następnego/ następną?

Czy kiedy umiera ktoś bliski pozbywacie się z domu pamiątek, zdjęć? Czy przestajecie rozmawiać o takiej osobie i traktujecie ją jakby nigdy nie było jej w waszym życiu?

Czy w przypadku śmierci rodziców, współmałżonków ktokolwiek zabrania żałoby?

Podejrzewam, że odpowiedzią na wszystkie te pytania jest "NIE"...

Zastanawiam się dlaczego przeżycie żałoby dane jest wszystkim tylko nie Rodzicom po Stracie? Dlaczego można wspominać zmarłą mamę, ojca, męża, żonę, rodzeństwo, a rozmowy czy wspomnienia o zmarłym dziecku wprawiają ludzi w taki popłoch? Dlaczego pamiątki po wszystkich bliskich zmarłych są w porządku, a zdjęcie zmarłego dziecka (często jedyna pamiątka) traktowana jest jak coś nieodpowiedniego, wręcz obrzydliwego? Dlaczego słowa: "lepiej, że umarło" kierowane są  do osieroconych Rodziców? Dlaczego tak wiele osób zapomina, że nasze Dzieci to nie było "TO"? Nasze Dzieci miały imiona...

Czy naprawdę Aniołkowi Rodzice oczekują zbyt wiele?

W rozmowach z innymi Mamami podkreślam, że często zachowanie ludzi nie jest spowodowane chęcią sprawienia krzywdy a wynika z prostej niewiedzy i strachu. Śmierć dziecka ciągle jest tematem tabu, jest czymś tak niepojętym, że ludzie wokół nas nie wiedzą jak się zachować, co powiedzieć... Tylko czasami chęć pomocy, czy ulżenia w bólu powoduje zupełnie odwrotny skutek. Bo czy mogą być pocieszeniem słowa: "Bóg tak chciał", albo "będziesz miała następne?

Żeby zacząć żyć na nowo, musimy przejść cały proces żałoby. Żeby myśleć o kolejnym dziecku, musimy opłakać to, które odeszło. Chowanie zdjęć, brak rozmów, udawanie, że zmarłego dziecka nigdy nie było wcale nam nie pomaga...

My, Aniołkowi Rodzice, nie chcemy litości... Chcemy tylko odrobiny zrozumienia... Wystarczy nam Wasza obecność, bez słów, z potrzymaniem za rękę... My nie zarażamy żałobą... A to właśnie Wy wszyscy wokół nas, możecie być dla nas najlepszym lekarstwem...

sobota, 1 listopada 2014

List z Aniołkowa

Kochani Rodzice

Postanowiłyśmy napisać do Was, bo dzisiaj nasze Święto. Wiemy, że mamy urodziny i Aniołkowe urodziny, i jeszcze Dzień Dziecka Ukochanego, i mnóstwo innych Świąt. ale dzisiejsze Święto jest najfajniejsze ze wszystkich. Nawet nasz Przyjaciel - Anioł Maurycy zazdrości nam tego Święta. Chociaż bardzo by chciał być Świętym to nie może nim zostać, bo jest najprawdziwszym Aniołem.

A nasz drugi Przyjaciel - Święty Piotr ciągle drapie się o głowie i cały czas powtarza, że takich Świętych jak my, to Aniołkowo dawno nie widziało :-) 

Tutaj jest naprawdę fajnie i możemy robić rzeczy, których nie moglibyśmy robić, gdybyśmy mieszkali na Ziemi. A najfajniejsze jest to, że możemy się Wami opiekować i pomagać Wam, kiedy tylko tego potrzebujecie.

Dlatego dzisiaj uśmiechajcie się, bo przecież nie każda Mama i nie każdy Tata może być rodzicem Świętego.

Kochamy Was bardzo

Wasi Święci ( czyli po prostu Aniołkowa Banda)


czwartek, 13 marca 2014

Dni, tygodnie, miesiące, lata

Jak Aniołkowi mierzą czas?

Najpierw czas zatrzymuje się w miejscu... Wschody i zachody słońca nas nie dotyczą... Nie wiemy czy jest dzień, czy noc...

Potem zaczyna działać nasz własny zegar... Godzina "zero" u każdego Aniołkowego jest inna... Moją stała się 12.35 - godzina śmierci Kropka.

Najpierw mierzymy czas godzinami, godziny zamieniają się dni... Kiedy zaczynamy akceptować nasze życie-nie-życie, jednocześnie zaczynamy odmierzać czas tygodniami, które kiedyś w końcu zamieniają się w miesiące...

A potem przychodzą rocznice... Pierwsza najtrudniejsza, ale każda kolejna wcale nie jest łatwiejsza...
Z niedowierzaniem liczymy, bo przecież każdemu Aniołkowemu wydaje się, ze jego świat skończył się zaledwie wczoraj...

Dlaczego o tym piszę? Wczoraj swoją pierwszą rocznicę obchodziła jedna ze znajomych Aniołkowych Mam.. I jej słowa o rozpaczy rozdzierającej serce i łzach tęsknoty, które nie chcą przestać płynąć...

Mam świadomość, że ten kto nie stracił dziecka nie jest w stanie zrozumieć, ze nasza żałoba tak naprawdę nigdy się nie skończy. Czas zabliźni ranę, ale ona nigdy nie zniknie...

Każdego dnia możemy walczyć, możemy mierzyć się z bólem i z tęsknotą... Rocznica to dzień, w którym nie każcie nam być dzielnymi...

Pozwólcie nam tego dnia na rozpacz, na krzyk i łzy płynące strumieniem po twarzy...


piątek, 7 marca 2014

Czekanie na...

Dawno już pisanie posta nie sprawiało mi takich trudności jak dzisiaj. Od kilku dni (z uporem maniaka) wracam do treści artykułu zamieszczonego w jednym z ostatnich numerów Newsweeka i za każdym razem jego treść powoduje niesamowity natłok myśli.

Kiedy dzieci czekają na śmierć

Mimo, że jestem Aniołkową, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżywają Rodziny śmiertelnie chorych dzieci.  Może to zabrzmi drastycznie, ale błogosławieństwem było dla mnie, dla nas to, że śmierć Kubusia spadła na nas niespodziewanie. Mimo, że kilka dni przed śmiercią, lekarze informowali nas, że wyczerpali wszystkie możliwości leczenia, mimo tego, że gdzieś głęboko w sercu czułam, że Kubuś odchodzi, mój umysł nie chciał przyswoić tych wiadomości...

Jakiś czas po śmierci Kropka spotkałam na swojej drodze mamę, która mogłaby być jedną z bohaterek artykułu. Słowa, które od niej wtedy usłyszałam wydawały mi się brutalne i zastanawiałam się jak może tak mówić Aniołkowa. Słowa, które pamiętam do dziś: Ciesz się, że nie musiałaś się modlić o śmierć dziecka widząc jak cierpi...

"Trzeba wielkiej miłości, żeby nie zatrzymywać dziecka na siłę..." mówi Zorka - Agnieszka Kaluga. Ja do tego dodałabym, że trzeba nie tylko miłości, ale również wielkiej odwagi.

Odwagi, bo niejednokrotnie przyjdzie się zmierzyć z myślami, czy na pewno zrobiliśmy dobrze rezygnując z uporczywej terapii i z pojawiającymi się wyrzutami sumienia - jaka ze mnie matka, skoro pozwoliłam umrzeć własnemu dziecku...

Trzeba odwagi, bo może przyjdzie się zmierzyć z krzywdzącymi opiniami innych ludzi - jaka z ciebie matka, skoro pozwoliłaś umrzeć własnemu dziecku...

Błogosławiona moja niewiedza...



wtorek, 21 stycznia 2014

Nie widzieć... nie słyszeć... nie czuć...

Od ponad dwóch lat (chcąc nie chcąc) rozgraniczam swoje życie na to "przed' i to "po".  Granicą jest śmierć Kropka.

W życiu "przed", kiedy docierały do mnie informacje o śmierci dziecka nie przechodziłam obok nich obojętnie. Zawsze wywoływały we mnie ból, niedowierzanie i tysiąc innych emocji - byłam przecież matką. Odbierałam je jednak z pozycji obserwatora.

W życiu "po" każdą śmierć odbieram osobiście. Za każdym razem czuję jakbym Kubę traciła na nowo. Za każdym razem powraca pytanie "dlaczego umierają dzieci" i krzyk "po co Ci, Panie, tyle Aniołów? Nie wystarczy tych co już są?"

Chciałabym wtedy nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć. Nie zastanawiać się czy do naszej grupy nie dołączy kolejna Aniołkowa. Marzę o tym, żeby nie witać jej słowami: "przykro mi, że z nami jesteś..."

sobota, 7 grudnia 2013

Dzień Palenia Świec

Jutro szczególny dzień dla wszystkich Aniołkowych. Co roku w drugą niedzielę grudnia Osieroceni Rodzice obchodzą Dzień Palenia Świec.

W tym dniu na całym świecie o godzinie 19 zapalane są świeczki w intencji wszystkich dzieci, które odeszły przedwcześnie. Kiedy świeczki w jednej strefie czasowej gasną, zapalają się światełka w kolejnej. Tak tworzy się 24 godzinne światełko pamięci.

Jutro moje światełko zapali się nie tylko dla Kropka. Będzie świeciło dla wszystkich Aniołków - tych znajomych i tych których nie znam, dla tych, które mają imiona i dla tych bezimiennych. Bo my Aniołkowi Rodzice jesteśmy Przyjaciółmi zjednoczonymi w cierpieniu...

Przesłanie Rodziców zjednoczonych w cierpieniu

Nie jesteśmy osamotnieni
Jesteśmy Przyjaciółmi Zjednoczonymi Cierpieniem.
Obdarowujemy się miłością, zrozumieniem i nadzieją.
Nasze dzieci odeszły w różnym wieku i różnych okolicznościach,
lecz nasza miłość do nich łączy nas.
Twój ból jest moim bólem, twoja nadzieja - moją nadzieją.
Pochodzimy ze wszystkich środowisk, mamy różne zawody,
jesteśmy rodziną wyjątkową i tak bogatą,
bo nie ma wśród nas barier wiary ani rasy,
są wśród nas młodzi i starzy.
Żałoba niektórych już jakby przycichła, ból innych jest świeży i tak dojmujący,
że są bezradni i nie widzą dla siebie nadziei.
Niektórzy znaleźli oparcie w wierze i ta dodaje im siły,
inni nadal w rozpaczy szukają odpowiedzi.
Są zbuntowani i pełni gniewu, inni borykają się z poczuciem winy lub ulegają depresji.
Od innych promieniuje wewnętrzny spokój.
Różnie przeżywamy ból spotykając się tu, wśród Przyjaciół Zjednoczonych Cierpieniem,
ale tu możemy dzielić się tym bólem ze sobą tak, jak dzielimy się miłością do naszych dzieci.
Wszyscy szukamy dróg, które pozwolą nam budować własną przyszłość,
ale tutaj budujemy tę przyszłość wspólnie.
przekazując sobie miłość
dzieląc i ból i radość
dzieląc bunt i pokój
dzieląc wiarę i zwątpienie.
I wspierając się w żałobie i w próbie odrodzenia.
Nie jesteśmy samotni.
Jesteśmy Przyjaciółmi Zjednoczonymi Cierpieniem.





poniedziałek, 11 listopada 2013

Wstę(ą)p do Kubusiowych opowieści

Właściwie, to ten post powinien znaleźć się przed pierwszą Kubusiową opowieścią, ale jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, aby opowiadania o Aniołkowej Bandzie opatrzyć jakimkolwiek wstępem...

Bardzo bałam się naszych pierwszych Świąt Bożego Narodzenia bez Kuby. przecież Kropek miał być z nami. Byliśmy przygotowani, że spędzimy ten czas w szpitalu, ale nikt z nas nie przewidywał tego co się stanie.

Kilka dni przed Wigilią, w mojej głowie pojawiła się pierwsza opowieść. Potem stopniowo powstawały kolejne. Czasami wystarczy jedno zdanie "rzucone" przez jedną z Aniołkowych i w mojej głowie rodzi się opowieść o przygodach Aniołkowej Bandy. Może to szaleństwo, ale wtedy, jakbym słyszała Kubusia szepczącego mi do ucha: " Mamuś powiedz innym Mamom, że jest nam tutaj dobrze"...

Chociaż najczęściej głównym bohaterem opowieści jest Kubuś (najłatwiej mi pisać o moim Synku), to tak naprawdę Kropkiem może być każde Anielskie Dziecko...

Wiem, że "Kubusiowe opowieści" nie są może najwyższych lotów pod względem literackim (literacki Nobel raczej mi nie grozi), ale płyną z głębi serca... Chcę wierzyć, że jest jakieś TAM, gdzie nasze Dzieci bawią się radośnie, psocą i bez cierpienia czekają aż kiedyś się znowu spotkamy...


wtorek, 22 października 2013

Nie - miło Cię poznać...

Aniołkowe fora i grupy nie są miejscem gdzie witając nową osobę mówimy: "Cześć, miło nam Cię poznać." Za każdym razem, kiedy do grona Aniołkowych dołącza nowa mama powitania zaczynają się od słów : "przykro mi/nam, że tu jesteś".
Bo jak możemy się cieszyć z nowych znajomości, gdy jesteśmy świadomi, że znajomośc ta okupiona jest śmiercią dziecka.

Przed odejściem Kubusia wydawało mi się, że śmierć dziecka jest zdarzeniem sporadycznym. Dopiero teraz zobaczyłam, jak jest nas wiele... zbyt wiele.

Tak bardzo chciałabym, żeby liczba moich Aniołkowych znajomych nie powiększała się...

******
Dzisiaj kolejna mama poprosiła o dołączenie do Aniolkowych Rodziców...

niedziela, 6 października 2013

Najsilniejsze na świecie

Aniołkowe to silne babki...

Jesteśmy silne, bo mimo tego, że nasz świat stanął na głowie a potem rozbił się na tysiąc kawałków idziemy dalej. Jesteśmy silne, bo upadamy we łzach a za chwilę podnosimy się by iść, chociaż jest nam tak bardzo trudno...

Kiedy jedną z Aniołkowych ogarnia dołowatość i widzi wszystko w czarnych barwach, inne dają jej część swoich sił. Podają ręce i wyciągają z otchłani bólu i rozpaczy...

Aniołkowych nic już nie jest w stanie złamać, bo przeżyły to, co wydawało się nie przeżycia... Przeżyły i idą dalej...




poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Miara cierpienia...

Od chwili odejścia Kropka, moje ucho wyczuliło się na komentarze typu: "Wiesz, lepiej jak teraz odszedł/odeszła, niż później", "jeszcze nie zdążyliście się przyzwyczaić, potem to dopiero byłoby wam ciężko", " No co ty , jakie dziecko? to był dopiero zlepek komórek"...

Chociaż  taki komentarz nigdy nie dotyczył personalnie mojej osoby, jednak za każdym razem kiedy słyszałam takie słowa wygłaszane przez "życzliwych" to w sercu słyszałam zgrzyt...

Bo jaką miarę przyjąć, aby zmierzyć cierpienie Rodziców?

Czas?...  Żaden czas nie jest dobry...   Dla każdego rodzica śmierć dziecka przychodzi o całe życie za wcześnie... Nieważne czy nasze dziecko było kilkutygodniową ciążą, miało kilka dni, rok, 10 czy 30 lat...

Wylane łzy? To też nie jest dobry miernik... Jedni rodzice płaczą latami, inni nie potrafią płakać, a cierpienie duszą wewnątrz siebie... Czy to znaczy, że mniej cierpią?

Czy Matka- Katoliczka cierpi mniej czy bardziej od Matki - Muzułmanki, albo Matki - Żydówki?
Co prawda wiara pomaga pomaga, ale w pierwszym okresie żałoby, rzadko kiedy szuka sie ukojenia w Bogu... Na ogół na początku jest bunt i kłótnie z Szefem na Górze...

Czy moje cierpienie jest większe czy mniejsze niż cierpienie innych Aniołkowych...?
Czy cierpienie innych Aniołkowych jest mniejsze czy większe niż moje...?

Która cierpi bardziej...?

Na cierpienie nie znajdziemy miary... nie zmierzymy, która cierpi bardziej...bo dla każdej, śmierć dziecka jest końcem jej własnego świata...



czwartek, 15 sierpnia 2013

Aniołkowi widzą więcej?

Wiem, że niektórzy zagorzali racjonaliści, którzy wierzą tylko i wyłącznie w "szkiełko i oko" z wymownym spojrzeniem i pobłażliwą miną popukają się w czoło czytając niektóre wypowiedzi Aniolkowych...

Wiem że ktoś, kto widzi jak się rozmawia z wiatraczkiem może się zastanawiać się czy jesteśmy w pełni władz umysłowych...

A może po prostu jest tak, że Aniołkowi widzą więcej... Może nasze Dzieci, przechodząc na drugą stronę zostawiły nam w darze możliwość widzenia niewidzialnego... Może miłość jest kluczem, dzięki któremu możemy zajrzeć za drzwi oddzielające nasze światy...

Może to właśnie Mama Krzysia ma rację pisząc pięknie o tym skąd wzięły się gwiazdy...
Może nie przypadkiem Mama Anielskich Bliźniaków przeżywa podczas pobytu na cmentarzu taką historię:
"Wczoraj z mężem chyba też dostaliśmy znak od chłopaków. Wieczorem pojechaliśmy na cmentarz, za chłopcami jest grobek dziewczynki z 92r. cały był zarośnięty trawą i od jakiegoś czasu mi to nie dawało spokoju. Wczoraj postanowiłam go doprowadzić do porządku. Nie wiem ile czasu tam nikogo nie było, ale trawa się tak zakorzeniła, że ciężko ja było wyrwać... i z pomocą nadszedł P. Zaczął ciachać i wyrywać trawę, a ja ją składałam na kupkę, żeby ją wynieść do kosza. I nagle P. mówi "oooooo jaszczurka" patrze, patrze ale nic nie widzę, i pytam "gdzie?" a P. "no tutaj zobacz" no i faktycznie była mała jaszczureczka, więc ją złapałam i mówię do P. że zaniosę do chłopców, to będą sie cieszyć, że mama im jaszczurkę złapała... położyłam ja Kaspiankowi i nagle słyszę P. "zobacz miśku druga jaszczurka, ale zbieg okoliczności, że akurat tutaj sobie siedziały" no to ja podeszłam i bez trudu ją chwyciłam, praktycznie sama wlazła na rękę, i zaniosłam do Dominika, P. podszedł, patrzy i mówi "ale je ułożyłaś, mniejszą u Kaspianka, a większą u Dominisia" Przyjrzałam się i faktycznie jedna była ciut większa od drugiej... tak jak moi synowie, Dominiś był troszkę większy od Kaspianka. No i od wczoraj te jaszczurki siedzą mi w głowie..."

Aniołkowych nie dziwią kolorowe motyle w środku zimy, ani tęcza nie wiadomo skąd, ani chmury, które układają się w kształt serca...

Może jednak dane nam jest widzieć więcej...



niedziela, 11 sierpnia 2013

I tak źle, i tak niedobrze, a Aniołkowe pragną...

"Cześć dziewczyny :) Jak tak Was czytam to widze ze chyba normalna jestem, bo Wy, podobnie jak ja chcecie zaczac starania o nastepną dzidzię, a ja już nie raz spotkalam sie z odpowiedzią, że jak mogę. Dopiero co zmarł mi synek, a ja myslę o nastepnym??.... synek zmarł, ale ja go zawsze będę mieć w sercu i kochać nad życie... a dlaczego mam się nie starać o następne? tak bardzo chcę być mamą, czy to źle? dzisiaj znowu spotkałam znajomą, która wiedziała że jestem w ciąży i pyta sie z uśmiechem: urodziłaś? jak się dzieciątko sprawuje? a we mnie ciśnienie... słyszałam jak mi mocno serce bije... takie spotkania sa dla mnie bardzo trudne :("

"Ja też spotkałam się z takimi słowami jak mowilam po śmierci Kacperka że chcę kolejne dziecko i też byly takie reakcje: "jak to możesz mysleć o kolejnym, skoro jedno  dopiero co pochowałaś"... Co prawda, nie planowałam już teraz ciąży, ale fasloka już rośnie i teraz wiem, że dobrze się stało... wydaje mi się, że im dłuzej bym czekała, to strach by mi nie pozwolił starać się o kolejne...ale synek pomogł i  pokierował wszystkim z góry :)"

"Dziewczyny, trochę to paranoja, nie? Z jednej strony mówią nam, że "jesteś młoda, będziesz miała jeszcze dzieci", a z drugiej "już chcesz brać się za następne? dopiero co pochowałaś swoje dziecko". To jest nasze życie i tylko my wiemy jak się czujemy. Ja, nigdy jakoś specjalnie nie chciałam mieć dzieci, a jak postanowiliśmy, że jednak zaczniemy się starać i jak zobaczyłam dwie kreseczki to był jeden z najszczęśliwszych momentów w moim życiu. A teraz brakuje mi tego uczucia... Jestem w pełni gotowa by być matką, chcę urodzić i kochać swoje dziecko. Jedno zostało mi niestety zabrane, ale wiem, że czuwa nad nami i wiem, że będzie czuwał nad swoim przyszłym rodzeństwem. I nigdy o Nim nie zapomnę i zawsze będę go kochać, tak samo jak swoje "ziemskie" dzieci. Myślę, że nasze Aniołki są szczęśliwe widząc, że się uśmiechamy, a co może sprawić nam większą radość niż małe fasoleczki? Uważam, że Ci, którzy nie stanęli przed takimi decyzjami, jeśli chcą krytykować kobiety takie jak my, które chcą szybko zajść w ciążę, powinni lepiej w ogóle się nie odzywać."

"Własnie takiego czegoś nie rozumiem... ingerencji w czyjeś życie... w moim przypadku najpierw byly plotki, bo tak młodo zaszlam w ciążę... kiedy straciłam synka, pocieszali że jestem młoda, że będeę miała kolejne... a teraz znowu, że taka młoda i już drugie dziecko tak szybko po śmierci pierwszego...nauczyłam się już nie zwracać na to uwagi, ale czasem takie gadanie  boli :/... W tej chwili mało osób z rodziny czy znajomych wie że spodziewam się dziecka i jakoś nie spieszy mi się żeby ich o tym informować..."

Śmierć dziecka sprawia, że nasz cały świat w jednej chwili rozpada się na milion kawałków. Ramiona, w których miałyśmy tulić upragnione dziecko, robią się przeraźliwe puste...

Prędzej czy później w umyśle Aniołkowej pojawia się myśl o ziemskim macierzyństwie...I wcale nie chodzi tutaj o zastąpienie Aniołka "nowym" dzieckiem.

Bardzo często się zdarza, że Nieaniołkowi nie potrafią zrozumieć tej wielkiej potrzeby ziemskiego macierzyństwa, a Aniolkowa, zostaje poddana surowej ocenie...Oczywiście nie chcę generalizować i wrzucać wszystkich Nieaniołkowych do przysłowiowego "jednego worka". Moim zdaniem nieprzemyślane słowa wynikają raczej z niewiedzy, a nie z chęci zrobienia przykrości. Ale niestety, słowa tak bardzo  ranią...



niedziela, 14 lipca 2013

Zaakceptować nie znaczy zapomnieć...

Jedną z najtrudniejszych "rzeczy". które musiałam przerobić po odejściu Kubusia, była akceptacja nowej tragicznej rzeczywistości.

W słowniku Aniołkowych pogodzenie się i akceptacja to dwa różne pojęcia. Nigdy nie będę mogła pogodzić się ze śmiercią Kropka, ale zaakceptowałam to, że mój Synek odszedł...

Moja akceptacja nie oznacza, że mniej kocham, mniej tęsknie... Nie oznacza również, że zapomniałam...
To nie jest tak... każda minuta mojego życia naznaczona jest bólem i tęsknotą... Kiedy jest naprawdę źle, wtedy z pomocą przychodzą mi te słowa:

Boże,
użycz mi pogody ducha, 
abym godził się z tym,czego nie mogę zmienić,
odwagi,
abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości,
abym odróżniał jedno od drugiego.

/Reinhold Niebuhr/

niedziela, 26 maja 2013

Mamą być

Gdyby ktoś mnie zapytał co jest moim życiowym osiągnięciem,  odpowiem: to, że jestem mamą...

To nic, że mojemu macierzyństwu oprócz radości towarzyszy smutek i żałoba. Jestem mamą dwóch cudownych Synów. Igor daje mi radość tutaj na ziemi. Kubuś, mój Aniołek, czeka na mnie po drugiej stronie...
Obaj moi Synowie są największym cudem, jaki przydarzył mi się w życiu... Igor nauczył mnie cierpliwości... Dzięki Kubusiowi zrozumiałam, że miłośc jest silniejsza od samej śmierci...

I nie ma nic piękniejszego niż słowa dziecka: " Mamo, kocham Cię..."



Kochane Mamy w dniu naszego Święta życzę Wam, aby spełniły się wszystkie wasze marzenia- te duże i te całkiem malutkie...


czwartek, 16 maja 2013

30

Całe życie Kubusia zamknęło się w 30 zdjęciach... Dwa pierwsze zrobił Rafał kilka godzin po urodzeniu... Boże, jak bardzo się baliśmy, że będą to jedyne zdjęcia naszego Synka...
Kiedy Kubuś awansował z inkubatora do prawdziwego łóżeczka  miało się rozpętać fotograficzne szaleństwo...

Zdążyłam zrobić jedynie 30 zdjęć...

Z jednej strony tylko 30, bo przecież zdjęciami Kropka miałam zapełnić kilka albumów... Z drugiej strony aż 30... Wiem ,że są Aniołkowe, dla których jedyną pamiątką jest zdjęcie USG...  Ja miałam to szczęście, że moje Dziecko było z nami trzy i pół miesiąca....

30 zdjęć schowanych głęboko w czeluściach komputera, bo mimo upływu czasu nie jestem w stanie oglądać ich spokojnie, bo każda fotografia nieustannie uświadamia mi ogrom mojej straty...


Modlę się, ąby przyszedł czas, kiedy będę gotowa wydrukować chociaż jedno z nich i postawić obok zdjęcia Igora...

30 zdjęć....

piątek, 10 maja 2013

Dołowatość

Każda, nawet ta najsilniejsza, najdzielniejsza Aniołkowa ma dni, kiedy ogarnia ją całkowita "dołowatość".

Rocznica urodzin, rocznica śmierci, Dzień Matki, Dzień Dziecka, każde Święta... Wtedy najsilniej odczuwamy stratę naszego Dziecka. W te dni nasze ramiona są jeszcze bardziej puste, a serce krwawi jeszcze mocniej...

W takie dni, nasze "Dlaczego?" jest jedynym pytaniem, które zadajemy, mimo, że nigdy nie otrzymamy na nie odpowiedzi...

Za miesiąc i dziewiętnaści dni Kropek skończyłby 2 latka...

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Pragnienie...

Po śmierci Kubusia powiedziałam sobie, że to koniec, że już więcej nie zdecyduję się na kolejne dziecko.
W mojej głowie była tylko jedna myśl - nie chcę nigdy więcej przeżywać strachu, że kolejny raz się nie uda.

Pierwsza ciąża nie należała do najłatwiejszych. Poród Igora do dzisiaj śni mi się po nocach jako najgorszy koszmar. I wcale nie chodzi tu o ból, na który byłam przygotowana. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to cud, że Igor jest w pełni zdrowym dzieckiem.

Druga ciąża, przedwczesny poród i śmierć dziecka...

Kilka dni po pogrzebie Kuby, kiedy szłam z Igorem na cmentarz, usłyszałam pytanie: " Mamo czy ja jeszcze będę miał brata, albo siostrę?" Odpowiedziałam, że przecież ma cioteczne rodzeństwo. Igor na to, że to prawda ale on chce mieć rodzonego brata albo siostrę. W tamtej chwili nie wiedziałam co odpowiedzieć...

Dzisiaj, coraz częściej łapię się na myśli, że pragnę trzeciego dziecka. To pragnienie coraz bardziej przybiera na sile tym bardziej, że coraz więcej wokół mnie "zafasolkowanych". Na podjęcie decyzji nie zostało mi wiele czasu. Tak naprawdę jest to dla mnie ostatni dzwonek... w tym roku skończę 39 lat...