Słońce dopiero przecierało zaspane oczy, w Aniołkowie wstawał nowy dzień. Anioł Maurycy wbiegł do Aniołkowej sypialni tak szybko, że zaczął gubić pióra ze swoich skrzydeł.
- Dzieciaki wstawajcie, dzisiaj jest TEN dzień - wołał ściągając z Aniołków chmurkowe kołderki.
- Maurycy, a nie przypominasz sobie, że to my zawsze wołamy głośno, że to TEN dzień? - zapytał się, mrugając do starego Anioła okiem, Kingusiowy Maluszek.
- A właściwie co to za TEN dzień? - mruknął, przecierając oczy Kropek.
- Dzieciaki, nie żartujcie, przecież wiem, że pamiętacie o Dniu Dziecka. Kto, jak nie Wy od tygodnia się dopytuje co się dzisiaj będzie działo w Aniołkowie - tym razem to Maurycy mrugnął do zaspanych Dzieci.
Aniołki jeszcze nigdy tak szybko nie ubierały swoich szatek. Kiedy były już gotowe wybiegły z sypialni i otworzyły szeroko oczy ze zdumienia. Całe Aniołkowo przystrojone było tysiącami kolorowych baloników, fontanny tryskały czekoladą, stoły uginały się od lodów i tortów. Na widok placu zabaw, Aniołkom prawie pospadały z główek aureolki. Nawet Chóry Anielskie zaprezentowały się w nieco odmiennym niż zazwyczaj repertuarze. Co prawda Kubuś był nieco zaskoczony, że wszystkie deszczowe chmurki zamknięto w chmurkowym magazynie, ale pamiętał też, że Mama prosiła, żeby akurat w tym dniu zostawił swoje ulubione chmurki w spokoju.
-Zapraszam do zabawy - powiedział Maurycy.
- Wszystkie dzieci dzisiaj świętują, więc i Wy, moje drogie Aniołki świętujcie.
Rozpoczęła się szalona zabawa. Śmiechom i okrzykom zachwytu nie było końca. Wtem Maluszek podbiegł do Maurycego i z nieśmiałym uśmiechem zapytał - Maurycy w Aniołkowie wszystko jest możliwe, prawda?
- Tak Maluszku, przecież wszystkie o tym wiecie.
- Bo bardzo byśmy chciały, żeby nasze Ziemskie Rodzeństwo mogło zobaczyć jaki mamy wspaniały bal. Ale nie kiedyś, jak już będą z nami w Aniołkowie, tylko teraz, dzisiaj...
- Domyślałem się, że poprosicie właśnie o to - Anioł wcale nie był zaskoczony prośbą Aniołkowej Bandy.
- Wiecie, że Tutaj czas płynie zupełnie inaczej, dlatego kiedy wasze Rodzeństwo pójdzie już spać, to będzie śnić o Aniołkowie. W snach wszyscy będą razem z Wami - obiecał Maurycy.
- A nasze Mamy? i Tatusiowie? - wołały Aniołki.
- Jeśli każda Mama i każdy Tata odnajdzie w głębi swojego serca dziecko, którym kiedyś było, wtedy wszystko stanie się możliwe - szepnął Anioł.
Aniołki z niecierpliwością oczekiwały, kiedy na Ziemi zapadnie noc. I nagle całe Aniołkowo zaczęło rozbrzmiewać śmiechem. To Aniołkowa Banda witała swoich bliskich. Wspólne zabawy i śpiewy zdawały się nie mieć końca.
A kiedy nadszedł czas pożegnania, Maurycy szepnął do ucha każdej Mamie i każdemu Tacie - Pamiętajcie, że byliście dziećmi...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubusiowe opowieści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubusiowe opowieści. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 czerwca 2015
wtorek, 14 października 2014
Kubusiowe opowieści - My jesteśmy Ukochane
Od kilku dni w Aniołkowie trwało wielkie poruszenie. Aniołkowa Banda z zapałem czyściła swoje aureolki i szykowała świąteczne szatki. Przy tym z ciekawością zerkała raz po raz na Ziemię. Dzieciaki nie mogły się doczekać kolorowych baloników i jasnych światełek, które tego dnia szybowały z Ziemi prosto do Aniołkowa.
- To już jutro, już jutro - szeptały podekscytowane Aniołki
- Dzieciaki, co będzie jutro? - zapytał Anioł Maurycy
- Jutro jest nasze Święto, takie specjalne - odpowiedziały Dzieci
- Nazywa się Dzień Dziecka Utr... - Aniołki nie dokończyły ostatniego wyrazu, bo zobaczyły minę Kubusia. - Jutro mamy Dzień Dziecka Ukochanego - chórem powiedziały wszystkie Aniołki.
- Więc jak w końcu nazywa się ten dzień? Utracony, czy Ukochany, bo ja na prawdę nic już nie rozumiem. - Maurycy podrapał się ze zdziwieniem po swej Anielskiej głowie.
- Maurysiu, my ci wszystko zaraz wytłumaczymy. W tamtym roku nasz Kropek bardzo się zdenerwował, bo usłyszał, że wszyscy na Ziemi nazywają nasze święto Dniem Dziecka Utraconego. I my się z Kropkiem wszystkie zgadzamy, że nie jesteśmy Utracone, tylko Ukochane.
- W dalszym ciągu tego nie rozumiem - powiedział Maurycy.
- Oj Maurycy, posłuchaj uważnie i powiedz nam, czy nie mamy racji - Aniołki otoczyły przyjaciela wielkim kołem i zaczęły mówić po kolei.
- Jak nasze Rodzeństwo idzie do szkoły, albo do przedszkola to Rodzice nie widzą ich w tym czasie, ale wiedzą, że niedługo się zobaczą. I przecież cały czas kochają nasze Rodzeństwo, nawet jak przez moment ich nie widzą.
- Albo Rodzice się nie widzą, bo idą do pracy. Nawet jak przez chwilę są oddzielnie to nie przestają się kochać.
- I teraz najważniejsze... chociaż mieszkamy w Aniołkowie, to nasi Rodzice nawet na chwilę nie przestali nas kochać. I wiedzą, że za aniołkową chwilę się spotkamy i będziemy już razem na zawsze. To tak jakby nasze Rodzeństwo wróciło ze szkoły, albo rodzice spotkali się po powrocie z pracy.
Maurycy uśmiechnął się swoim specjalnym anielskim uśmiechem i powiedział:
- Jesteście bardzo mądrymi Aniołkami i macie we wszystkim rację. Nie jesteście Utracone, tylko Ukochane.
- I wiesz Maurycy, już nie tylko Mama Kropka mówi, że to Dzień Dziecka Ukochanego. Inne Mamy też tak mówią. A my chcemy, żeby wszystkie Mamy tak nazywały nasz Dzień. I Tatusiowie też... To tak fajosko brzmi... Dzień Dziecka Ukochanego...
*********
Kochani Aniołkowi Rodzice, od tamtego roku TEN DZIEŃ, nazywam zgodnie z życzeniem Kubusia Dniem Dziecka Ukochanego :-) Pamiętajcie, że jeśli się Kogoś kocha to nie można Go utracić. Nauczył mnie tego mój Aniołkowy Synek
- To już jutro, już jutro - szeptały podekscytowane Aniołki
- Dzieciaki, co będzie jutro? - zapytał Anioł Maurycy
- Jutro jest nasze Święto, takie specjalne - odpowiedziały Dzieci
- Nazywa się Dzień Dziecka Utr... - Aniołki nie dokończyły ostatniego wyrazu, bo zobaczyły minę Kubusia. - Jutro mamy Dzień Dziecka Ukochanego - chórem powiedziały wszystkie Aniołki.
- Więc jak w końcu nazywa się ten dzień? Utracony, czy Ukochany, bo ja na prawdę nic już nie rozumiem. - Maurycy podrapał się ze zdziwieniem po swej Anielskiej głowie.
- Maurysiu, my ci wszystko zaraz wytłumaczymy. W tamtym roku nasz Kropek bardzo się zdenerwował, bo usłyszał, że wszyscy na Ziemi nazywają nasze święto Dniem Dziecka Utraconego. I my się z Kropkiem wszystkie zgadzamy, że nie jesteśmy Utracone, tylko Ukochane.
- W dalszym ciągu tego nie rozumiem - powiedział Maurycy.
- Oj Maurycy, posłuchaj uważnie i powiedz nam, czy nie mamy racji - Aniołki otoczyły przyjaciela wielkim kołem i zaczęły mówić po kolei.
- Jak nasze Rodzeństwo idzie do szkoły, albo do przedszkola to Rodzice nie widzą ich w tym czasie, ale wiedzą, że niedługo się zobaczą. I przecież cały czas kochają nasze Rodzeństwo, nawet jak przez moment ich nie widzą.
- Albo Rodzice się nie widzą, bo idą do pracy. Nawet jak przez chwilę są oddzielnie to nie przestają się kochać.
- I teraz najważniejsze... chociaż mieszkamy w Aniołkowie, to nasi Rodzice nawet na chwilę nie przestali nas kochać. I wiedzą, że za aniołkową chwilę się spotkamy i będziemy już razem na zawsze. To tak jakby nasze Rodzeństwo wróciło ze szkoły, albo rodzice spotkali się po powrocie z pracy.
Maurycy uśmiechnął się swoim specjalnym anielskim uśmiechem i powiedział:
- Jesteście bardzo mądrymi Aniołkami i macie we wszystkim rację. Nie jesteście Utracone, tylko Ukochane.
- I wiesz Maurycy, już nie tylko Mama Kropka mówi, że to Dzień Dziecka Ukochanego. Inne Mamy też tak mówią. A my chcemy, żeby wszystkie Mamy tak nazywały nasz Dzień. I Tatusiowie też... To tak fajosko brzmi... Dzień Dziecka Ukochanego...
*********
Kochani Aniołkowi Rodzice, od tamtego roku TEN DZIEŃ, nazywam zgodnie z życzeniem Kubusia Dniem Dziecka Ukochanego :-) Pamiętajcie, że jeśli się Kogoś kocha to nie można Go utracić. Nauczył mnie tego mój Aniołkowy Synek
wtorek, 15 lipca 2014
Kubusiowe Opowieści - Do czego przyda się chmurka
Kropek znany był w Aniołkowie ze swej wielkiej miłości do chmurek (szczególnie tych śniegowych). A ponieważ pozostawał w wielkiej przyjaźni z Chmurkowymi Aniołami, ciągle coś przy chmurkach majsterkował i ulepszał.
Kropek lubił małe białe obłoczki i szare chmury deszczowe, ale najbardziej podobały mu się chmurki śniegowe.
Pewnego dnia Aniołkowa Banda znalazła Kubusia, który leżał na puchowej chmurce i machając nóżką zawzięcie o czymś rozmyślał.
- Kropek, ty chyba nie rozmyślasz o śniegu w środku lata - zapytały z niepokojem Aniołki.
- Postanowiłem popracować nad śniegiem w listopadzie - odpowiedział ze śmiechem Kubuś, widząc jak Przyjaciele oddychają z ulgą.
- Odkryłem coś fajoskiego - wyznał szeptem - siadajcie tutaj zaraz Wam coś pokażę.
Aniołki siadły wokół Kubusia, który z zapałem zaczął coś wyjaśniać. Im dłużej mówił, im dłużej coś rysował, tym bardziej buzie Dzieci rozjaśniały się uśmiechem.
- Tylko pamiętajcie, musimy zrobić to wszyscy razem. Jutro zbiórka na naszej chmurce!!!! I nie zapomnijcie o zaproszeniach!!! - zawołał Kropek.
Wstał nowy dzień. Słońce rozświetliło Aniołkowo i Ziemię.
Aniołkowe Mamy, gdy tylko otworzyły oczy zauważyły tajemnicze koperty z napisem : "Dla naszej Rodzinki". Ze zdziwieniem otwierały listy, a w każdym z nich było napisane:
Mamusie przeczuwały, że Aniołkowa Banda znowu szykuje jakąś niespodziankę, więc z niecierpliwością oczekiwały wyznaczonej godziny.
Przed godziną 17, przed swoimi domami pojawiły się Mamy, Tatusiowie i Rodzeństwo. Wszyscy ze zdziwieniem zauważyli, że niebo zasnute jest ciężkimi szarymi chmurami.
- Ciekawe dlaczego mamy patrzeć w niebo? Jest tak szaro-buro, że na pewno nic nie zobaczymy - szeptały do siebie zasmucone Mamy.
- Poczekajmy do wyznaczonej godziny, a potem wrócimy do domu - stwierdzili Tatusiowie.
Kiedy wybiła oczekiwana godzina, szare chmury rozsunęły się z cichym szumem niczym kurtyna w teatrze.
- Patrzcie, patrzcie, co się dzieje!!! - zawołała każda z Aniołkowych Mam.
Wszyscy zgromadzeni spojrzeli do góry i zobaczyli Aniołkowych piratów żeglujących swymi chmurkowwymi okrętami po bezkresnym oceanie Nieba. Zobaczyli Aniołkowe księżniczki tańczące w chmurkowych pałacach. Zobaczyli Aniołkowych rycerzy walczących z chmurkowymi smokami.
Chmury na niebie zmieniały swe kształty jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszyscy z zachwytem obserwowali chmurkowe widowisko. Na końcu, chmury ułożyły się w kształt ogromnego serca.
Mamy ocierały załzawione oczy. Tatusiowie też ukradkiem ocierali łzy płynące po policzkach.
A potem rozległy się oklaski tak głośne, że słychać je było aż w Aniołkowie.
Zarumienione ze szczęścia Aniołki kłaniały się, jak na prawdziwych aktorów przystało. A rodzice wracając do domów uśmiechali się radośnie i zastanawiali co Aniołkowa Banda wymyśli następnym razem.
Kropek lubił małe białe obłoczki i szare chmury deszczowe, ale najbardziej podobały mu się chmurki śniegowe.
Pewnego dnia Aniołkowa Banda znalazła Kubusia, który leżał na puchowej chmurce i machając nóżką zawzięcie o czymś rozmyślał.
- Kropek, ty chyba nie rozmyślasz o śniegu w środku lata - zapytały z niepokojem Aniołki.
- Postanowiłem popracować nad śniegiem w listopadzie - odpowiedział ze śmiechem Kubuś, widząc jak Przyjaciele oddychają z ulgą.
- Odkryłem coś fajoskiego - wyznał szeptem - siadajcie tutaj zaraz Wam coś pokażę.
Aniołki siadły wokół Kubusia, który z zapałem zaczął coś wyjaśniać. Im dłużej mówił, im dłużej coś rysował, tym bardziej buzie Dzieci rozjaśniały się uśmiechem.
- Tylko pamiętajcie, musimy zrobić to wszyscy razem. Jutro zbiórka na naszej chmurce!!!! I nie zapomnijcie o zaproszeniach!!! - zawołał Kropek.
Wstał nowy dzień. Słońce rozświetliło Aniołkowo i Ziemię.
Aniołkowe Mamy, gdy tylko otworzyły oczy zauważyły tajemnicze koperty z napisem : "Dla naszej Rodzinki". Ze zdziwieniem otwierały listy, a w każdym z nich było napisane:
"Kochana Mamusiu, kochany Tatusiu,
Bardzo proszę, żebyście dzisiaj o 17 wszyscy wyszli przed dom. I proszę spójrzcie w niebo.
Kocham Was
Wasz Aniołek"
Przed godziną 17, przed swoimi domami pojawiły się Mamy, Tatusiowie i Rodzeństwo. Wszyscy ze zdziwieniem zauważyli, że niebo zasnute jest ciężkimi szarymi chmurami.
- Ciekawe dlaczego mamy patrzeć w niebo? Jest tak szaro-buro, że na pewno nic nie zobaczymy - szeptały do siebie zasmucone Mamy.
- Poczekajmy do wyznaczonej godziny, a potem wrócimy do domu - stwierdzili Tatusiowie.
Kiedy wybiła oczekiwana godzina, szare chmury rozsunęły się z cichym szumem niczym kurtyna w teatrze.
- Patrzcie, patrzcie, co się dzieje!!! - zawołała każda z Aniołkowych Mam.
Wszyscy zgromadzeni spojrzeli do góry i zobaczyli Aniołkowych piratów żeglujących swymi chmurkowwymi okrętami po bezkresnym oceanie Nieba. Zobaczyli Aniołkowe księżniczki tańczące w chmurkowych pałacach. Zobaczyli Aniołkowych rycerzy walczących z chmurkowymi smokami.
Chmury na niebie zmieniały swe kształty jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszyscy z zachwytem obserwowali chmurkowe widowisko. Na końcu, chmury ułożyły się w kształt ogromnego serca.
Mamy ocierały załzawione oczy. Tatusiowie też ukradkiem ocierali łzy płynące po policzkach.
A potem rozległy się oklaski tak głośne, że słychać je było aż w Aniołkowie.
Zarumienione ze szczęścia Aniołki kłaniały się, jak na prawdziwych aktorów przystało. A rodzice wracając do domów uśmiechali się radośnie i zastanawiali co Aniołkowa Banda wymyśli następnym razem.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Kubusiowe Opowieści - Kto to jest Tata?
Nad Aniołkowem dopiero wschodziło słońce, ale Aniołki od dawna już nie spały. Głośne dyskusje obudziły Maurycego. - Ciekawe co nasza Banda znowu wymyśliła? - zastanawiał się Anioł, otwierając najpierw jedno a potem drugie oko.
Maurycy poderwał się szybko ze swojego chmurkowego posłania i zjawił się w mgnieniu oka przy Dzieciach.
- Czy dzisiaj znowu jest jakieś święto? - zapytał zaspanym głosem.
- Tak!!!! - krzyknęły radośnie Aniołki
- A co świętujecie Dzieciaki? Dzień Mamy przecież już był.
- Dzisiaj jest drugi najważniejszy Dzień! - Aniołki odpowiedziały z radosnym uśmiechem.
- Drugi najważniejszy Dzień? Myślałem, ze najważniejszy Dzień może być tylko jeden. - Maurycy, aż podrapał się ze zdziwienia po swej anielskiej głowie.
- Dzisiaj jest Dzień Taty - odpowiedziały przejęte Aniołki.
- Tata... Jak fajnie to brzmi... No to teraz Szkraby powiedzcie mi kto to jest ten tata - Maurycy usiadł sobie wygodnie na chmurce i czekał co powiedzą Dzieci.
- Tata jest najsilniejszy na świecie!!!!
- I niczego się nie boi!!!
- I potrafi wyganiać potwory z szafy i spod łóżka!!!
- I zna miliard różnych historii... czasami śmiesznych a czasami strasznych!!!!
- I jak Mama kocha nas najbardziej na świecie!!!
- To jest właśnie TATA!!!!!
*************
Jak Bóg stworzył Tatę (znalezione w necie)
Kiedy dobry Bóg zajmował się tworzeniem ojca, wykonał najpierw konstrukcję
dosyć wysoką i potężną. Ale pewien anioł, który znajdował się akurat w pobliżu powiedział:
- Ojejku, a co to za ojciec? Jeśli dzieci uczyniłeś tak malutkie, jak dziurki w serze, dlaczego robisz tak potężnego ojca? Nie będzie mógł grać w warcaby dopóki nie uklęknie. Nie utuli dziecka do snu bez zwijania się w kłębek, ani nawet nie ucałuje bez składania się na pół.
Bóg uśmiechnął się i odpowiedział:
- Masz rację, ale jeśli uczynię go mniejszym, to dzieci nie będą miały nikogo, na kogo będą mogły patrzeć zadzierając w górę głowę.
Kiedy potem lepił jego dłonie, uczynił je dosyć dużymi i silnymi. Anioł przechylił głowę i z dezaprobatą powiedział:
- Ojejku, jak takie olbrzymie ręce będą mogły zawiązać dziecku kokardkę, zapiąć lub odpiąć guzik, zapleść warkocz albo wyjąć drzazgę z paluszka?
Bóg uśmiechnął się i rzekł:
- To prawda, ale za to są wystarczająco duże, by pomieścić wszystko to, co można znaleźć w dziecięcej kieszeni, a jednocześnie wystarczająco małe, by pogłaskać go po głowie.
Bóg właśnie rozpoczął tworzenie dwóch nóg, tak dużych, jakich jeszcze nikt nie widział, kiedy anioł znów wybuchnął:
- Tak nie może być! Czy Ty, naprawdę myślisz, że takie dwie barki będą w stanie na czas wyskoczyć rano z łóżka, by móc ukoić płaczące dziecko? Czy przeciśnie się on między grupką dzieci, bez zmiażdżenia co najmniej dwojga z nich?
Bóg uśmiechnął się i powiedział:
- Nie obawiaj się, będą bardzo dobre. Zobaczysz: utrzymają równowagę dziecka, które się z nim bawi w: "jedzie, jedzie pan, na koniku sam...". Będą wypędzały myszy z wielkiej chaty i chwaliły się butami, za dużymi na kogokolwiek innego.
Bóg pracował całą noc, aby powierzyć ojcu jedynie niewielką ilość słów, ale za to silny i budzący zaufanie głos; oczy, które wszystko widzą, ale pozostają spokojne i wyrozumiałe. A w końcu, po długim namyśle, uczynił ostatnim dotknięciem łzy. Po tym wszystkim zwrócił się do swojego anioła z pytaniem:
Czy teraz już się przekonałeś, że ojciec może kochać tak bardzo, jak matka?
Maurycy poderwał się szybko ze swojego chmurkowego posłania i zjawił się w mgnieniu oka przy Dzieciach.
- Czy dzisiaj znowu jest jakieś święto? - zapytał zaspanym głosem.
- Tak!!!! - krzyknęły radośnie Aniołki
- A co świętujecie Dzieciaki? Dzień Mamy przecież już był.
- Dzisiaj jest drugi najważniejszy Dzień! - Aniołki odpowiedziały z radosnym uśmiechem.
- Drugi najważniejszy Dzień? Myślałem, ze najważniejszy Dzień może być tylko jeden. - Maurycy, aż podrapał się ze zdziwienia po swej anielskiej głowie.
- Dzisiaj jest Dzień Taty - odpowiedziały przejęte Aniołki.
- Tata... Jak fajnie to brzmi... No to teraz Szkraby powiedzcie mi kto to jest ten tata - Maurycy usiadł sobie wygodnie na chmurce i czekał co powiedzą Dzieci.
- Tata jest najsilniejszy na świecie!!!!
- I niczego się nie boi!!!
- I potrafi wyganiać potwory z szafy i spod łóżka!!!
- I zna miliard różnych historii... czasami śmiesznych a czasami strasznych!!!!
- I jak Mama kocha nas najbardziej na świecie!!!
- To jest właśnie TATA!!!!!
*************
Jak Bóg stworzył Tatę (znalezione w necie)
Kiedy dobry Bóg zajmował się tworzeniem ojca, wykonał najpierw konstrukcję
dosyć wysoką i potężną. Ale pewien anioł, który znajdował się akurat w pobliżu powiedział:
- Ojejku, a co to za ojciec? Jeśli dzieci uczyniłeś tak malutkie, jak dziurki w serze, dlaczego robisz tak potężnego ojca? Nie będzie mógł grać w warcaby dopóki nie uklęknie. Nie utuli dziecka do snu bez zwijania się w kłębek, ani nawet nie ucałuje bez składania się na pół.
Bóg uśmiechnął się i odpowiedział:
- Masz rację, ale jeśli uczynię go mniejszym, to dzieci nie będą miały nikogo, na kogo będą mogły patrzeć zadzierając w górę głowę.
Kiedy potem lepił jego dłonie, uczynił je dosyć dużymi i silnymi. Anioł przechylił głowę i z dezaprobatą powiedział:
- Ojejku, jak takie olbrzymie ręce będą mogły zawiązać dziecku kokardkę, zapiąć lub odpiąć guzik, zapleść warkocz albo wyjąć drzazgę z paluszka?
Bóg uśmiechnął się i rzekł:
- To prawda, ale za to są wystarczająco duże, by pomieścić wszystko to, co można znaleźć w dziecięcej kieszeni, a jednocześnie wystarczająco małe, by pogłaskać go po głowie.
Bóg właśnie rozpoczął tworzenie dwóch nóg, tak dużych, jakich jeszcze nikt nie widział, kiedy anioł znów wybuchnął:
- Tak nie może być! Czy Ty, naprawdę myślisz, że takie dwie barki będą w stanie na czas wyskoczyć rano z łóżka, by móc ukoić płaczące dziecko? Czy przeciśnie się on między grupką dzieci, bez zmiażdżenia co najmniej dwojga z nich?
Bóg uśmiechnął się i powiedział:
- Nie obawiaj się, będą bardzo dobre. Zobaczysz: utrzymają równowagę dziecka, które się z nim bawi w: "jedzie, jedzie pan, na koniku sam...". Będą wypędzały myszy z wielkiej chaty i chwaliły się butami, za dużymi na kogokolwiek innego.
Bóg pracował całą noc, aby powierzyć ojcu jedynie niewielką ilość słów, ale za to silny i budzący zaufanie głos; oczy, które wszystko widzą, ale pozostają spokojne i wyrozumiałe. A w końcu, po długim namyśle, uczynił ostatnim dotknięciem łzy. Po tym wszystkim zwrócił się do swojego anioła z pytaniem:
Czy teraz już się przekonałeś, że ojciec może kochać tak bardzo, jak matka?
poniedziałek, 26 maja 2014
Kubusiowe opowieści - Kto to jest Mama?
-Chłopaki wstawajcie szybko!!!! Już jest dzień!!!! I to jest właśnie TEN DZIEŃ!!!! - wołały Dziewczynki tak głośno, że słychać je było w całym Aniołkowie
- Jeszcze chwileczkę - miał właśnie odpowiedzieć Kropek, kiedy nagle przypomniał sobie, co to Święto.
Po kilku minutach cała Aniołkowa Banda siedziała już na swojej ulubionej chmurce i głośno dyskutowała.
- Czy wszystkie drzewa pięknie się zielenią? - zapytał Kropek, trzymając w rączce długą listę wyciągniętą z kieszonki anielskiej szatki
- A czy kwiaty na każdej łące pięknie kwitną?
- Trzeba obudzić Słonko, żeby pięknie dzisiaj świeciło i wypolerować wszystkie gwiazdki, żeby wieczorem rozświetliły niebo.
Aniołki zapewniły, że wszystko jest przygotowane.
Nagle na chmurce pojawił się Anioł Maurycy, który mieszkał w Aniołkowie od początku świata
- Dzieciaki, powiedzcie mi dlaczego nie śpicie? Przecież jest jeszcze tak wcześnie, nawet Słonko jeszcze sobie smacznie śpi.
-Maurycy, przecież dzisiaj jest Ten Dzień - zawołały głośno Aniołki.
-Ale jaki dzień? - Maurycy zastanawiał się o jakim to święcie mógł zapomnieć
- Przecież dzisiaj jest Dzień Mamy!!!! - Aniołki były bardzo zdziwione, że Anioł może nie wiedzieć o tak ważnym dniu.
- A kto to jest Mama? - zapytał zdziwiony Maurycy.
- To ty nie wiesz, kto to jest Mama? - Dzieci, aż siadły z wrażenia.
- Ja nie wiem, kto to jest Mama, bo ja chyba nie mam kogoś takiego - Maurycy popatrzył wokół smutnym wzrokiem.
- Mama jest najpiękniejsza!!!
- I najmądrzejsza!!!
- I potrafi zrobić coś takiego, że przestaje boleć, Wystarczy tylko, że pocałuje!!!!
- I kocha nas tak mocno, że nawet kiedy zamieszkaliśmy w Aniołkowie to każdego dnia i każdej nocy czujemy Jej miłość!!!
- I chociaż ma jedno serce, to swoją miłością obdziela wiele osób!!!
- To właśnie jest Mama!!!! - wołały głośno Dzieci
- Już sobie przypominam. Kiedy Pan Bóg zebrał w jedno Wiarę, Nadzieję i Miłość, to właśnie wtedy stworzył Mamę - szepnął cicho Maurycy..
- Jeszcze chwileczkę - miał właśnie odpowiedzieć Kropek, kiedy nagle przypomniał sobie, co to Święto.
Po kilku minutach cała Aniołkowa Banda siedziała już na swojej ulubionej chmurce i głośno dyskutowała.
- Czy wszystkie drzewa pięknie się zielenią? - zapytał Kropek, trzymając w rączce długą listę wyciągniętą z kieszonki anielskiej szatki
- A czy kwiaty na każdej łące pięknie kwitną?
- Trzeba obudzić Słonko, żeby pięknie dzisiaj świeciło i wypolerować wszystkie gwiazdki, żeby wieczorem rozświetliły niebo.
Aniołki zapewniły, że wszystko jest przygotowane.
Nagle na chmurce pojawił się Anioł Maurycy, który mieszkał w Aniołkowie od początku świata
- Dzieciaki, powiedzcie mi dlaczego nie śpicie? Przecież jest jeszcze tak wcześnie, nawet Słonko jeszcze sobie smacznie śpi.
-Maurycy, przecież dzisiaj jest Ten Dzień - zawołały głośno Aniołki.
-Ale jaki dzień? - Maurycy zastanawiał się o jakim to święcie mógł zapomnieć
- Przecież dzisiaj jest Dzień Mamy!!!! - Aniołki były bardzo zdziwione, że Anioł może nie wiedzieć o tak ważnym dniu.
- A kto to jest Mama? - zapytał zdziwiony Maurycy.
- To ty nie wiesz, kto to jest Mama? - Dzieci, aż siadły z wrażenia.
- Ja nie wiem, kto to jest Mama, bo ja chyba nie mam kogoś takiego - Maurycy popatrzył wokół smutnym wzrokiem.
- Mama jest najpiękniejsza!!!
- I najmądrzejsza!!!
- I potrafi zrobić coś takiego, że przestaje boleć, Wystarczy tylko, że pocałuje!!!!
- I kocha nas tak mocno, że nawet kiedy zamieszkaliśmy w Aniołkowie to każdego dnia i każdej nocy czujemy Jej miłość!!!
- I chociaż ma jedno serce, to swoją miłością obdziela wiele osób!!!
- To właśnie jest Mama!!!! - wołały głośno Dzieci
- Już sobie przypominam. Kiedy Pan Bóg zebrał w jedno Wiarę, Nadzieję i Miłość, to właśnie wtedy stworzył Mamę - szepnął cicho Maurycy..
poniedziałek, 5 maja 2014
Kubusiowe opowieści - Aniołkowa kołysanka
W Aniołkowie zapadał powoli zmrok. Aniołki kładły się do swoich chmurkowych łóżeczek. Nagle Kropek zobaczył, że jedna z chmurek jest pusta.
-Chłopaki, Dziewczyny, Wstawajcie! Fifek gdzieś zniknął!
Rzeczywiście, łóżeczko Filipka było puste. Aniołkowa Banda zerwała się ze swoich łóżeczek i ruszyła na poszukiwanie przyjaciela.
Filipek siedział zamyślony na chmurce i nawet nie zauważył kiedy nadbiegły zmartwione jego zniknięciem Aniołki.
-Filipku dlaczego jeszcze nie jesteś w łóżeczku. Martwiliśmy się wszyscy o ciebie - zawołał przejęty Kropek.
-Nie jestem w łóżeczku, bo muszę zaraz lecieć na Ziemię, do mojego domku - odpowiedział Filipek.
-Ale po co musisz lecieć do domku? Przecież już dzisiaj odwiedzałeś Mamę,Tatusia i Bliźniaki.
- Bo moi Bracia wcale nie chcą nie spać, a ja usłyszałem jak Tatuś mówi do Mamusi, że jestem Starszym Bratem i na pewno pomogę. Tylko nie wiem jak mogę pomóc.
- Fifek, po prostu musisz zrobić coś, żeby Twoi Bracia usnęli - podpowiedziały Aniołki
-Ale co ja mogę zrobić - Filipek wciąż nie miał żadnego pomysłu.
-Zaśpiewasz im kołysankę- oznajmił głośno Kropek
- Kropek!!! Ale przecież ja nie umiem śpiewać- zawołał Filipek
- Umiesz, umiesz. W końcu jesteś Aniołkiem. A Aniołki wiele potrafią, więc śpiewać na pewno też - odpowiedział z pewnością Kropek.
-Ale ja nie znam żadnej kołysanki. Jak mieszkałem jeszcze na Ziemi to Mama śpiewała mi do snu - szepnął zasmucony Filipek.
-Jeśli się nie zna kołysanki, to należy ją szybko wymyślić. A my wszyscy ci w tym pomożemy - zawołała głośno Aniołkowa Banda siadając wokół Filipka na niebieskiej chmurce.
W końcu Aniołki uznały, że kołysanka jest gotowa i Filipek może ruszać do Domu.
-A możemy lecieć z tobą?- zapytał Kropek
-Możecie, ale musicie być cichutko, bo jak Bliźniaki nas wszystkich zobaczą to na pewno będą chciały się z nami bawić. A Mama i Tatuś mówią, że oni mają spać - zgodził się Filipek.
Aniołki z szelestem skrzydełek zjawiły się w pokoiku, gdzie w łóżeczku leżeli Filipkowi Bracia. Chociaż pora była już bardzo późna, widać było, że wcale nie mają ochoty na spanie. Filipek usiadł przy Bliźniakach, położył rączki na ich główkach i razem ze wszystkimi Aniołkami zaczął cichutko śpiewać:
Luli, chłopcy, luli
Anielski braciszek do snu was utuli
Niech się wasze oczka do snu pięknie zamkną
utulę was dzisiaj anielską kołysanką...
Bliźniaki zasnęły, ukołysane do snu Aniołkowym śpiewem. Śpiewające Aniołki nawet nie zauważyły, kiedy drzwi pokoiku cichutko się zamknęły. Dopiero kiedy wracały z trzepotem skrzydełek do Aniołkowa, usłyszały jak Tata mówi do Mamy przytulając ją mocno:
-Mówiłem, że na Filipka i Aniołkową Bandę zawsze możemy liczyć
********************
P.S. (od Aniołkowej Bandy, która upomina się o ten dopisek)
Chociaż bohaterem opowieści jest Filipek, to śpiewamy kołysanki wszystkim naszym Siostrzyczkom i Braciszkom. Bo jesteśmy starszym Rodzeństwem :-)
Kochamy Was i przesyłamy całuski z Aniołkowa
Aniołkowa Banda <3
-Chłopaki, Dziewczyny, Wstawajcie! Fifek gdzieś zniknął!
Rzeczywiście, łóżeczko Filipka było puste. Aniołkowa Banda zerwała się ze swoich łóżeczek i ruszyła na poszukiwanie przyjaciela.
Filipek siedział zamyślony na chmurce i nawet nie zauważył kiedy nadbiegły zmartwione jego zniknięciem Aniołki.
-Filipku dlaczego jeszcze nie jesteś w łóżeczku. Martwiliśmy się wszyscy o ciebie - zawołał przejęty Kropek.
-Nie jestem w łóżeczku, bo muszę zaraz lecieć na Ziemię, do mojego domku - odpowiedział Filipek.
-Ale po co musisz lecieć do domku? Przecież już dzisiaj odwiedzałeś Mamę,Tatusia i Bliźniaki.
- Bo moi Bracia wcale nie chcą nie spać, a ja usłyszałem jak Tatuś mówi do Mamusi, że jestem Starszym Bratem i na pewno pomogę. Tylko nie wiem jak mogę pomóc.
- Fifek, po prostu musisz zrobić coś, żeby Twoi Bracia usnęli - podpowiedziały Aniołki
-Ale co ja mogę zrobić - Filipek wciąż nie miał żadnego pomysłu.
-Zaśpiewasz im kołysankę- oznajmił głośno Kropek
- Kropek!!! Ale przecież ja nie umiem śpiewać- zawołał Filipek
- Umiesz, umiesz. W końcu jesteś Aniołkiem. A Aniołki wiele potrafią, więc śpiewać na pewno też - odpowiedział z pewnością Kropek.
-Ale ja nie znam żadnej kołysanki. Jak mieszkałem jeszcze na Ziemi to Mama śpiewała mi do snu - szepnął zasmucony Filipek.
-Jeśli się nie zna kołysanki, to należy ją szybko wymyślić. A my wszyscy ci w tym pomożemy - zawołała głośno Aniołkowa Banda siadając wokół Filipka na niebieskiej chmurce.
W końcu Aniołki uznały, że kołysanka jest gotowa i Filipek może ruszać do Domu.
-A możemy lecieć z tobą?- zapytał Kropek
-Możecie, ale musicie być cichutko, bo jak Bliźniaki nas wszystkich zobaczą to na pewno będą chciały się z nami bawić. A Mama i Tatuś mówią, że oni mają spać - zgodził się Filipek.
Aniołki z szelestem skrzydełek zjawiły się w pokoiku, gdzie w łóżeczku leżeli Filipkowi Bracia. Chociaż pora była już bardzo późna, widać było, że wcale nie mają ochoty na spanie. Filipek usiadł przy Bliźniakach, położył rączki na ich główkach i razem ze wszystkimi Aniołkami zaczął cichutko śpiewać:
Luli, chłopcy, luli
Anielski braciszek do snu was utuli
Niech się wasze oczka do snu pięknie zamkną
utulę was dzisiaj anielską kołysanką...
Bliźniaki zasnęły, ukołysane do snu Aniołkowym śpiewem. Śpiewające Aniołki nawet nie zauważyły, kiedy drzwi pokoiku cichutko się zamknęły. Dopiero kiedy wracały z trzepotem skrzydełek do Aniołkowa, usłyszały jak Tata mówi do Mamy przytulając ją mocno:
-Mówiłem, że na Filipka i Aniołkową Bandę zawsze możemy liczyć
********************
P.S. (od Aniołkowej Bandy, która upomina się o ten dopisek)
Chociaż bohaterem opowieści jest Filipek, to śpiewamy kołysanki wszystkim naszym Siostrzyczkom i Braciszkom. Bo jesteśmy starszym Rodzeństwem :-)
Kochamy Was i przesyłamy całuski z Aniołkowa
Aniołkowa Banda <3
czwartek, 19 grudnia 2013
Kubusiowe opowieści - Świąteczne życzenie
(Przedświąteczny czas na Ziemi)
-Jak ja nie lubię Świąt - powiedziała jedna z Aniołkowych Mam.
- Ja też przestałam lubić Boże Narodzenie. Odkąd nie ma z nami naszego Aniołka nic mnie nie cieszy - zawtórowała kolejna Mama.
- Gdyby było możliwe, przytulić nasze Aniołki, chociaż jeden raz - ze łzami w oczach szeptały Aniołkowe Mamy.
(W tym samym czasie w Aniołkowie)
W Aniołkowie trwały przygotowania do Bożego Narodzenia. Chóry Anielskie ćwiczyły kolędy. Chmurkowe Anioły zajęły się bielutkim śniegiem. W każdym zakątku Nieba czuć było radość ze zbliżających się narodzin Bożego Dzieciątka. Aniołkowa Banda ubierała ogromną choinkę i jednocześnie opowiadała nowo przybyłym Aniołkom o Świętach w Niebie.
- Musicie wybrać dla swoich Rodziców gwiazdkę. Kiedy nadejdzie Wigilijna Noc zapalimy na niebie gwiazdki. To znak dla naszych Rodziców, że bardzo ich kochamy - tłumaczyły Aniołki młodszym kolegom.
- A potem polecimy na Ziemię do naszych domków.
Nagle Dzieci usłyszały dobiegające z Ziemi mamusiowe rozmowy. Uśmiechy z wolna gasły na Aniołkowych buziach.
- Nasze Mamy znowu się smucą, a przecież Boże Narodzenie to czas radości. Musimy coś z tym zrobić - zawołały.
- Słyszałyście o czym marzą? Chciałyby nas jeszcze raz przytulić.
- Święta z Mamusią i Tatusiem i naszym Rodzeństwem. Ciekawe jak to by było?
- Ale jak to zrobimy? Jesteśmy Aniołkami i nasi Bliscy nie mogą nas zobaczyć. Tylko Dzieci nas czasami widzą - Aniołkowa Banda zastanawiała się głośno jak może spełnić marzenie swoich Mam.
- Idziemy do Bożego Dzieciątka, poprosimy o spełnienie świątecznego marzenia - zadecydowały po długich naradach Aniołki. Maluchy poprawiły swoje szatki, sprawdziły czy aureolki nie są zbyt przekrzywione i ruszyły do Dzieciątka.
Boże Dzieciątko spoczywało w objęciach Niebieskiej Mateczki. Z każdym krokiem Aniołki odczuwały coraz większą miłość, która promieniami otaczała Matkę i Jej Syna.
- Kogo tu widzimy? To chyba Aniołkowa Banda - z uśmiechem odezwała się Mateńka
- Co się stało moje kochane Dzieci? Dlaczego jesteście smutne? - zapytała łagodnym głosem.
Onieśmielone Maluchy opowiedziały o marzeniu swoich Ziemskich Mam. Kiedy opowieść dobiegła końca i prośba została już przedstawiona, Dzieciątko uśmiechnęło się do Aniołków, a wtedy całe Aniołkowo rozbłysło tysiącem barw. Uszczęśliwione Aniołki podskakiwały z radości, bo już wiedziały co mają robić.
Nadeszła Wigilia. We wszystkich domach trwały ostatnie przygotowania do wieczerzy. Aniołkowe Mamy ze smutkiem w oczach patrzyły na puste miejsce przy stole. Na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka dając znak, że przyszedł czas podzielenia się opłatkiem. Nagle w każdym Aniołkowym domu rozległo się głośne pukanie. Kiedy Rodzice otworzyli drzwi, na progu domu ujrzeli swojego Aniołka.
Nikt nie mógł opanować łez, ale tym razem nie były to łzy tęsknoty a łzy radości. Opowieściom nie było końca. Aniołki zapewniały swoich Bliskich, że zawsze są przy nich. A Aniołkowe Mamy mogły w końcu tulić swoje Dzieci, za którymi tak bardzo tęskniły. Kiedy nadszedł czas powrotu, wszystkie Mamy obiecały Aniołkom, że od tej pory znowu będą uśmiechały się w Boże Narodzenie, a potem długo machały na pożegnanie i posyłały całusy do Nieba.
(Wigilijny poranek na Ziemi)
- Kochanie nie uwierzysz jaki miałam sen dzisiejszej nocy - powiedziała Mama Kropka do Taty.
- Wiesz, ja też dzisiaj miałem niesamowity sen - odpowiedział uśmiechnięty Tata.
- Nie uwierzycie co mi się śniło - zawołał Brat wbiegając do kuchni z uśmiechem. - Mieliśmy gościa na Wigilii, to był...
- Kropek!!! - zawołali wszyscy z uśmiechem.
- Chyba znowu pokocham Boże Narodzenie - powiedziała z uśmiechem Mama przytulając się mocno do Taty i Brata.
-Jak ja nie lubię Świąt - powiedziała jedna z Aniołkowych Mam.
- Ja też przestałam lubić Boże Narodzenie. Odkąd nie ma z nami naszego Aniołka nic mnie nie cieszy - zawtórowała kolejna Mama.
- Gdyby było możliwe, przytulić nasze Aniołki, chociaż jeden raz - ze łzami w oczach szeptały Aniołkowe Mamy.
(W tym samym czasie w Aniołkowie)
W Aniołkowie trwały przygotowania do Bożego Narodzenia. Chóry Anielskie ćwiczyły kolędy. Chmurkowe Anioły zajęły się bielutkim śniegiem. W każdym zakątku Nieba czuć było radość ze zbliżających się narodzin Bożego Dzieciątka. Aniołkowa Banda ubierała ogromną choinkę i jednocześnie opowiadała nowo przybyłym Aniołkom o Świętach w Niebie.
- Musicie wybrać dla swoich Rodziców gwiazdkę. Kiedy nadejdzie Wigilijna Noc zapalimy na niebie gwiazdki. To znak dla naszych Rodziców, że bardzo ich kochamy - tłumaczyły Aniołki młodszym kolegom.
- A potem polecimy na Ziemię do naszych domków.
Nagle Dzieci usłyszały dobiegające z Ziemi mamusiowe rozmowy. Uśmiechy z wolna gasły na Aniołkowych buziach.
- Nasze Mamy znowu się smucą, a przecież Boże Narodzenie to czas radości. Musimy coś z tym zrobić - zawołały.
- Słyszałyście o czym marzą? Chciałyby nas jeszcze raz przytulić.
- Święta z Mamusią i Tatusiem i naszym Rodzeństwem. Ciekawe jak to by było?
- Ale jak to zrobimy? Jesteśmy Aniołkami i nasi Bliscy nie mogą nas zobaczyć. Tylko Dzieci nas czasami widzą - Aniołkowa Banda zastanawiała się głośno jak może spełnić marzenie swoich Mam.
- Idziemy do Bożego Dzieciątka, poprosimy o spełnienie świątecznego marzenia - zadecydowały po długich naradach Aniołki. Maluchy poprawiły swoje szatki, sprawdziły czy aureolki nie są zbyt przekrzywione i ruszyły do Dzieciątka.
Boże Dzieciątko spoczywało w objęciach Niebieskiej Mateczki. Z każdym krokiem Aniołki odczuwały coraz większą miłość, która promieniami otaczała Matkę i Jej Syna.
- Kogo tu widzimy? To chyba Aniołkowa Banda - z uśmiechem odezwała się Mateńka
- Co się stało moje kochane Dzieci? Dlaczego jesteście smutne? - zapytała łagodnym głosem.
Onieśmielone Maluchy opowiedziały o marzeniu swoich Ziemskich Mam. Kiedy opowieść dobiegła końca i prośba została już przedstawiona, Dzieciątko uśmiechnęło się do Aniołków, a wtedy całe Aniołkowo rozbłysło tysiącem barw. Uszczęśliwione Aniołki podskakiwały z radości, bo już wiedziały co mają robić.
Nadeszła Wigilia. We wszystkich domach trwały ostatnie przygotowania do wieczerzy. Aniołkowe Mamy ze smutkiem w oczach patrzyły na puste miejsce przy stole. Na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka dając znak, że przyszedł czas podzielenia się opłatkiem. Nagle w każdym Aniołkowym domu rozległo się głośne pukanie. Kiedy Rodzice otworzyli drzwi, na progu domu ujrzeli swojego Aniołka.
Nikt nie mógł opanować łez, ale tym razem nie były to łzy tęsknoty a łzy radości. Opowieściom nie było końca. Aniołki zapewniały swoich Bliskich, że zawsze są przy nich. A Aniołkowe Mamy mogły w końcu tulić swoje Dzieci, za którymi tak bardzo tęskniły. Kiedy nadszedł czas powrotu, wszystkie Mamy obiecały Aniołkom, że od tej pory znowu będą uśmiechały się w Boże Narodzenie, a potem długo machały na pożegnanie i posyłały całusy do Nieba.
(Wigilijny poranek na Ziemi)
- Kochanie nie uwierzysz jaki miałam sen dzisiejszej nocy - powiedziała Mama Kropka do Taty.
- Wiesz, ja też dzisiaj miałem niesamowity sen - odpowiedział uśmiechnięty Tata.
- Nie uwierzycie co mi się śniło - zawołał Brat wbiegając do kuchni z uśmiechem. - Mieliśmy gościa na Wigilii, to był...
- Kropek!!! - zawołali wszyscy z uśmiechem.
- Chyba znowu pokocham Boże Narodzenie - powiedziała z uśmiechem Mama przytulając się mocno do Taty i Brata.
piątek, 6 grudnia 2013
Kubusiowe opowieści - Aniołkowe Mikołajki
Aniołki spały grzecznie otulone puchowymi chmurkami, gdy nagle w Aniołkowie rozbrzmiały dzięki srebrnych dzwoneczków.
-Co to? Co się dzieje? - szepnął do siebie Kropek przecierając oczka i wyglądając z chmurkowego łóżeczka.
- Wstawajcie szybko! To Święty Mikołaj szykuje się do podróży na Ziemię. Przecież jutro Mikołajowe Święto - Kropek biegał od łóżeczka do łóżeczka i budził zaspanych Przyjaciół.
W kilka chwil Aniołkowa Banda zgromadziła się wokół Świętego Mikołaja.
-Mikołaju kochany musisz poczekać, bo mamy specjalne prezenty dla naszych Rodziców - wołały Aniołki
-Specjalne prezenty? Co tam przygotowałyście moje Maluchy? - Mikołaj uśmiechnął się szeroko.
Aniołki szybciutko wyciągnęły spod swoich łóżeczek pudełeczka przewiązane kolorowymi wstążkami.
-Mamy dla Rodziców uśmiech, bo chcemy żeby ciągle się uśmiechali.
-I nadzieję, że spotkamy się wszyscy razem w Aniołkowie.
-I promyki słońca, żeby rozświetlały każdy dzień.
-I miłość, bo chociaż nie mieszkamy na Ziemi, to kochamy Mamusię i Tatusia i nasze Rodzeństwo najbardziej na świecie.
Aniołki z przejęciem wyliczały co schowały do swoich pudełeczek
-A Kropek to na pewno schował do swojego pudełeczka odrobinę śniegowej chmurki - zaśmiał się cichutko Kingusiowy Maluszek.
- Ho, ho, ho - zawołał Mikołaj - lepszych prezentów to nawet ja bym nie wymyślił.
Aniołki aż podskoczyły z radości słysząc taką pochwałę.
-A co wy chciałybyście dostać ode mnie w prezencie? - zapytał Święty.
- Mikołaju, ja napisałem w liście, że chciałbym z tobą polecieć na Ziemię i chciałbym pomagać w rozdawaniu prezentów - powiedział rezolutnie Krzyś.
- Mikołaju, my też chcemy ci pomagać! - prosiły wszystkie Dzieci.
- No dobrze, możecie lecieć ze mną. Tylko musicie uważać żeby nie wypaść z moich sań - zgodził się Mikołaj i zaprosił Aniołkową Bandę do środka.
Nagle sanie ruszyły i pędem skierowały się ku Ziemi. Aniołki piszczały z radości przytrzymując na główkach swoje aureolki.
Całą noc Mikołaj ze swoimi Aniołkowymi pomocnikami rozwoził prezenty. Każdy Aniołek osobiście dostarczył swój podarunek do swojego Ziemskiego Domu.
A kiedy nastał Mikołajkowy poranek, Mamusie i Tatusiowie, Bracia i Siostry mogli znaleźć obok swoich łóżek podarunki z napisem: Od Mikołaja i waszego Aniołka.
-Co to? Co się dzieje? - szepnął do siebie Kropek przecierając oczka i wyglądając z chmurkowego łóżeczka.
- Wstawajcie szybko! To Święty Mikołaj szykuje się do podróży na Ziemię. Przecież jutro Mikołajowe Święto - Kropek biegał od łóżeczka do łóżeczka i budził zaspanych Przyjaciół.
W kilka chwil Aniołkowa Banda zgromadziła się wokół Świętego Mikołaja.
-Mikołaju kochany musisz poczekać, bo mamy specjalne prezenty dla naszych Rodziców - wołały Aniołki
-Specjalne prezenty? Co tam przygotowałyście moje Maluchy? - Mikołaj uśmiechnął się szeroko.
Aniołki szybciutko wyciągnęły spod swoich łóżeczek pudełeczka przewiązane kolorowymi wstążkami.
-Mamy dla Rodziców uśmiech, bo chcemy żeby ciągle się uśmiechali.
-I nadzieję, że spotkamy się wszyscy razem w Aniołkowie.
-I promyki słońca, żeby rozświetlały każdy dzień.
-I miłość, bo chociaż nie mieszkamy na Ziemi, to kochamy Mamusię i Tatusia i nasze Rodzeństwo najbardziej na świecie.
Aniołki z przejęciem wyliczały co schowały do swoich pudełeczek
-A Kropek to na pewno schował do swojego pudełeczka odrobinę śniegowej chmurki - zaśmiał się cichutko Kingusiowy Maluszek.
- Ho, ho, ho - zawołał Mikołaj - lepszych prezentów to nawet ja bym nie wymyślił.
Aniołki aż podskoczyły z radości słysząc taką pochwałę.
-A co wy chciałybyście dostać ode mnie w prezencie? - zapytał Święty.
- Mikołaju, ja napisałem w liście, że chciałbym z tobą polecieć na Ziemię i chciałbym pomagać w rozdawaniu prezentów - powiedział rezolutnie Krzyś.
- Mikołaju, my też chcemy ci pomagać! - prosiły wszystkie Dzieci.
- No dobrze, możecie lecieć ze mną. Tylko musicie uważać żeby nie wypaść z moich sań - zgodził się Mikołaj i zaprosił Aniołkową Bandę do środka.
Nagle sanie ruszyły i pędem skierowały się ku Ziemi. Aniołki piszczały z radości przytrzymując na główkach swoje aureolki.
Całą noc Mikołaj ze swoimi Aniołkowymi pomocnikami rozwoził prezenty. Każdy Aniołek osobiście dostarczył swój podarunek do swojego Ziemskiego Domu.
A kiedy nastał Mikołajkowy poranek, Mamusie i Tatusiowie, Bracia i Siostry mogli znaleźć obok swoich łóżek podarunki z napisem: Od Mikołaja i waszego Aniołka.
czwartek, 28 listopada 2013
Kubusiowe opowieści - Poszukiwacze zaginionego śniegu
- Kropek, czego tak zawzięcie szukasz wśród tych chmurek? - zapytał się zdziwiony Szymuś*.
- Szymku, szukam śniegowej chmurki. Bo teraz to już śnieg chyba może padać, prawda? - odpowiedział bardzo zajęty poszukiwaniami Kropek.
- Śniegowe chmurki to chyba schowali nasi Aniołkowi Dziadkowie. Pamiętasz Kropku, jak powtarzali, że to jeszcze nie czas na śnieg? - stwierdził zamyślony Lolek*.
- To chyba trzeba je odnaleźć. Już niedługo będą Święta i śnieg na Ziemi wtedy musi być - powiedział zamyślony Kropek.
Aniołkowej Bandzie nie trzeba było wiele mówić. W jednej chwili wszystkie Aniołki ruszyły na poszukiwanie zaginionej śniegowej chmurki. Poszukiwania trwały bardzo długo. Ale w końcu śniegowa chmurka została odnaleziona w zapomnianym chmurkowym magazynie.
- Hura! Znaleźliśmy! - wołały uszczęśliwione Aniołki.
- To teraz chyba możemy ja uruchomić? Tylko na jedną malutką chwileczkę, żeby zobaczyć czy działa - Kropek błagalnym wzrokiem popatrzył na swoich Przyjaciół.
- Kropek ale tylko na jedną chwilkę - zadecydował Szymuś.
Aniołki wspólnymi siłami wyciągnęły chmurkę z magazynu i ustawiły na niebieskiej łące.
- Nie działa - powiedział zmartwionym głosem Kropek.
- Spróbuj jeszcze raz - poradził przyjacielowi Szymuś.
- Próbuję i próbuję ale nic z tego. Jak teraz spadnie śnieg na Święta? Nasza śniegowa chmurka jest zepsuta - powtarzał coraz bardziej zmartwiony Kropek.
- Przecież możemy ją zreperować - oświadczył uśmiechnięty Lolek.
Aniołki szybciutko zabrały się do pracy. Stukały, pukały, przykręcały śrubeczki. Kropek z Lolkiem udali się nawet na Ziemię, żeby dowiedzieć się czy ich Tatusiowie wiedzą coś na temat reperowania chmurek. Obaj stwierdzili zgodnie, że Tatusiowie wiedzą wszystko i skoro znają się na samochodach to i z chmurkami sobie poradzą. Aniołkowe Dziewczynki też nie próżnowały. Siedząc pod drzewem wycinały śniegowe gwiazdki. W końcu chmurka została naprawiona i napełniona płatkami bielutkiego śniegu.
- Teraz musi się udać - szepnął do siebie Kropek i uruchomił śniegową chmurkę.
I nagle na Ziemi zrobiło się biało. Spadające z Nieba płatki śniegu ubrały dachy domów i korony drzew w śnieżne czapki. Pan Mróz widząc padający śnieg, wyszedł ze swojego domu i rozpoczął malowanie mrozowych kwiatów na szybach. A Słońce wyciągnęło ze swojego kufra ciepłą czapkę i szalik.
-Udało się nam! - uśmiechnięte Dzieci podskakiwały radośnie.
- Ale chyba jeszcze trochę poczekamy z tym śniegiem - zadecydowały Aniołki i zmęczone pracą ułożyły się do snu pod swoimi puchowymi kołderkami.
******************************************
* Szymuś - Aniołkowy synek Iwonki
* Lolek (Karolek) - Aniołkowy synek Monilki
- Szymku, szukam śniegowej chmurki. Bo teraz to już śnieg chyba może padać, prawda? - odpowiedział bardzo zajęty poszukiwaniami Kropek.
- Śniegowe chmurki to chyba schowali nasi Aniołkowi Dziadkowie. Pamiętasz Kropku, jak powtarzali, że to jeszcze nie czas na śnieg? - stwierdził zamyślony Lolek*.
- To chyba trzeba je odnaleźć. Już niedługo będą Święta i śnieg na Ziemi wtedy musi być - powiedział zamyślony Kropek.
Aniołkowej Bandzie nie trzeba było wiele mówić. W jednej chwili wszystkie Aniołki ruszyły na poszukiwanie zaginionej śniegowej chmurki. Poszukiwania trwały bardzo długo. Ale w końcu śniegowa chmurka została odnaleziona w zapomnianym chmurkowym magazynie.
- Hura! Znaleźliśmy! - wołały uszczęśliwione Aniołki.
- To teraz chyba możemy ja uruchomić? Tylko na jedną malutką chwileczkę, żeby zobaczyć czy działa - Kropek błagalnym wzrokiem popatrzył na swoich Przyjaciół.
- Kropek ale tylko na jedną chwilkę - zadecydował Szymuś.
Aniołki wspólnymi siłami wyciągnęły chmurkę z magazynu i ustawiły na niebieskiej łące.
- Nie działa - powiedział zmartwionym głosem Kropek.
- Spróbuj jeszcze raz - poradził przyjacielowi Szymuś.
- Próbuję i próbuję ale nic z tego. Jak teraz spadnie śnieg na Święta? Nasza śniegowa chmurka jest zepsuta - powtarzał coraz bardziej zmartwiony Kropek.
- Przecież możemy ją zreperować - oświadczył uśmiechnięty Lolek.
Aniołki szybciutko zabrały się do pracy. Stukały, pukały, przykręcały śrubeczki. Kropek z Lolkiem udali się nawet na Ziemię, żeby dowiedzieć się czy ich Tatusiowie wiedzą coś na temat reperowania chmurek. Obaj stwierdzili zgodnie, że Tatusiowie wiedzą wszystko i skoro znają się na samochodach to i z chmurkami sobie poradzą. Aniołkowe Dziewczynki też nie próżnowały. Siedząc pod drzewem wycinały śniegowe gwiazdki. W końcu chmurka została naprawiona i napełniona płatkami bielutkiego śniegu.
- Teraz musi się udać - szepnął do siebie Kropek i uruchomił śniegową chmurkę.
I nagle na Ziemi zrobiło się biało. Spadające z Nieba płatki śniegu ubrały dachy domów i korony drzew w śnieżne czapki. Pan Mróz widząc padający śnieg, wyszedł ze swojego domu i rozpoczął malowanie mrozowych kwiatów na szybach. A Słońce wyciągnęło ze swojego kufra ciepłą czapkę i szalik.
-Udało się nam! - uśmiechnięte Dzieci podskakiwały radośnie.
- Ale chyba jeszcze trochę poczekamy z tym śniegiem - zadecydowały Aniołki i zmęczone pracą ułożyły się do snu pod swoimi puchowymi kołderkami.
******************************************
* Szymuś - Aniołkowy synek Iwonki
* Lolek (Karolek) - Aniołkowy synek Monilki
czwartek, 21 listopada 2013
Kubusiowe opowieści - Urodziny
Karolek był jednym z Aniołkowych Starszaków. To właśnie on razem z Piotrusiem witał wszystkie Maluchy przybywające do Aniołkowa i uczył wszystkiego co każdy Aniołek powinien wiedzieć.
Pewnego dnia Karolek wezwał na chmurkę Aniołkową Bandę i powiedział:
- Słuchajcie, mój młodszy Braciszek ma dzisiaj urodziny. Wiem, że dostanie prezenty od Mamusi i Tatusia, ale ja też chciałbym dać mu jakiś prezent. I to musi być coś specjalnego. I tak sobie pomyślałem, że mój Brat mnie nigdy nie widział, a dzisiaj taki ważny dzień...
- Karolku powiedz od razu, że chcesz lecieć na Ziemię do swojego Braciszka - zaśmiał się cicho Kropek.
- No właśnie to Wam chciałem powiedzieć, tylko zastanawiam się czy taki prezent urodzinowy może być - dopytywał się Karolek.
Wszystkie Aniołki zgodnie odpowiedziały, że to doskonały pomysł na aniołkowy prezent urodzinowy.
Karolek szybko ubrał nową szatkę, wypolerował swoją aureolkę, bo przecież urodziny brata to poważna sprawa i ruszył z trzepotem skrzydełek na Ziemię.
Kacperek bawił się grzecznie w swoim pokoju, czekając na urodzinowe przyjęcie. Nagle zobaczył obok siebie małego, uśmiechniętego chłopca w białej szatce.
-Kim jesteś? Jak się tu dostałeś? Nie widziałem jak wchodziłeś do pokoju. Moja Mama też nie mówiła, że już przyszli goście
- Kacperku, jestem Karolek
- Karolek? - zdziwił się Kacperek.
- Tak ma na imię mój starszy braciszek, ale on nie mieszka z nami, tylko jest w Niebie. I na zdjęciach Karolek jest taki malutki, a Ty jesteś już duży, taki jak ja.
- Kacperku, to ja Twój brat. My w Aniołkowie też rośniemy, tak jak dzieci na Ziemi. Dzisiaj są Twoje urodziny i dlatego mogłem przyjść do Ciebie.
- Karolku, to naprawdę ty? - Kacperek przecierał oczy ze zdumienia.
- Zaraz zawołam Mamusię, ale się ucieszy jak Ciebie zobaczy.
- Braciszku dzisiaj widzisz mnie tylko Ty. Mama wie, że zawsze jestem blisko was, ale nie może mnie teraz zobaczyć. A teraz zamiast się smucić to możemy się razem pobawić.
-Karolku a czy zostaniesz na moim przyjęciu - zapytał się Kacperek
-Nie mogę zostać. Muszę wracać do Aniołkowa.
-Ale Mama upiekła taki pyszny tort i będę dmuchał świeczki. Cztery świeczki, bo ja już nie jestem dzidziusiem.
- Oj nie jesteś dzidziusiem roześmiał się Karolek i mocno przytulił brata. - Naprawdę muszę już wracać.
Nagle chłopcy usłyszeli kroki i za chwilę Mama pojawiła się w drzwiach pokoju.
- Chodź Kacperku, zaraz przyjdą goście - powiedziała. - A powiesz mi w co się bawiłeś?
-Mamuś był u mnie Karolek i powiedział, że jest moim urodzinowym prezentem. I rozmawialiśmy, i bawiliśmy się razem zabawkami. I ja chciałem nawet oddać Karolkowi swoje zabawki, żeby miał się czym bawić w Aniołkowie. Bo wiesz Mamuś on mieszka w Aniołkowie... Ale śmieszna nazwa - Kacperek z przejęciem opowiadał o spotkaniu z bratem.
- Karolek i Kacperek razem... Ale jak to możliwe? - Mama miała łzy w oczach i jednocześnie radość w sercu.
- Kacperku, a powiedz mi czy Karolek jest jeszcze z nami? - zapytała cicho.
- Mamuś jest! Stoi tutaj, koło mojego krzesełka i mówi, że wszystkich nas bardzo kocha. Ale teraz już musi wracać do swojego Aniołkowego domu.
Karolek przytulił mocno Kacperka, a potem przytulił się do swojej Mamy.
- Trzymaj się mój wielki Mały Bracie!!!! I pamiętaj, że was wszystkich kocham - szepnął Karolek machając rączką na pożegnanie.
***********
Mamuś, ale fajoski prezent dostałem, prawda? to moje najlepsze urodziny - śmiał się Kacperek idąc z Mamą na swoje urodzinowe przyjęcie.
- Kacperku masz rację, to najlepsze urodziny - szepnęła Mama a potem odwróciła się i posłała całusa tam gdzie jeszcze przed chwilą stał Karolek
Pewnego dnia Karolek wezwał na chmurkę Aniołkową Bandę i powiedział:
- Słuchajcie, mój młodszy Braciszek ma dzisiaj urodziny. Wiem, że dostanie prezenty od Mamusi i Tatusia, ale ja też chciałbym dać mu jakiś prezent. I to musi być coś specjalnego. I tak sobie pomyślałem, że mój Brat mnie nigdy nie widział, a dzisiaj taki ważny dzień...
- Karolku powiedz od razu, że chcesz lecieć na Ziemię do swojego Braciszka - zaśmiał się cicho Kropek.
- No właśnie to Wam chciałem powiedzieć, tylko zastanawiam się czy taki prezent urodzinowy może być - dopytywał się Karolek.
Wszystkie Aniołki zgodnie odpowiedziały, że to doskonały pomysł na aniołkowy prezent urodzinowy.
Karolek szybko ubrał nową szatkę, wypolerował swoją aureolkę, bo przecież urodziny brata to poważna sprawa i ruszył z trzepotem skrzydełek na Ziemię.
Kacperek bawił się grzecznie w swoim pokoju, czekając na urodzinowe przyjęcie. Nagle zobaczył obok siebie małego, uśmiechniętego chłopca w białej szatce.
-Kim jesteś? Jak się tu dostałeś? Nie widziałem jak wchodziłeś do pokoju. Moja Mama też nie mówiła, że już przyszli goście
- Kacperku, jestem Karolek
- Karolek? - zdziwił się Kacperek.
- Tak ma na imię mój starszy braciszek, ale on nie mieszka z nami, tylko jest w Niebie. I na zdjęciach Karolek jest taki malutki, a Ty jesteś już duży, taki jak ja.
- Kacperku, to ja Twój brat. My w Aniołkowie też rośniemy, tak jak dzieci na Ziemi. Dzisiaj są Twoje urodziny i dlatego mogłem przyjść do Ciebie.
- Karolku, to naprawdę ty? - Kacperek przecierał oczy ze zdumienia.
- Zaraz zawołam Mamusię, ale się ucieszy jak Ciebie zobaczy.
- Braciszku dzisiaj widzisz mnie tylko Ty. Mama wie, że zawsze jestem blisko was, ale nie może mnie teraz zobaczyć. A teraz zamiast się smucić to możemy się razem pobawić.
-Karolku a czy zostaniesz na moim przyjęciu - zapytał się Kacperek
-Nie mogę zostać. Muszę wracać do Aniołkowa.
-Ale Mama upiekła taki pyszny tort i będę dmuchał świeczki. Cztery świeczki, bo ja już nie jestem dzidziusiem.
- Oj nie jesteś dzidziusiem roześmiał się Karolek i mocno przytulił brata. - Naprawdę muszę już wracać.
Nagle chłopcy usłyszeli kroki i za chwilę Mama pojawiła się w drzwiach pokoju.
- Chodź Kacperku, zaraz przyjdą goście - powiedziała. - A powiesz mi w co się bawiłeś?
-Mamuś był u mnie Karolek i powiedział, że jest moim urodzinowym prezentem. I rozmawialiśmy, i bawiliśmy się razem zabawkami. I ja chciałem nawet oddać Karolkowi swoje zabawki, żeby miał się czym bawić w Aniołkowie. Bo wiesz Mamuś on mieszka w Aniołkowie... Ale śmieszna nazwa - Kacperek z przejęciem opowiadał o spotkaniu z bratem.
- Karolek i Kacperek razem... Ale jak to możliwe? - Mama miała łzy w oczach i jednocześnie radość w sercu.
- Kacperku, a powiedz mi czy Karolek jest jeszcze z nami? - zapytała cicho.
- Mamuś jest! Stoi tutaj, koło mojego krzesełka i mówi, że wszystkich nas bardzo kocha. Ale teraz już musi wracać do swojego Aniołkowego domu.
Karolek przytulił mocno Kacperka, a potem przytulił się do swojej Mamy.
- Trzymaj się mój wielki Mały Bracie!!!! I pamiętaj, że was wszystkich kocham - szepnął Karolek machając rączką na pożegnanie.
***********
Mamuś, ale fajoski prezent dostałem, prawda? to moje najlepsze urodziny - śmiał się Kacperek idąc z Mamą na swoje urodzinowe przyjęcie.
- Kacperku masz rację, to najlepsze urodziny - szepnęła Mama a potem odwróciła się i posłała całusa tam gdzie jeszcze przed chwilą stał Karolek
poniedziałek, 11 listopada 2013
Wstę(ą)p do Kubusiowych opowieści
Właściwie, to ten post powinien znaleźć się przed pierwszą Kubusiową opowieścią, ale jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, aby opowiadania o Aniołkowej Bandzie opatrzyć jakimkolwiek wstępem...
Bardzo bałam się naszych pierwszych Świąt Bożego Narodzenia bez Kuby. przecież Kropek miał być z nami. Byliśmy przygotowani, że spędzimy ten czas w szpitalu, ale nikt z nas nie przewidywał tego co się stanie.
Kilka dni przed Wigilią, w mojej głowie pojawiła się pierwsza opowieść. Potem stopniowo powstawały kolejne. Czasami wystarczy jedno zdanie "rzucone" przez jedną z Aniołkowych i w mojej głowie rodzi się opowieść o przygodach Aniołkowej Bandy. Może to szaleństwo, ale wtedy, jakbym słyszała Kubusia szepczącego mi do ucha: " Mamuś powiedz innym Mamom, że jest nam tutaj dobrze"...
Chociaż najczęściej głównym bohaterem opowieści jest Kubuś (najłatwiej mi pisać o moim Synku), to tak naprawdę Kropkiem może być każde Anielskie Dziecko...
Wiem, że "Kubusiowe opowieści" nie są może najwyższych lotów pod względem literackim (literacki Nobel raczej mi nie grozi), ale płyną z głębi serca... Chcę wierzyć, że jest jakieś TAM, gdzie nasze Dzieci bawią się radośnie, psocą i bez cierpienia czekają aż kiedyś się znowu spotkamy...
Bardzo bałam się naszych pierwszych Świąt Bożego Narodzenia bez Kuby. przecież Kropek miał być z nami. Byliśmy przygotowani, że spędzimy ten czas w szpitalu, ale nikt z nas nie przewidywał tego co się stanie.
Kilka dni przed Wigilią, w mojej głowie pojawiła się pierwsza opowieść. Potem stopniowo powstawały kolejne. Czasami wystarczy jedno zdanie "rzucone" przez jedną z Aniołkowych i w mojej głowie rodzi się opowieść o przygodach Aniołkowej Bandy. Może to szaleństwo, ale wtedy, jakbym słyszała Kubusia szepczącego mi do ucha: " Mamuś powiedz innym Mamom, że jest nam tutaj dobrze"...
Chociaż najczęściej głównym bohaterem opowieści jest Kubuś (najłatwiej mi pisać o moim Synku), to tak naprawdę Kropkiem może być każde Anielskie Dziecko...
Wiem, że "Kubusiowe opowieści" nie są może najwyższych lotów pod względem literackim (literacki Nobel raczej mi nie grozi), ale płyną z głębi serca... Chcę wierzyć, że jest jakieś TAM, gdzie nasze Dzieci bawią się radośnie, psocą i bez cierpienia czekają aż kiedyś się znowu spotkamy...
niedziela, 3 listopada 2013
Kubusiowe opowieści - Szpitalna opowieść o sznurówce w nodze
Kropek właśnie spacerował sobie po niebieskiej łące, gdy na jednej z
chmurek zobaczył swojego nowego przyjaciela Krzysia, obłożonego stosami grubych
książek i czytającego w wielkim skupieniu.
- Krzysiu, a
co ty tak czytasz? – zapytał się Kubuś.
-Uczę się Kropku
o więzadłach – odpowiedział Krzyś
- Krzysiu a
po co Ci wiedza o sznurówkach? Przecież w Niebie nie mamy bucików – dociekał z
wielkim zainteresowaniem Kubuś.
- Kropek!!!!
Ja nie uczę się o sznurówkach, tylko o więzadłach… takich co człowiek ma w nodze
– wyjaśnił koledze, roześmiany Krzyś
- Bo wiesz,
moja mamusia idzie do szpitala, słyszałem jak mówiła, że czas naprawić sobie
nogę. I powiem ci w tajemnicy Kropku, że chociaż moja mamusia niczego się nie
boi, to za szpitalami nie przepada. Więc postanowiłem, że musze być z mamą i
pilnować żeby wszystko się udało – opowiadał przejęty Krzyś.
- Krzysiu,
nie martw się!!! Już wołam Aniołkową Bandę i wszyscy razem pouczymy się o tych
kolanowych sznurówkach, to znaczy więzadłach i będziemy razem z tobą pilnować twojej
mamy – zapewnił przyjaciela Kubuś.
W jednej
chwili, na Krzysiowej chmurce pojawiły się małe Aniołki zabrały się do
wertowania książek.
Nadszedł dzień, kiedy Mama
Krzysia pojawiła się w szpitalu. Wokół niej zgromadziła się cała Aniołkowa
Banda.
- Słuchajcie
teraz uważnie Aniołki. Nie możemy wszyscy wejść razem z Krzysiową Mamą, tam,
gdzie doktor będzie reperował nogę – powiedział Kubuś.
- Kubusiu,
to się nazywa sala operacyjna – podpowiedział cicho Krzyś.
- Zróbmy
tak… dziewczyny, wy zaopiekujecie się Krzysiowym Tatą, żeby się nie denerwował.
Krzyś, ja i trzy Aniołki, które wiedzą małe co nieco o szpitalach, pilnujemy
Mamy Krzysia. Reszta czeka w poczekalni razem z książkami, bo może trzeba
będzie coś podpowiedzieć – Kropek szybko wyznaczył Aniołkowej Bandzie zadania
do wykonania.
Nagle na sali operacyjnej
pojawili się lekarze i mama Krzysia. Zaczęła się operacja. Krzyś, bardzo
przejęty, usiadł przy Doktorze – Chirurgu i podpowiadał mu do ucha co ma robić.
- Kropek, a
to wiązadło to tak miało iść? – zapytał Krzyś.
- Chyba tak… Lepiej nie gadajmy, tylko
pilnujmy lekarzy, żeby nic nie zepsuli – odpowiedział Kropek.
- Tylko się tak nie nachylajmy, bo nam aureole
na stół spadną i wtedy dopiero zrobimy zamieszanie – dodał Krzyś.
- Może
powinniśmy nasze aureolki zostawić w szatni, wtedy na pewno nic by nam z główek
nie spadło – roześmiał się Kubuś.
Cały zespól operacyjny był bardzo zdziwiony,
bo jeszcze żadna operacja nie przebiegała tak szybko i sprawnie.
- To dziwne,
wydaje mi się, jakby ktoś do ucha mi szeptał co mam robić. A narzędzia, jakby
mi same wskakiwały do ręki – powiedział Doktor- Chirurg. No zrobione…
- Proszę
Pani, kolano jest już jak nowe –
powiedział po skończonej operacji Doktor-Chirurg.
- Operacja
przebiegła pomyślnie. Jakby pilnowały Pani dobre anioły – dodał wychodząc z
Sali.
- Panie
Doktorze, żeby pan wiedział… - zaśmiała się cichutko Krzysiowa Mama.
- Synku,
dziękuję Ci bardzo, że byłeś przy mnie. I tobie Aniołkowa Bando też dziękuję –
Mama Krzysia szepnęła cichutko zapadając w sen.
**********
Bohaterem dzisiejszej opowieści jest nowy Anielski Przyjaciel Kubusia - Krzyś.
Krzysia i Jego cudownych Rodziców możecie poznać tutaj.
A opowieśc miała swój poczatek od komentarza Mamy Krzysia pod jednym z jej postów :-)
A opowieśc miała swój poczatek od komentarza Mamy Krzysia pod jednym z jej postów :-)
wtorek, 15 października 2013
Kubusiowe opowieści - Chcę już być Starszakiem
- Chłopaki, jak już mam aniołkowe dwa latka, to chyba już mogę być starszakiem? - zapytał Kubuś, siedząc nad ostatnim kawałkiem urodzinowego tortu.
- Kropek, chyba jesteś jeszcze trochę za mały - odpowiedziały po chwili zastanowienia Anielskie Starszaki.
- Ale ja już potrafię wszystko co powinien umieć Aniołek - Kubuś nie dawał za wygraną.
- Kubusiu a ten śnieg w kwietniu? Kwiecień to już wiosna, a ty zesłałeś śnieg na Ziemię - zaśmiały się Anielskie Dziewczynki.
- Ale moja mama mówiła, że kocha zimę. I zima ze śniegiem to może być cały rok - tłumaczył Aniołkowej Bandzie Kubuś.
- Kropek!!!!! - Wszystkie Aniołki smiały się tak bardzo, że aż aureolki pospadały im z główek.
- Noooo dobra, moze zostane starszakiem za rok., bycie maluchem nie jest takie złe - powiedział do siebie Kubuś, śmiejąc się cichutko.
***********************
I znowu dzisiaj w myślach, widziałam Kubusiowe przyjęcie, z ogromnym czekoladowym tortem. I chęć mojego Kropka, żeby być już Starszakiem :-)
- Kropek, chyba jesteś jeszcze trochę za mały - odpowiedziały po chwili zastanowienia Anielskie Starszaki.
- Ale ja już potrafię wszystko co powinien umieć Aniołek - Kubuś nie dawał za wygraną.
- Kubusiu a ten śnieg w kwietniu? Kwiecień to już wiosna, a ty zesłałeś śnieg na Ziemię - zaśmiały się Anielskie Dziewczynki.
- Ale moja mama mówiła, że kocha zimę. I zima ze śniegiem to może być cały rok - tłumaczył Aniołkowej Bandzie Kubuś.
- Kropek!!!!! - Wszystkie Aniołki smiały się tak bardzo, że aż aureolki pospadały im z główek.
- Noooo dobra, moze zostane starszakiem za rok., bycie maluchem nie jest takie złe - powiedział do siebie Kubuś, śmiejąc się cichutko.
***********************
I znowu dzisiaj w myślach, widziałam Kubusiowe przyjęcie, z ogromnym czekoladowym tortem. I chęć mojego Kropka, żeby być już Starszakiem :-)
wtorek, 8 października 2013
Kubusiowe opowieści - Aniołkowe Święto
- Zobaczcie, zobaczcie!!! Coś się dzieje na Ziemi!!!! Nasze mamusie ciągle o czymś rozmawiają, ciągle coś do siebie piszą, coś kupują... - Kubuś głośno wzywał Aniołkową Bandę na niebieską chmurkę.
- Przecież niedługo nasze Święto -oznajmili głośno Piotruś i Karolek, którzy najdłużej mieszkali w Niebie.
- Nasze Święto? - dziwiły się Aniołkowe Maluchy
- Mamy urodziny i aniołkowe urodziny, ale o żadnym innym aniołkowym święcie to nie wiemy.
Karolek i Piotruś usadowili się wygodnie na chmurce i zaczęli opowiadać o aniołkowym święcie.
- To się nazywa Dzień Dziecka Utraconego
- Ja wcale nie czuję się utracony - krzyknął głośno Kubuś, tupiąc dodatkowo nóżką.- Moja Mama mówi, że jestem ukochany. Jak się miałem utracić? Przecież cały czas jestem przy Mamusi i przy Tatusiu i przy Bracie też ciągle jestem.
- Kropek nie denerwuj się, bo to nie ładnie. Aniołki się nie denerwują i nie krzyczą i nie tupią nózkami - Dziewczynki uspokajały zdenerwowanego Kubusia.
- My wiemy, że Nasze Mamusie i Tatusiowie i Bracia i Siostry czują naszą obecność, ale tak się to święto nazywa i już.
Aniołkowa Banda z niecierpliwością czekała co się stanie. Codziennie, wszyscy obserwowali przygotowania do Ważnego Dnia.
W końcu nadszedł Świąteczny Dzień. Aniołki przecierały oczy ze zdumienia. Ze wszystkich krańców Ziemi połynęły do Nieba kolorowe baloniki i tysiące migoczących światełek. A do każdego z nich Aniołkowe Mamy włożyły swą miłość i tęsknotę.
Aniołki jeszcze długo, długo w nocy biegały po niebieskich chmurkach, bawiąc się swoimi balonikami. A kiedy zmęczone ułożyły się do snu pod puchowymi kołderkami na ich Anielskich twarzyczkach widniał słodki uśmiech.
*********
Kiedy dzisiaj rano jechałam do pracy, w mojej głowie uporczywie pojawiała się myśl o DDU, przecież to już za tydzień. I nieustannie wyobrażałam sobie co tego dnia będą robić nasze Dzieci, TAM, wysoko, w górze. I ciągle jakbym słyszała głos Kubusia: Ja przecież nie jestem utracony, ja jestem ukochany...
Od dzisiaj 15 października będzie dla mnie Dniem Dziecka Ukochanego. Bo przecież jeśli się kogoś kocha, ten ktoś nie odchodzi...
- Przecież niedługo nasze Święto -oznajmili głośno Piotruś i Karolek, którzy najdłużej mieszkali w Niebie.
- Nasze Święto? - dziwiły się Aniołkowe Maluchy
- Mamy urodziny i aniołkowe urodziny, ale o żadnym innym aniołkowym święcie to nie wiemy.
Karolek i Piotruś usadowili się wygodnie na chmurce i zaczęli opowiadać o aniołkowym święcie.
- To się nazywa Dzień Dziecka Utraconego
- Ja wcale nie czuję się utracony - krzyknął głośno Kubuś, tupiąc dodatkowo nóżką.- Moja Mama mówi, że jestem ukochany. Jak się miałem utracić? Przecież cały czas jestem przy Mamusi i przy Tatusiu i przy Bracie też ciągle jestem.
- Kropek nie denerwuj się, bo to nie ładnie. Aniołki się nie denerwują i nie krzyczą i nie tupią nózkami - Dziewczynki uspokajały zdenerwowanego Kubusia.
- My wiemy, że Nasze Mamusie i Tatusiowie i Bracia i Siostry czują naszą obecność, ale tak się to święto nazywa i już.
Aniołkowa Banda z niecierpliwością czekała co się stanie. Codziennie, wszyscy obserwowali przygotowania do Ważnego Dnia.
W końcu nadszedł Świąteczny Dzień. Aniołki przecierały oczy ze zdumienia. Ze wszystkich krańców Ziemi połynęły do Nieba kolorowe baloniki i tysiące migoczących światełek. A do każdego z nich Aniołkowe Mamy włożyły swą miłość i tęsknotę.
Aniołki jeszcze długo, długo w nocy biegały po niebieskich chmurkach, bawiąc się swoimi balonikami. A kiedy zmęczone ułożyły się do snu pod puchowymi kołderkami na ich Anielskich twarzyczkach widniał słodki uśmiech.
*********
Kiedy dzisiaj rano jechałam do pracy, w mojej głowie uporczywie pojawiała się myśl o DDU, przecież to już za tydzień. I nieustannie wyobrażałam sobie co tego dnia będą robić nasze Dzieci, TAM, wysoko, w górze. I ciągle jakbym słyszała głos Kubusia: Ja przecież nie jestem utracony, ja jestem ukochany...
Od dzisiaj 15 października będzie dla mnie Dniem Dziecka Ukochanego. Bo przecież jeśli się kogoś kocha, ten ktoś nie odchodzi...
środa, 18 września 2013
Kubusiowe opowieści - Jesień
Na Ziemi robiło się coraz bardziej szaro i ponuro, a dni stawały się coraz krótsze. Nawet słońce było lekko zaspane i z trudem przebijało się przez ciężkie, deszczowe chmury.
Aniołkowa Banda siedziała na niebieskiej chmurce i gorąco nad czymś dyskutowała:
-Szaro się jakoś na Ziemi zrobiło, a u nas jest tak pieknie i kolorowo.
- I nasze mamy znowu się smucą, że jesień się zbliża.
- A przecież jesień też może być kolorowa.
- A nie możemy pokolorować jesieni? - zapytał sie mały Filipek - Jak mieszkałem na Ziemi, to razem z moją mamą kolorowałem kredkami...
-Filipku, ponieważ wiesz wszystko o kolorowaniu, to dzisiaj będziesz nami dowodził - zadecydowały Aniołki.
- Ale my przecież nie mamy kredek- zmartwionym głosem powiedział Kubuś.
- Przecież jesteśmy Aniołkami i kredki nam niepotrzebne - odpowiedział dumny ze swej funkcji Filipek.
- Aniołkowa Bando ruszamy do kolorowania!!! Tylko pamiętajcie dziewczynki, żadnego różu! Ma być pięknie i jesiennie!
Aniołkowa Banda z szumem skrzydełek ruszyła na Ziemię. Tam, gdzie pojawił się mały Aniołek, wszystko zaczęlo się zmieniać w mgnieniu oka. Drzewa zaczęly skrzyć się złotem,brązem i czerwienią. Pod drzewami Aniołki rozesłały dywan z jesiennych liści, przetykany brązem kasztanów. W lasach zrobiło sie fioletowo od kwitnących wrzosów. A każde zgubione piórko z anielskich skrzydełek stawało się natychmiast białymi nitkami babiego lata. Nawet słońce zbudziło się i wyjrzało zza deszczowych chmur.
Aniołki pracowały bez wytchnienia. Po skonczonej pracy, zmeczone ale szczęsliwe wróciły na swą chmurkę i obserwowały co się stanie.
Rankiem, Aniołkowe Mamy wyjrzały przez swe okna i aż przetarły oczy ze zdumienia. Zamiast codziennej szarości ujrzały świat pełen kolorów.
-Widać w tym rączki naszych Aniołków – każda z nich pomyślała dokładnie to samo, a uśmiech rozświetlił ich twarze.
-Teraz na pewno polubimy jesień…
Aniołkowa Banda siedziała na niebieskiej chmurce i gorąco nad czymś dyskutowała:
-Szaro się jakoś na Ziemi zrobiło, a u nas jest tak pieknie i kolorowo.
- I nasze mamy znowu się smucą, że jesień się zbliża.
- A przecież jesień też może być kolorowa.
- A nie możemy pokolorować jesieni? - zapytał sie mały Filipek - Jak mieszkałem na Ziemi, to razem z moją mamą kolorowałem kredkami...
-Filipku, ponieważ wiesz wszystko o kolorowaniu, to dzisiaj będziesz nami dowodził - zadecydowały Aniołki.
- Ale my przecież nie mamy kredek- zmartwionym głosem powiedział Kubuś.
- Przecież jesteśmy Aniołkami i kredki nam niepotrzebne - odpowiedział dumny ze swej funkcji Filipek.
- Aniołkowa Bando ruszamy do kolorowania!!! Tylko pamiętajcie dziewczynki, żadnego różu! Ma być pięknie i jesiennie!
Aniołkowa Banda z szumem skrzydełek ruszyła na Ziemię. Tam, gdzie pojawił się mały Aniołek, wszystko zaczęlo się zmieniać w mgnieniu oka. Drzewa zaczęly skrzyć się złotem,brązem i czerwienią. Pod drzewami Aniołki rozesłały dywan z jesiennych liści, przetykany brązem kasztanów. W lasach zrobiło sie fioletowo od kwitnących wrzosów. A każde zgubione piórko z anielskich skrzydełek stawało się natychmiast białymi nitkami babiego lata. Nawet słońce zbudziło się i wyjrzało zza deszczowych chmur.
Aniołki pracowały bez wytchnienia. Po skonczonej pracy, zmeczone ale szczęsliwe wróciły na swą chmurkę i obserwowały co się stanie.
Rankiem, Aniołkowe Mamy wyjrzały przez swe okna i aż przetarły oczy ze zdumienia. Zamiast codziennej szarości ujrzały świat pełen kolorów.
-Widać w tym rączki naszych Aniołków – każda z nich pomyślała dokładnie to samo, a uśmiech rozświetlił ich twarze.
-Teraz na pewno polubimy jesień…
piątek, 19 lipca 2013
Kubusiowe opowieści - Wielka Misja Wojtusia
Aniołkowa Banda bawiła się wesoło. Nagle Kubuś zobaczył, że na jednej z chmurek siedzi samotnie smutny Aniołek.
-Wojtusiu chodż się z nami bawić. Możemy pograć w piłkę albo pościgać się z wiatrem
- Ja dzisiaj nie chcę się bawić, bo chyba mam zmartwienie - odpowiedział Wojtuś.
- Wojtek, no co ty... zmartwienie w Niebie? Przecież tu nie ma zmartwień.
- Ale ja nie mam zmartwienia w Niebie. To znaczy mam, ale nie tutaj.
Kubuś nie czekał dłużej, tylko głośno wezwał na pomoc resztę Aniołków.
- Wojtek, a teraz siadaj tutaj na chmurce i szybko mów gdzie masz to zmartwienie.
- Moja mama jest taka smutna... I przestała sie usmiechać... i jak nikt nie widzi to płacze - opowiadał kolegom zmartwiony Wojtuś.
- A ja nie chcę, żeby mama płakała. Chcę żeby się cały czas usmiechała, bo wtedy jest najpiekniejsza na całym świecie - kontynuował opowieść Aniołek.
- Wojtek skrzydełka do góry, popraw sobie aureolkę i ruszamy na Ziemię! - zawołały głośno wszystkie Aniołki.
Wojtusiowa Mama siedziała nad jeziorem. Towarzyszył jej ubrany w czarną pelerynę pan Smutek. Oczy Mamy były pełne łez, a serce rozdzierała tęsknota.
- Wojtusiu, pomóż mi - szeptała cicho.
-Naucz mnie znowu się uśmiechać i podaruj mi radość.
Nagle wokół Wojtusiowej Mamy pojawiły się małe Aniołki. Otoczyły Mamę Anielskim kręgiem.
- Wojtusiu, to twoje zadanie, ale nie martw się jak będzie trzeba na pewno ci pomożemy.
Wojtuś podszedł do Mamy. Wdrapał się na jej kolana i mocno do Niej przytulił.
- Mamo, to ja, Wojtuś. Nie możesz mnie zobaczyć, ale w sercu możesz mnie usłyszeć...
Mama nagle podniosła głowę i zdziwiona rozejrzała się wokół siebie. Nikogo obok niej nie było, ale wyraźnie słyszała głos swojego maleńkiego Synka.
- Mamo, tam gdzie teraz mieszkam jest cudownie. Mam mnóstwo kolegów i koleżanek i bawimy się razem na niebieskich chmurkach. Kiedy przyjdzie czas, spotkamy się wszyscy razem i już nigdy się nie rozstaniemy. A teraz musisz być dzielna i znowu musisz się uśmiechać.
Wojtuś przytulił mocno mamę, ucałował jej policzek i zsunął się z kolan.
- A teraz chyba muszę sobie jeszcze z kimś porozmawiać - powiedział do siebie i podszedł do pana Smutka.
-Panie Smutku chyba już czas na Ciebie. Idź sobie daleko i nie wracaj, bo mojej Mamie niepotrzebny taki towarzysz. tutaj nie ma dla ciebie miejsca.
Pan Smutek rozejrzał się smutnym wzrokiem, uśmiechnął się smutno i smutnym głosem powiedział;
- Z takimi opiekunami Pan Smutek nie wygra. Nie martwcie się, już sobie uciekam.
Aniołki z uśmiechem patrzyły jak Pan Smutek owija się swoją czarną peleryną i znika.
- A może zamiast Pana Smutku znajdziemy dla Wojtusiowej mamy inną towarzyszkę? - zaproponował Kubuś.- Chyba wiecie kogo mam na myśli?
I nagle Aniołkowa Banda zniknęła, a kiedy znowu pojawiła się obok Wojtusiowej Mamy towarzyszyła im ubrana w tęczowe szaty Pani Nadzieja.
Od tej chwili na twarzy Wojtusiowej Mamy coraz częściej zaczął gościć uśmiech a w jej sercu zapanował spokój.
A gdy Pan Smutek próbował się zbliżyć, Pani Nadzieja okrywała Wojtusiową Mamę swoim tęczowym płaszczem i szeptała jej do ucha obietnice spotkania z Wojtusiem.
**********
Nasze Aniołki zawsze są przy nas i mogą przynieść naszym sercom spokój... Musimy im tylko na to pozwolić...
-Wojtusiu chodż się z nami bawić. Możemy pograć w piłkę albo pościgać się z wiatrem
- Ja dzisiaj nie chcę się bawić, bo chyba mam zmartwienie - odpowiedział Wojtuś.
- Wojtek, no co ty... zmartwienie w Niebie? Przecież tu nie ma zmartwień.
- Ale ja nie mam zmartwienia w Niebie. To znaczy mam, ale nie tutaj.
Kubuś nie czekał dłużej, tylko głośno wezwał na pomoc resztę Aniołków.
- Wojtek, a teraz siadaj tutaj na chmurce i szybko mów gdzie masz to zmartwienie.
- Moja mama jest taka smutna... I przestała sie usmiechać... i jak nikt nie widzi to płacze - opowiadał kolegom zmartwiony Wojtuś.
- A ja nie chcę, żeby mama płakała. Chcę żeby się cały czas usmiechała, bo wtedy jest najpiekniejsza na całym świecie - kontynuował opowieść Aniołek.
- Wojtek skrzydełka do góry, popraw sobie aureolkę i ruszamy na Ziemię! - zawołały głośno wszystkie Aniołki.
Wojtusiowa Mama siedziała nad jeziorem. Towarzyszył jej ubrany w czarną pelerynę pan Smutek. Oczy Mamy były pełne łez, a serce rozdzierała tęsknota.
- Wojtusiu, pomóż mi - szeptała cicho.
-Naucz mnie znowu się uśmiechać i podaruj mi radość.
Nagle wokół Wojtusiowej Mamy pojawiły się małe Aniołki. Otoczyły Mamę Anielskim kręgiem.
- Wojtusiu, to twoje zadanie, ale nie martw się jak będzie trzeba na pewno ci pomożemy.
Wojtuś podszedł do Mamy. Wdrapał się na jej kolana i mocno do Niej przytulił.
- Mamo, to ja, Wojtuś. Nie możesz mnie zobaczyć, ale w sercu możesz mnie usłyszeć...
Mama nagle podniosła głowę i zdziwiona rozejrzała się wokół siebie. Nikogo obok niej nie było, ale wyraźnie słyszała głos swojego maleńkiego Synka.
- Mamo, tam gdzie teraz mieszkam jest cudownie. Mam mnóstwo kolegów i koleżanek i bawimy się razem na niebieskich chmurkach. Kiedy przyjdzie czas, spotkamy się wszyscy razem i już nigdy się nie rozstaniemy. A teraz musisz być dzielna i znowu musisz się uśmiechać.
Wojtuś przytulił mocno mamę, ucałował jej policzek i zsunął się z kolan.
- A teraz chyba muszę sobie jeszcze z kimś porozmawiać - powiedział do siebie i podszedł do pana Smutka.
-Panie Smutku chyba już czas na Ciebie. Idź sobie daleko i nie wracaj, bo mojej Mamie niepotrzebny taki towarzysz. tutaj nie ma dla ciebie miejsca.
Pan Smutek rozejrzał się smutnym wzrokiem, uśmiechnął się smutno i smutnym głosem powiedział;
- Z takimi opiekunami Pan Smutek nie wygra. Nie martwcie się, już sobie uciekam.
Aniołki z uśmiechem patrzyły jak Pan Smutek owija się swoją czarną peleryną i znika.
- A może zamiast Pana Smutku znajdziemy dla Wojtusiowej mamy inną towarzyszkę? - zaproponował Kubuś.- Chyba wiecie kogo mam na myśli?
I nagle Aniołkowa Banda zniknęła, a kiedy znowu pojawiła się obok Wojtusiowej Mamy towarzyszyła im ubrana w tęczowe szaty Pani Nadzieja.
Od tej chwili na twarzy Wojtusiowej Mamy coraz częściej zaczął gościć uśmiech a w jej sercu zapanował spokój.
A gdy Pan Smutek próbował się zbliżyć, Pani Nadzieja okrywała Wojtusiową Mamę swoim tęczowym płaszczem i szeptała jej do ucha obietnice spotkania z Wojtusiem.
**********
Nasze Aniołki zawsze są przy nas i mogą przynieść naszym sercom spokój... Musimy im tylko na to pozwolić...
niedziela, 10 marca 2013
Kubusiowe opowieści - Aniołkowi detektywi
Zbliżała się Wielkanoc. W Niebie, jak zawsze przed
wszystkimi świętami panowało wielkie poruszenie. Święci polerowali swoje
aureole, aby lśniły w słońcu. Chóry Anielskie ćwiczyły pieśni. Anielska Banda
dwoiła się i troiła próbując wszystkim pomóc.
Wydawało się, że nic nie jest w stanie zakłócić
niebiańskiego spokoju, przecież to jest Niebo. Dlatego Aniołki były zaskoczone,
kiedy ujrzały Cecylię – opiekunkę muzyków i dyrygentkę Anielskiego chóru
siedzącą na chmurce i zalewającą się łzami.
- Cecylio,
co się stało? Dlaczego płaczesz? Przecież
w niebie panuje radość – pytały zmartwione Dzieci.
- Zgi…
Zginęły moje nuty. Jak przygotuję Anioły
do odśpiewania Wielkanocnych pieśni? Przecież to taki ważny dzień. –
odpowiedziała zmartwiona Cecylia.
- Jak w
Niebie mogło coś zginąć? - Aniołki nie
mogły uwierzyć w słowa Cecylii.
- Zginęły…
Nie mogę ich nigdzie znaleźć. A Święta tuż, tuż.
Aniołki
usiadły obok Cecylii i zaczęły ją pocieszać.
- Tu może
pomóc tylko Antoni. Jak coś komuś ginie to przecież Antoni zawsze pomaga –
stwierdziły po namyśle Aniołki.
- Ale Antoni
jest teraz na Ziemi. Pomaga ludziom – Cecylia nie mogła powstrzymać łez
- W taki
razie my ci pomożemy – zadecydowała jednogłośnie Aniołkowa Banda.
Aniołki natychmiast
zabrały się do poszukiwań. Szukały na każdej chmurce, ale nut nigdzie nie było.
- A może
spadły na Ziemię? – zastanawiały się odpoczywając na jednej z chmurek.
- Z nieba to
może spaść deszcz albo śnieg, a nie żadne nuty – odpowiedziała rezolutnie jedna
z Aniołkowych Dziewczynek.
- Więc
musimy szukać dalej. Nie możemy pozwolić, żeby Cecylia płakała. Musimy znaleźć
nuty i już.
Aniołkowa
Banda postanowiła sprawdzić jeszcze jedno miejsce. Wszystkie skierowały się na
zieloną polanę, na którą Kubuś przyprowadził niedawno swoją mamę. Już z daleka
zobaczyły, że w trawie coś się bieli.
-
Zobaczcie!!!! Przecież to nuty – wołały radośnie.
- Znaleźliśmy!!!
Udało się nam!!! Teraz musimy szybko je zanieść Cecylii.
Aniołki
pozbierały wszystkie nuty i najszybciej jak mogły pobiegły oddać zgubę.
Kiedy Cecylia
zobaczyła nuty znowu się rozpłakała, ale tym razem z radości. Podziękowała każdemu Aniołkowi
i mocno ucałowała. Tak właśnie
Aniołkowi detektywi uratowali Święta.
wtorek, 5 marca 2013
Kubusiowe opowieści - Mali opiekunowie
Kubuś leżał
sobie na chmurce, machał leniwie nóżką i głęboko nad czymś rozmyślał.
- Kubuś,
chodź się z nami pobawić – wołała Aniołkowa Banda.
- Nie chce
się bawić. Ja chcę pomagać – odpowiedział Kubuś.
- Przecież
pomagamy Aniołom od chmurek – tłumaczyły Aniołki
- Ale ja
chcę pomagać swoim Rodzicom. I wiecie co wymyśliłem? Będę pilnował mojego Taty,
kiedy jeździ samochodem. A mój Tatuś dużo jeździ samochodem. Jest tym…. Kierownicą…
- Kropek,
chyba kierowcą a nie kierownicą – śmiały się Aniołki.
- Nieważne,
od dzisiaj będę jeździł z Tatą i już.
- Kubusiu,
ale przecież Ty nie umiesz jeździć samochodem.
- To się
nauczę. Chyba w Niebie mieszka ktoś, kto może mi pomóc…
- Kubusiu to
my też chcemy się nauczyć, żeby pilnować Rodziców – krzyknęli chórem Aniołkowi
chłopcy.
- I my też,
my też się nauczymy – wołały dziewczynki.
- Ale
dziewczyny nie jeżdżą samochodem. Widziałem sam. Zawsze kierownicuje, to znaczy
kieruje Tata – protestował Kubuś.
- A właśnie,
że jeżdżą. Moja Mama jeździ samochodem…
- I moja
też!!!
- I moja…
Po gorącej
dyskusji, Aniołki ruszyły na poszukiwanie nauczyciela jazdy samochodem. Pytały
się każdego spotkanego Anioła czy może im pomóc, ale Anioły przecież nie jeżdżą
samochodami. W końcu siadły zrezygnowane na niebieskiej chmurce.
- Chyba nam się
nie uda – w głosie Aniołków rozbrzmiewał smutek.
Nagle przy
dzieciach pojawił się Dziadek Kubusia.
- Oj
Aniołki, Aniołki, tyle czasu mieszkacie w Niebie i nie wiecie kto może Wam
pomóc?
- Jak
mogliśmy zapomnieć o Krzysztofie. Przecież to opiekun kierowców!
Aniołki
podskoczyły z radości wysoko do góry, aż aureolki pospadały im z główek i
ruszyły szybciutko na poszukiwanie Krzysztofa.
- Więc
chcecie nauczyć się jazdy samochodem? No, sam nie wiem… - Krzysztof podrapał
się po brodzie.
- Krzysztofie
prosimy. My chcemy pomagać… - Aniołki wołały jeden przez drugiego.
- Skoro tak
bardzo chcecie, to wam pomogę.
Nagle przed
Aniołkami pojawiły się małe samochodziki.
- To już
możemy jechać? – Kubuś z niecierpliwością tupał nóżką.
- Kropku
powoli. Najpierw nauczycie się znaków drogowych – powiedział Krzysztof.
Dopiero
kiedy Aniołki poznały wszystkie znaki Krzysztof pozwolił im wsiąść do
samochodów.
-
Kuuuuubaaaaa! Powoli!!!! Jesteś Aniołkiem a nie piratem chmurkowym!!!!
Krzysztof
aż się złapał za swą siwą głowę, kiedy Kubuś z piskiem malutkich opon ruszył
z niebieskiej chmurki.
Aniołki
ćwiczyły do samego wieczora. Krzysztof był bardzo wymagającym nauczycielem. W
końcu zebrał wszystkie Aniołki i powiedział:
- Teraz jak
na prawdziwych kierowców przystało musicie zdać egzamin.
Anielska
Banda po kolei prezentowała swoje umiejętności.
- Ech, żeby
kierowcy na Ziemi jeździli tak wspaniale jak Wy- Krzysztof nie szczędził
Dzieciom pochwał.
- Brawo!!! Od
dzisiaj jesteście specjalnymi opiekunami swoich rodziców – powiedział Krzysztof
wręczając każdemu Aniołkowi specjalną odznakę.
Od tej pory,
kiedy Rodzice wyruszali nawet w najkrótszą podróż obok nich siedział ich mały
Aniołek- Opiekun.
piątek, 1 marca 2013
Kubusiowe opowieści - Wielka wyprawa
Była noc.
Mama Kubusia spała mocnym snem, kiedy poczuła, że ktoś szarpie ją za ramię.
- Mamo,
Mamo!!!! Obudź się!
- Igor, jest
środek nocy – jęknęła mama.
- Mamo, to
ja..
Mama
otworzyła oczy i ze zdumieniem, zobaczyła siedzącego na łóżku Kubusia.
- Kubuś? To
naprawdę ty Kropku? Mama pytała z niedowierzaniem.
- Mamusiu,
chodź ze mną.
- Kubusiu,
czy ja…?
- Nie mamo,
to jeszcze nie ta chwila. Dzisiaj przyszedłem, żeby zabrać Cię na wielką
wyprawę.
- Kubusiu,
ale ja przecież nie mogę zostawić Taty, ani Brata. Kiedy się obudzą, a mnie nie
będzie będą się martwić- powiedziała mama.
- Mamo daj
mi rękę i o nic się nie martw – z uśmiechem wyszeptał Kropek.
Mama przytuliła
mocno swojego synka i powiedziała, że jest gotowa na wielką wyprawę.
- Mamo,
zamknij teraz oczy i otwórz dopiero kiedy ci powiem. I niczego się nie bój.
Mama
zamknęła oczy. Nagle na twarzy poczuła powiew ciepłego wiatru.
- Otwórz
oczy mamuś – zawołał Kubuś.
Mama powoli
otworzyła oczy i zobaczyła polanę usianą pięknymi białymi kwiatami. Wszystko
skąpane było w promieniach słońca. Wokół czuć było oszałamiający zapach kwiatów… I było jeszcze coś… Mama stojąc na polanie
poczuła wszechogarniająca miłość i spokój.
- Kropku,
gdzie my jesteśmy?
- Mamo to
jest mój nowy dom. Poczekaj chwilę, zaraz kogoś poznasz.
Kubuś nie
skończył jeszcze mówić, kiedy wokół niego pojawiła się gromadka uśmiechniętych
dzieci.
- Mamo
poznaj Aniołkową Bandę. To są właśnie moi przyjaciele.
Kubuś nawet
nie musiał mówić, kto się pojawił, bo mama domyśliła się od razu kogo ma przed
sobą.
Radości nie
było końca. Mama siedziała na polanie i rozmawiała z Aniołkami.
- Ciociu,
powiedz naszym mamom, że jesteśmy szczęśliwe. A jeśli nie przychodzimy do domu
w snach to tylko dlatego, że czasami za długo bawimy się na chmurkach.
w snach to tylko dlatego, że czasami za długo bawimy się na chmurkach.
Dzieci jedno
przez drugie przekazywały wiadomości dla swoich bliskich.
W końcu
nadeszła chwila pożegnania. Mama wiedziała, że musi wrócić do domu. Ostatni raz
przytuliła wszystkie Aniołki i obiecała, że na pewno przekaże pozdrowienia dla
Aniołkowych Mam.
Potem wzięła
Kubusia za rękę, zamknęła oczy i czekała na podmuch wiatru.
Kiedy mama
ponownie otworzyła oczy zobaczyła, że jest w domu i leży w łóżku. Kubusia obok
niej nie było.
- Czy to był
tylko sen? Przecież Kubuś tu był, trzymałam go za rączkę a potem rozmawiałam
z Aniołkową Bandą. A może rzeczywiście tylko mi się to śniło. Mama przyłożyła głowę do poduszki. Już usypiała, kiedy jeszcze poczuła na dłoni lekkie łaskotanie. Na poduszce leżało białe pióro
ze skrzydeł Anioła…
z Aniołkową Bandą. A może rzeczywiście tylko mi się to śniło. Mama przyłożyła głowę do poduszki. Już usypiała, kiedy jeszcze poczuła na dłoni lekkie łaskotanie. Na poduszce leżało białe pióro
ze skrzydeł Anioła…
Bibi dziękuję za inspirację :***
niedziela, 10 lutego 2013
Kubusiowe opowieści - Wielki mecz
Kubuś mieszkał w Niebie już dłuższy czas. Razem z innymi Aniołkami bawił się na niebieskich chmurkach. Czasami Aniołkom zdarzało sie rozmontować burzową chmurkę, w środku zimy przywołać wiosnę, albo latem posłać na Ziemię zimny deszcz. Ale o tym cicho sza..
Kropek (tak nazywała Kubusia mama, kiedy mieszkał na ziemi) uwielbiał zabawy ze swoimi Anielskimi przyjaciółmi, ale codziennie wieczorem siadał na swojej ulubionej chmurce i obserwował co dzieje się u jego rodziców i brata.
Pewnego dnia, kiedy Aniołki grzały się w promieniach słońca Kubuś powiedział do swoich przyjaciół:
- Jutro mój Brat ma bardzo ważny dzień. Gra w turnieju piłki nożnej. Nie wiem dokładnie co to jest turniej, bo jestem przecież małym Aniołkiem, ale wiem, że jest to coś bardzo ważnego dla mojego Brata.
Wszystkie Aniołki postanowiły udać się na Ziemię, żeby zobaczyć co też będzie robić Brat Kubusia. Nadszedł dzień turnieju. Brat razem ze swoją drużyną rozpoczął grę. Gra była zacięta, ale Jego drużyna systematycznie pięła się w górę aż do finału.
Kubuś z dumą patrzył na grę Brata. po każdej udanej akcji głośno krzyczał do innych Aniołków:
- Zobaczcie!!!!! To jest mój starszy brat!!!! On chyba wszystko potrafi!!!
Mecz finałowy trwał w najlepsze. Szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę. Brat dwoił się i troił, marzył o wygranym turnieju. Do końca zostało kilkanaście sekund, a na tablicy wyników widniał remis. Brat popatrzył się w niebo, a do Kubusia dobiegł jego cichy szept: -Braciszku, tak bardzo chciałbym dziś dla Ciebie wygrać...
Wskazówki zegara nieubłaganie pokazywały, że do końca zostało tylko kilka sekund, kiedy Brat przejął piłkę i ruszył w kierunku bramki.
- Nie dam rady podbiec bliżej , muszę strzelać... i oddał strzał.
Kubuś obserwował lot piłki. Nagle zerwał się ze swojego miejsca, wleciał na boisko i kopnął piłkę w kierunku bramki. Brat krzyknął głośno:
- Jeeest!!!! Goool!!!!
Na boisku zapanowała wielka radośc. Drużyna Brata zwyciężyła. Kropek cieszył się tak bardzo, że aż aureolka spadła mu na oczy...
-Wygraliśmy!!!! Wygraliśmy!!!! - krzyczał radośnie do swoich przyjaciół.
Rodzice z uśmiechem gratulowali całej drużynie. Kiedy mama przytuliła Brata, ten szepnął jej cicho do ucha:
- Mamo, jeden medal należy się Kubusiowi. Ja wiem, że to On pomógł nam wygrać ten mecz.
Kropek (tak nazywała Kubusia mama, kiedy mieszkał na ziemi) uwielbiał zabawy ze swoimi Anielskimi przyjaciółmi, ale codziennie wieczorem siadał na swojej ulubionej chmurce i obserwował co dzieje się u jego rodziców i brata.
Pewnego dnia, kiedy Aniołki grzały się w promieniach słońca Kubuś powiedział do swoich przyjaciół:
- Jutro mój Brat ma bardzo ważny dzień. Gra w turnieju piłki nożnej. Nie wiem dokładnie co to jest turniej, bo jestem przecież małym Aniołkiem, ale wiem, że jest to coś bardzo ważnego dla mojego Brata.
Wszystkie Aniołki postanowiły udać się na Ziemię, żeby zobaczyć co też będzie robić Brat Kubusia. Nadszedł dzień turnieju. Brat razem ze swoją drużyną rozpoczął grę. Gra była zacięta, ale Jego drużyna systematycznie pięła się w górę aż do finału.
Kubuś z dumą patrzył na grę Brata. po każdej udanej akcji głośno krzyczał do innych Aniołków:
- Zobaczcie!!!!! To jest mój starszy brat!!!! On chyba wszystko potrafi!!!
Mecz finałowy trwał w najlepsze. Szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę. Brat dwoił się i troił, marzył o wygranym turnieju. Do końca zostało kilkanaście sekund, a na tablicy wyników widniał remis. Brat popatrzył się w niebo, a do Kubusia dobiegł jego cichy szept: -Braciszku, tak bardzo chciałbym dziś dla Ciebie wygrać...
Wskazówki zegara nieubłaganie pokazywały, że do końca zostało tylko kilka sekund, kiedy Brat przejął piłkę i ruszył w kierunku bramki.
- Nie dam rady podbiec bliżej , muszę strzelać... i oddał strzał.
Kubuś obserwował lot piłki. Nagle zerwał się ze swojego miejsca, wleciał na boisko i kopnął piłkę w kierunku bramki. Brat krzyknął głośno:
- Jeeest!!!! Goool!!!!
Na boisku zapanowała wielka radośc. Drużyna Brata zwyciężyła. Kropek cieszył się tak bardzo, że aż aureolka spadła mu na oczy...
-Wygraliśmy!!!! Wygraliśmy!!!! - krzyczał radośnie do swoich przyjaciół.
Rodzice z uśmiechem gratulowali całej drużynie. Kiedy mama przytuliła Brata, ten szepnął jej cicho do ucha:
- Mamo, jeden medal należy się Kubusiowi. Ja wiem, że to On pomógł nam wygrać ten mecz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





