Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpienie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Cztery

Na co dzień staram się nie myśleć "co by było, gdyby..." Przestałam zadawać sobie pytanie "dlaczego", bo wiem, że do końca życia i tak nie dostanę na nie odpowiedzi.

Dzisiaj pozwolę sobie na łzy, a siłę schowam głęboko w kąt...

29 czerwca, godzina 9.40...

Synku właśnie skończyłbyś 4 latka...

czwartek, 12 marca 2015

Dlaczego wstawiasz takie ohydztwo?



*opisane poniżej sytuacje nie dotyczą mnie osobiście, ale każda z nich jest prawdziwa...

"Czy musisz wstawiać TAKIE OHYDZTWO na swoją tablicę?"
"No wiesz, tak się z TYM obnosić..."
"Powinnaś się leczyć, pokazywać TAKIE RZECZY, to już lekka przesada..."

Przytoczone powyżej teksty wcale nie dotyczą treści przy których "50 twarzy Greya" to "mały pikuś". Nie dotyczą również zdjęć ociekających krwią... Co może u niektórych budzić takie oburzenie, obrzydzenie i zaburzać ich poczucie estetyki?

No cóż, Aniołkowi (nie myśląc o bliźnim) wspominają na forum publicznym o swoich zmarłych Dzieciach, wstawiają zdjęcia aniołków, zapalają wirtualne znicze... Czasami w domu mają zdjęcia USG... Albo na honorowym miejscu na półce stoi pierwsze i zarazem ostatnie zdjęcie ich Dziecka... I jeszcze głośno mówią o Dniu Dziecka Utraconego... A niektórzy nawet pokazują zdjęcia nagrobków...

Straszne, prawda?

Nikogo nie dziwi wszechobecna golizna w Sieci, Mało kogo bulwersują obrazki wyszydzające wszystko i wszystkich... A tak wielu zgorszonych jest tym, że Aniołkowi po śmierci swojego Dziecka nie przestają być Rodzicami.


W tamtym roku ogromne poruszenie w mediach społecznościowych wywołała sesja zdjęciowa, którą amerykańskie małżeństwo zorganizowało po śmierci ich córeczki Monroe (tu możecie przeczytać artykuł, a tutaj przeczytacie o działalności Amerykańskiej Fundacji "Now I Lay Me Down To Sleep"). To są niektóre komentarze zaczerpnięte z Onetu: "Kto przy zdrowych zmysłach w obliczu takiego nieszczęścia myślałby o sweet fotce z nieboszczykiem? Chyba tylko można tłumaczyć to szokiem...", "Ekshibicjonizm", "bo to jest chore żeby takie zdjęcia upubliczniać, to powinno zostać dla nich, tylko lans na zmarłe dziecko i nic więcej", "Obrzydliwe... budzi niesmak... pierwsze skojarzenie - potraktowali zmarłe dziecko jak lalkę, przebrali kilka razy i pstryknęli zdjęcia... a już zupełnie nie rozumiem jaki był sens umieszczania zdjęć na FB..."


**************

Wszystko co opisałam powoduje u mnie stan totalnego szoku. Od ponad trzech lat moi Znajomi wiedzą, że jestem Aniołkową mamą. I nigdy nie zdarzył mi się negatywny komentarz pod zdjęciem Kubusia. Przy rocznicach urodzin i śmierci moi Znajomi wstawiają wirtualne znicze Piszą, że pamiętają. Nie dziwią się artykułom prasowym traktującym o śmierci dziecka. Nie reagują strachem ani agresją, kiedy przed 15 października zmieniam zdjęcie profilowe na przypominające o Dniu Dziecka Utraconego. Pod moimi wpisami na blogu znajduję takie komentarze Nieaniołkowych Przyjaciół: "Sylwuś... dziękuję za ten filmik, z tych zdjęć... Wiem, ile Cię to kosztowało... Dziękuję. Trzymaj się. Upłakałam się bardzo..."


***************

A ja ciągle mam nadzieję, że jeśli moi Znajomi mogą zachować się z takim taktem i szacunkiem, to inni też się tego kiedyś nauczą...










czwartek, 26 lutego 2015

Czy oczekujemy zbyt wiele?

Czy wyobrażacie sobie sytuację, kiedy kilka dni po śmierci współmałżonka ktoś mówi zrozpaczonej wdowie/wdowcowi: " Ogarnij się, weźmiesz sobie następnego/ następną?

Czy kiedy umiera ktoś bliski pozbywacie się z domu pamiątek, zdjęć? Czy przestajecie rozmawiać o takiej osobie i traktujecie ją jakby nigdy nie było jej w waszym życiu?

Czy w przypadku śmierci rodziców, współmałżonków ktokolwiek zabrania żałoby?

Podejrzewam, że odpowiedzią na wszystkie te pytania jest "NIE"...

Zastanawiam się dlaczego przeżycie żałoby dane jest wszystkim tylko nie Rodzicom po Stracie? Dlaczego można wspominać zmarłą mamę, ojca, męża, żonę, rodzeństwo, a rozmowy czy wspomnienia o zmarłym dziecku wprawiają ludzi w taki popłoch? Dlaczego pamiątki po wszystkich bliskich zmarłych są w porządku, a zdjęcie zmarłego dziecka (często jedyna pamiątka) traktowana jest jak coś nieodpowiedniego, wręcz obrzydliwego? Dlaczego słowa: "lepiej, że umarło" kierowane są  do osieroconych Rodziców? Dlaczego tak wiele osób zapomina, że nasze Dzieci to nie było "TO"? Nasze Dzieci miały imiona...

Czy naprawdę Aniołkowi Rodzice oczekują zbyt wiele?

W rozmowach z innymi Mamami podkreślam, że często zachowanie ludzi nie jest spowodowane chęcią sprawienia krzywdy a wynika z prostej niewiedzy i strachu. Śmierć dziecka ciągle jest tematem tabu, jest czymś tak niepojętym, że ludzie wokół nas nie wiedzą jak się zachować, co powiedzieć... Tylko czasami chęć pomocy, czy ulżenia w bólu powoduje zupełnie odwrotny skutek. Bo czy mogą być pocieszeniem słowa: "Bóg tak chciał", albo "będziesz miała następne?

Żeby zacząć żyć na nowo, musimy przejść cały proces żałoby. Żeby myśleć o kolejnym dziecku, musimy opłakać to, które odeszło. Chowanie zdjęć, brak rozmów, udawanie, że zmarłego dziecka nigdy nie było wcale nam nie pomaga...

My, Aniołkowi Rodzice, nie chcemy litości... Chcemy tylko odrobiny zrozumienia... Wystarczy nam Wasza obecność, bez słów, z potrzymaniem za rękę... My nie zarażamy żałobą... A to właśnie Wy wszyscy wokół nas, możecie być dla nas najlepszym lekarstwem...

środa, 15 października 2014

Boli...

3 lata..
156 tygodni...
1092 dni...
26208 godzin...

...Tęsknoty

I znów mimo bólu postaram się być dzielna, bo przecież obiecałam...
I znów pojawi się myśl: Jakby to było, gdybyś był...
Tutaj...
Nie w Aniołkowie...



Kubuś "Kropek"
29.06.2011 - 15.10.2011
Nie Utracony, a na zawsze Ukochany...

wtorek, 7 października 2014

Oni też osieroceni...

Niedzielny późny wieczór... Kładę się spać, ale z przyzwyczajenia włączam telewizor... Nagle szok... Jeden, drugi, trzeci kanał informacyjny... Na każdym żółty pasek z wiadomością... Nie chcę uwierzyć, więc sprawdzam Internet. Na każdym portalu ta sama wiadomość... Nie żyje Anna Przybylska...

Może wydawać się to dziwne, że tak może dotknąć śmierć kogoś, kogo znamy jedynie ze szklanego, telewizyjnego okienka albo z reklamowych plakatów. Dlaczego tak wiele osób dotknęła śmierć Ani? Pięknie o tym napisała Mama Krzysia.

Pierwsze myśli (chyba każdego) - jak poradzą sobie Dzieci Ani. Oliwka i Szymek, którzy z racji wieku rozumieją tak wiele, może dla nich zbyt wiele. I mały Jaś, który mamę będzie pamiętał tylko z pamiątkowych fotografii i opowieści taty i rodzeństwa... Jak poradzi sobie  nowej, tak trudnej rzeczywistości Jarek - Mąż Ani...

Moje myśli krążą dzisiaj nieustannie wokół Rodziców Ani... Przecież oni stracili swoje dziecko... To nic, że Ania była dorosłą kobietą, żoną i matką... Dla rodziców, dziecko zawsze pozostanie dzieckiem... I nie jest ważne, czy śmierć zabiera maleństwo jeszcze w ciepłym brzuchu mamy, czy dziecko miało rok, 5 czy 20 lat. Dla każdego rodzica śmierć dziecka to niewyobrażalna strata i rana w sercu, która już nigdy się nie zagoi...

I może właśnie teraz Osieroceni Rodzice ze łzami wspominają jej pierwszy krzyk, jej pierwsze słowo, pierwszy dzień w szkole, jej pierwszą nastoletnią miłość , pierwszy sukces na ekranie... A przed oczami mają jej ostatni oddech i ostatnie uderzenie serca....

I znowu dzisiaj albo jutro pojawią się w Nich pytania "Dlaczego?" i bolesna świadomość, że nagle został zakłócony pewien porządek, w którym to dzieci powinny stać nad trumną rodziców...  I ból, który stanie się Ich nieodłącznym towarzyszem...

Zostaną tylko wspomnienia...




czwartek, 25 września 2014

Urodzinowe życzenie

Ostatnio bardzo zaniedbałam bloga... Chociaż w głowie tkwi co najmniej trzy nowe posty, nie miałam po prostu czasu, żeby siąść i spisać je na spokojnie. W dodatku zbliżają się kolejne dołowate dni...

Często zdarza mi się odkryć coś niespodziewanego, coś niezwykle mocno chwytającego za serce, coś co wyciska łzy z oczu... Coś, co każe zatrzymać się na chwilę...

Już sama nazwa profilu na FB wskazywała, że wpisy nie będą należały do tak zwanych lekkich i przyjemnych... "Mój Syn będzie Aniołem"... i prośba Mamy małego Frania:
"Czy jeden mały niepełnosprawny chłopczyk może zmienić świat??? Chłopczyk, który nie widzi, nie słyszy a jedyne na co reaguje to ból???chłopczyk, który całe dnie spędza w łóżku???
zapewne nie choć jak każda matka pragnę by życie moich dzieci miało jakiś sens...a Franiowi tego życia już niewiele zostało...dlatego proszę Was o pomoc... po raz kolejny

Jak wiecie już 16 września Franuś będzie miał 3 urodziny... proszę Was o jeden dobry uczynek do tego dnia ...
może to być uśmiech do pani siedzącej na kasie 10 godzinę, odwiedziny u babci, której nie widzieliśmy od Wigilii; podanie ręki na zgodę dla męża/ żony po wieczornej kłótni; czekolada dla zasmarkanego chłopca z osiedla; a może po prostu wyłączcie na godzinę telewizor i spędźcie ją z własnymi dziećmi na zabawie, spacerze do parku..a może odwiedzicie z kawałkiem ciasta lub miską gorącej zupy samotnie mieszkającą sąsiadkę???
Spełniając te DOBRE uczynki myślcie o Franiu..."

....

I myślę o małym Franiu... Ale przede wszystkim myślę o Jego Mamie...



czwartek, 13 marca 2014

Dni, tygodnie, miesiące, lata

Jak Aniołkowi mierzą czas?

Najpierw czas zatrzymuje się w miejscu... Wschody i zachody słońca nas nie dotyczą... Nie wiemy czy jest dzień, czy noc...

Potem zaczyna działać nasz własny zegar... Godzina "zero" u każdego Aniołkowego jest inna... Moją stała się 12.35 - godzina śmierci Kropka.

Najpierw mierzymy czas godzinami, godziny zamieniają się dni... Kiedy zaczynamy akceptować nasze życie-nie-życie, jednocześnie zaczynamy odmierzać czas tygodniami, które kiedyś w końcu zamieniają się w miesiące...

A potem przychodzą rocznice... Pierwsza najtrudniejsza, ale każda kolejna wcale nie jest łatwiejsza...
Z niedowierzaniem liczymy, bo przecież każdemu Aniołkowemu wydaje się, ze jego świat skończył się zaledwie wczoraj...

Dlaczego o tym piszę? Wczoraj swoją pierwszą rocznicę obchodziła jedna ze znajomych Aniołkowych Mam.. I jej słowa o rozpaczy rozdzierającej serce i łzach tęsknoty, które nie chcą przestać płynąć...

Mam świadomość, że ten kto nie stracił dziecka nie jest w stanie zrozumieć, ze nasza żałoba tak naprawdę nigdy się nie skończy. Czas zabliźni ranę, ale ona nigdy nie zniknie...

Każdego dnia możemy walczyć, możemy mierzyć się z bólem i z tęsknotą... Rocznica to dzień, w którym nie każcie nam być dzielnymi...

Pozwólcie nam tego dnia na rozpacz, na krzyk i łzy płynące strumieniem po twarzy...


piątek, 7 marca 2014

Czekanie na...

Dawno już pisanie posta nie sprawiało mi takich trudności jak dzisiaj. Od kilku dni (z uporem maniaka) wracam do treści artykułu zamieszczonego w jednym z ostatnich numerów Newsweeka i za każdym razem jego treść powoduje niesamowity natłok myśli.

Kiedy dzieci czekają na śmierć

Mimo, że jestem Aniołkową, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżywają Rodziny śmiertelnie chorych dzieci.  Może to zabrzmi drastycznie, ale błogosławieństwem było dla mnie, dla nas to, że śmierć Kubusia spadła na nas niespodziewanie. Mimo, że kilka dni przed śmiercią, lekarze informowali nas, że wyczerpali wszystkie możliwości leczenia, mimo tego, że gdzieś głęboko w sercu czułam, że Kubuś odchodzi, mój umysł nie chciał przyswoić tych wiadomości...

Jakiś czas po śmierci Kropka spotkałam na swojej drodze mamę, która mogłaby być jedną z bohaterek artykułu. Słowa, które od niej wtedy usłyszałam wydawały mi się brutalne i zastanawiałam się jak może tak mówić Aniołkowa. Słowa, które pamiętam do dziś: Ciesz się, że nie musiałaś się modlić o śmierć dziecka widząc jak cierpi...

"Trzeba wielkiej miłości, żeby nie zatrzymywać dziecka na siłę..." mówi Zorka - Agnieszka Kaluga. Ja do tego dodałabym, że trzeba nie tylko miłości, ale również wielkiej odwagi.

Odwagi, bo niejednokrotnie przyjdzie się zmierzyć z myślami, czy na pewno zrobiliśmy dobrze rezygnując z uporczywej terapii i z pojawiającymi się wyrzutami sumienia - jaka ze mnie matka, skoro pozwoliłam umrzeć własnemu dziecku...

Trzeba odwagi, bo może przyjdzie się zmierzyć z krzywdzącymi opiniami innych ludzi - jaka z ciebie matka, skoro pozwoliłaś umrzeć własnemu dziecku...

Błogosławiona moja niewiedza...



wtorek, 21 stycznia 2014

Nie widzieć... nie słyszeć... nie czuć...

Od ponad dwóch lat (chcąc nie chcąc) rozgraniczam swoje życie na to "przed' i to "po".  Granicą jest śmierć Kropka.

W życiu "przed", kiedy docierały do mnie informacje o śmierci dziecka nie przechodziłam obok nich obojętnie. Zawsze wywoływały we mnie ból, niedowierzanie i tysiąc innych emocji - byłam przecież matką. Odbierałam je jednak z pozycji obserwatora.

W życiu "po" każdą śmierć odbieram osobiście. Za każdym razem czuję jakbym Kubę traciła na nowo. Za każdym razem powraca pytanie "dlaczego umierają dzieci" i krzyk "po co Ci, Panie, tyle Aniołów? Nie wystarczy tych co już są?"

Chciałabym wtedy nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć. Nie zastanawiać się czy do naszej grupy nie dołączy kolejna Aniołkowa. Marzę o tym, żeby nie witać jej słowami: "przykro mi, że z nami jesteś..."

sobota, 7 grudnia 2013

Dzień Palenia Świec

Jutro szczególny dzień dla wszystkich Aniołkowych. Co roku w drugą niedzielę grudnia Osieroceni Rodzice obchodzą Dzień Palenia Świec.

W tym dniu na całym świecie o godzinie 19 zapalane są świeczki w intencji wszystkich dzieci, które odeszły przedwcześnie. Kiedy świeczki w jednej strefie czasowej gasną, zapalają się światełka w kolejnej. Tak tworzy się 24 godzinne światełko pamięci.

Jutro moje światełko zapali się nie tylko dla Kropka. Będzie świeciło dla wszystkich Aniołków - tych znajomych i tych których nie znam, dla tych, które mają imiona i dla tych bezimiennych. Bo my Aniołkowi Rodzice jesteśmy Przyjaciółmi zjednoczonymi w cierpieniu...

Przesłanie Rodziców zjednoczonych w cierpieniu

Nie jesteśmy osamotnieni
Jesteśmy Przyjaciółmi Zjednoczonymi Cierpieniem.
Obdarowujemy się miłością, zrozumieniem i nadzieją.
Nasze dzieci odeszły w różnym wieku i różnych okolicznościach,
lecz nasza miłość do nich łączy nas.
Twój ból jest moim bólem, twoja nadzieja - moją nadzieją.
Pochodzimy ze wszystkich środowisk, mamy różne zawody,
jesteśmy rodziną wyjątkową i tak bogatą,
bo nie ma wśród nas barier wiary ani rasy,
są wśród nas młodzi i starzy.
Żałoba niektórych już jakby przycichła, ból innych jest świeży i tak dojmujący,
że są bezradni i nie widzą dla siebie nadziei.
Niektórzy znaleźli oparcie w wierze i ta dodaje im siły,
inni nadal w rozpaczy szukają odpowiedzi.
Są zbuntowani i pełni gniewu, inni borykają się z poczuciem winy lub ulegają depresji.
Od innych promieniuje wewnętrzny spokój.
Różnie przeżywamy ból spotykając się tu, wśród Przyjaciół Zjednoczonych Cierpieniem,
ale tu możemy dzielić się tym bólem ze sobą tak, jak dzielimy się miłością do naszych dzieci.
Wszyscy szukamy dróg, które pozwolą nam budować własną przyszłość,
ale tutaj budujemy tę przyszłość wspólnie.
przekazując sobie miłość
dzieląc i ból i radość
dzieląc bunt i pokój
dzieląc wiarę i zwątpienie.
I wspierając się w żałobie i w próbie odrodzenia.
Nie jesteśmy samotni.
Jesteśmy Przyjaciółmi Zjednoczonymi Cierpieniem.





środa, 13 listopada 2013

Nosimy w sobie ostatnie pożegnanie

Wpadła mi w ręce "babska" gazetka. I właśnie tam, wśród "historii z życia wziętych" znalazłam wypowiedź ks. Jacka Stryczka (prezesa Stowarzyszenia Wiosna), który o odchodzeniu naszych bliskich powiedział tak:

Zapewne, w sercu bliskich wciąż pojawiały się pytania: czy zrobiliśmy wszystko? a może mogliśmy więcej?
A ja zadam pytanie: czy nie za dużo?

Przyglądając się życiu i śmierci, mam na ten temat jasny pogląd: mamy prawo żyć, ale mamy też prawo umrzeć. Ponieważ od początku życia wiemy, że umrzemy, stoi przed nami wyzwanie, aby się do śmierci przygotować. Wiemy również, że nasi bliscy będą umierali.

Tak naprawdę nosimy w sobie ostatnie pożegnanie. Gdy przychodzimy na cmentarz to właściwie naszych bliskich już tam nie ma. Są prochy, ale nie człowiek. Na cmentarzu jest jednak ostatnie pożegnanie. Raczej porozumienie dusz niż ciał.

(...) Kocham Cię. Wiem, że kiedyś umrzesz, ale ja nie przestanę cię kochać. Nie przestaniemy cię kochać! - tak wypowiedziana miłość, ma moc dawania uśmiechu. I nie jest dokładaniem cierpienia.

Miłość zawsze pozostanie miłością. Szantaż (nie pozwolę ci odejść, nie możesz umrzeć) nie jest wyrazem miłości. Miłość ma to do siebie, że jest potężniejsza niż śmierć.


Wiem, że nie każdy zgodzi się z tymi słowami. Sama miałam problem z akceptacją faktu, że Kubuś odchodzi. Słowa "możesz odejść Synku, jeśli tylko chcesz" Były najtrudniejszymi słowami, jakie może wymówić matka. Długo musiałam mierzyć się z myślami, że gdybym nie wypowiedziała tych słów, to zdarzyłby się cud i Kubuś byłby z nami... Dzisiaj jednak wiem, że mój Kropek wybrał swoją drogę... On po prostu chciał odejść... A ja z miłości musiałam mu na to pozwolić

środa, 30 października 2013

Szacunek, czy to tak wiele?

Dzisiaj otrzymałam wiadomość od Mamy Krzysia. Ania poprosiła mnie o zabranie głosu w dyskusji, która toczy się od rana na Krzysiowym Blogu.

Kiedy przeczytałam post, włosy stanęły mi na głowie... zaczęłam zastanawiać się czy to co czytam jest możliwe... W wielkim skrócie - Rodzice Krzysia i sam Krzyś obrzuceni zostali przysłowiowym błotem. Komentator, uderzając w Krzysiową Rodzinkę, w okrutny sposób uderzył we wszystkich Rodziców chorych Dzieci. W Rodziców, którzy zmagają się z ciężką chorobą albo ze śmiercią Dziecka.

Szczerze mówiąc, sama poczułam się dotknięta owym (cytowanym we fragmentach przez Tatę Krzysia) komentarzem.

Tak, wszyscy czytający tego bloga, byliśmy Rodzicami chorego dziecka. Bo musicie wiedzieć, że wcześniactwo to ciężka choroba, która ma swój numer statystyczny. Wcześniactwo, to choroba wiążąca się z licznymi powikłaniami i ciągle jeszcze w niektórych przypadkach śmiertelna (czego sami jesteśmy przykładem). Czy przez to, że Kropek urodził się jako wcześniak miałam nie walczyć? Miałam nie modlić się o jego życie? Czy to znaczy, że moje Dziecko nie miało prawa do leczenia?

Szanowni Czytacze, nikt nie zmusza Was do czytania blogów traktujących o chorobie, czy o śmierci. Ale jeśli już wchodzicie do takiego miejsca okażcie szacunek!!!! Jeśli komentowanie postów ma polegać na szykanowaniu, to po prostu zamilczcie!!!

EDIT: Mój dzisiejszy post nie dotyczy oczywiście wszystkich Czytaczy. Wszystkie komentarze zamieszczone pod moimi wpisami, zawierają słowa otuchy i wsparcia. Dziękuję za to Wam wszystkim i każdemu z osobna :*



wtorek, 22 października 2013

Nie - miło Cię poznać...

Aniołkowe fora i grupy nie są miejscem gdzie witając nową osobę mówimy: "Cześć, miło nam Cię poznać." Za każdym razem, kiedy do grona Aniołkowych dołącza nowa mama powitania zaczynają się od słów : "przykro mi/nam, że tu jesteś".
Bo jak możemy się cieszyć z nowych znajomości, gdy jesteśmy świadomi, że znajomośc ta okupiona jest śmiercią dziecka.

Przed odejściem Kubusia wydawało mi się, że śmierć dziecka jest zdarzeniem sporadycznym. Dopiero teraz zobaczyłam, jak jest nas wiele... zbyt wiele.

Tak bardzo chciałabym, żeby liczba moich Aniołkowych znajomych nie powiększała się...

******
Dzisiaj kolejna mama poprosiła o dołączenie do Aniolkowych Rodziców...

wtorek, 15 października 2013

Dwa lata bez Ciebie

Minęła północ, a ja nie mogę zasnąć... Nienawidzę 15 października... Dzisiaj mija dwa lata, dwa długie lata bez Kropka...

Pamiętam ten ranek, dwa lata temu, kiedy rano obudził nas telefon... "Proszę przyjechać... Nic już nie możemy zrobić... Kubuś odchodzi..."

Pamiętam jak Kropek czekał na nas... I to moje zwierzęce wycie na szpitalnym korytarzu też pamiętam...
I coraz wolniejsze bicie serca... I moje słowa: "Idź Kropku,a tam gdzie pójdziesz nie będziesz sam..."

I pamiętam tę przerażającą ciszę, która nastała potem...


Kiedy przyjdzie czas
znów się spotkamy
na drugim krańcu tęczy

Ty wyjdziesz do mnie
z uśmiechem na twarzy

Mamo, tęskniłaś
ale już jestem
i będę z tobą
na Zawsze
na Wieczność...


*************
Dzisiejszy dzień to nie tylko Rocznica odejścia Kropka. 15 października obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka Utraconego (chociaż, ja wolę nazywać to święto Dniem Dziecka Ukochanego). Dzisiejszego dnia, w sposób szczególny myślę o wszystkich Anielskich Kumplach Kubusia, o naszej Aniołkowej Bandzie... O Aniołkach z "Pożegnań" i tych z "Anielskich Rodziców", o Aniołkach z blogów, które regularnie czytam...  I wszystkim naszym Dzieciom posyłam do Nieba kolorowe światełka [*]


niedziela, 6 października 2013

Najsilniejsze na świecie

Aniołkowe to silne babki...

Jesteśmy silne, bo mimo tego, że nasz świat stanął na głowie a potem rozbił się na tysiąc kawałków idziemy dalej. Jesteśmy silne, bo upadamy we łzach a za chwilę podnosimy się by iść, chociaż jest nam tak bardzo trudno...

Kiedy jedną z Aniołkowych ogarnia dołowatość i widzi wszystko w czarnych barwach, inne dają jej część swoich sił. Podają ręce i wyciągają z otchłani bólu i rozpaczy...

Aniołkowych nic już nie jest w stanie złamać, bo przeżyły to, co wydawało się nie przeżycia... Przeżyły i idą dalej...




poniedziałek, 30 września 2013

Są takie dni...

Są takie dni, kiedy wcale nie chcę być silna... Są takie dni, kiedy tęsknota jest silniejsza niż kiedykolwiek, kiedy ból jest mocniejszy niż zawsze... Są takie dni, kiedy chciałabym usnąć i spać, ciągle spać... Są takie dni, kiedy tysiąc myśli przelatuje przez moją głowę, a wszystko i tak sprowadza się do jednego słowa "Dlaczego?"... Są takie dni, kiedy wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, wtedy widzę Kropka biegającego po mieszkaniu i wołającego; "mama"...

Dokładnie dwa lata temu otrzymałam telefon z Białej, że stan Kubusia jest tak poważny, że przewożą Go do CZD do Warszawy...

Za dwa tygodnie miną dwa lata...

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Miara cierpienia...

Od chwili odejścia Kropka, moje ucho wyczuliło się na komentarze typu: "Wiesz, lepiej jak teraz odszedł/odeszła, niż później", "jeszcze nie zdążyliście się przyzwyczaić, potem to dopiero byłoby wam ciężko", " No co ty , jakie dziecko? to był dopiero zlepek komórek"...

Chociaż  taki komentarz nigdy nie dotyczył personalnie mojej osoby, jednak za każdym razem kiedy słyszałam takie słowa wygłaszane przez "życzliwych" to w sercu słyszałam zgrzyt...

Bo jaką miarę przyjąć, aby zmierzyć cierpienie Rodziców?

Czas?...  Żaden czas nie jest dobry...   Dla każdego rodzica śmierć dziecka przychodzi o całe życie za wcześnie... Nieważne czy nasze dziecko było kilkutygodniową ciążą, miało kilka dni, rok, 10 czy 30 lat...

Wylane łzy? To też nie jest dobry miernik... Jedni rodzice płaczą latami, inni nie potrafią płakać, a cierpienie duszą wewnątrz siebie... Czy to znaczy, że mniej cierpią?

Czy Matka- Katoliczka cierpi mniej czy bardziej od Matki - Muzułmanki, albo Matki - Żydówki?
Co prawda wiara pomaga pomaga, ale w pierwszym okresie żałoby, rzadko kiedy szuka sie ukojenia w Bogu... Na ogół na początku jest bunt i kłótnie z Szefem na Górze...

Czy moje cierpienie jest większe czy mniejsze niż cierpienie innych Aniołkowych...?
Czy cierpienie innych Aniołkowych jest mniejsze czy większe niż moje...?

Która cierpi bardziej...?

Na cierpienie nie znajdziemy miary... nie zmierzymy, która cierpi bardziej...bo dla każdej, śmierć dziecka jest końcem jej własnego świata...