Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historie życiem pisane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historie życiem pisane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 maja 2015

Jestem mamą

Zastanawiam się często od którego momentu zaczyna się macierzyństwo? Kiedy kobieta staje się matką? Czy jest to chwila, w której ujrzymy dwie kreseczki na teście ciążowym, czy kiedy poczujemy pierwsze ruchy, czy moment, kiedy po raz pierwszy weźmiemy swoje dziecko w ramiona? Pewnie ile ludzi, tyle będzie odpowiedzi na te pytania.

Dzisiaj Dzień Matki i moje myśli przybierają na sile.  Niejednokrotnie spotkałam się z krzywdzącą opinią, że Aniołkowe Mamy tak naprawdę nie są matkami. Jedna ze znajomych Aniołkowych napisała dzisiaj, że ludzie traktują ją jak wariatkę, bo chce obchodzić ten dzień, tak jak każda inna mama. Nie ma dziecka - nie jesteś matką...

Nie mogę pojąć dlaczego odbiera się prawo do miana matki kobietom, które straciły dzieci? Przecież każda z nas nosiła w sobie nowe życie. Każda z nas kochała swoje dziecko od pierwszej chwili aż po ostatnie uderzenie serca. Nasze dzieci odeszły, ale my nie przestałyśmy być matkami, bo nasza miłość jest silniejsza niż śmierć.

Głośno mówię o tym, że jestem podwójną mamą. Mam dwóch synów... Jeden z nich jest przy mnie, drugi zamieszkał w Aniołkowie...

Niektóre z nas odważyły się mówić i przełamywać tabu związane z macierzyństwem i stratą dziecka. Pokazując nasze twarze, chcemy powiedzieć głośno w imieniu wszystkich Aniołkowych Mam, że byłyśmy, jesteśmy i będziemy MATKAMI do ostatniej minuty naszego życia.



Mamuś, a Tobie w tym Dniu, powiem po prostu: Dziękuję, że jesteś!


czwartek, 12 marca 2015

Dlaczego wstawiasz takie ohydztwo?



*opisane poniżej sytuacje nie dotyczą mnie osobiście, ale każda z nich jest prawdziwa...

"Czy musisz wstawiać TAKIE OHYDZTWO na swoją tablicę?"
"No wiesz, tak się z TYM obnosić..."
"Powinnaś się leczyć, pokazywać TAKIE RZECZY, to już lekka przesada..."

Przytoczone powyżej teksty wcale nie dotyczą treści przy których "50 twarzy Greya" to "mały pikuś". Nie dotyczą również zdjęć ociekających krwią... Co może u niektórych budzić takie oburzenie, obrzydzenie i zaburzać ich poczucie estetyki?

No cóż, Aniołkowi (nie myśląc o bliźnim) wspominają na forum publicznym o swoich zmarłych Dzieciach, wstawiają zdjęcia aniołków, zapalają wirtualne znicze... Czasami w domu mają zdjęcia USG... Albo na honorowym miejscu na półce stoi pierwsze i zarazem ostatnie zdjęcie ich Dziecka... I jeszcze głośno mówią o Dniu Dziecka Utraconego... A niektórzy nawet pokazują zdjęcia nagrobków...

Straszne, prawda?

Nikogo nie dziwi wszechobecna golizna w Sieci, Mało kogo bulwersują obrazki wyszydzające wszystko i wszystkich... A tak wielu zgorszonych jest tym, że Aniołkowi po śmierci swojego Dziecka nie przestają być Rodzicami.


W tamtym roku ogromne poruszenie w mediach społecznościowych wywołała sesja zdjęciowa, którą amerykańskie małżeństwo zorganizowało po śmierci ich córeczki Monroe (tu możecie przeczytać artykuł, a tutaj przeczytacie o działalności Amerykańskiej Fundacji "Now I Lay Me Down To Sleep"). To są niektóre komentarze zaczerpnięte z Onetu: "Kto przy zdrowych zmysłach w obliczu takiego nieszczęścia myślałby o sweet fotce z nieboszczykiem? Chyba tylko można tłumaczyć to szokiem...", "Ekshibicjonizm", "bo to jest chore żeby takie zdjęcia upubliczniać, to powinno zostać dla nich, tylko lans na zmarłe dziecko i nic więcej", "Obrzydliwe... budzi niesmak... pierwsze skojarzenie - potraktowali zmarłe dziecko jak lalkę, przebrali kilka razy i pstryknęli zdjęcia... a już zupełnie nie rozumiem jaki był sens umieszczania zdjęć na FB..."


**************

Wszystko co opisałam powoduje u mnie stan totalnego szoku. Od ponad trzech lat moi Znajomi wiedzą, że jestem Aniołkową mamą. I nigdy nie zdarzył mi się negatywny komentarz pod zdjęciem Kubusia. Przy rocznicach urodzin i śmierci moi Znajomi wstawiają wirtualne znicze Piszą, że pamiętają. Nie dziwią się artykułom prasowym traktującym o śmierci dziecka. Nie reagują strachem ani agresją, kiedy przed 15 października zmieniam zdjęcie profilowe na przypominające o Dniu Dziecka Utraconego. Pod moimi wpisami na blogu znajduję takie komentarze Nieaniołkowych Przyjaciół: "Sylwuś... dziękuję za ten filmik, z tych zdjęć... Wiem, ile Cię to kosztowało... Dziękuję. Trzymaj się. Upłakałam się bardzo..."


***************

A ja ciągle mam nadzieję, że jeśli moi Znajomi mogą zachować się z takim taktem i szacunkiem, to inni też się tego kiedyś nauczą...










poniedziałek, 17 listopada 2014

O Dniu Wcześniaka inaczej

17 listopada kolejny raz obchodzimy Światowy Dzień Wcześniaka. O Ziemskich Kumplach Kubusia pisałam już tutaj. W tym roku i w tym szczególnym dniu, post ten chciałabym poświęcić wyjątkowym osobom, - Wczesnym Mamom.

Wczesne macierzyństwo znacznie różni się od tego "zwykłego". Po pierwsze pojęciem czasu. Przy nawet kilkumiesięcznym pobycie w szpitalu (w przypadku tych najbardziej skrajnych  wcześniaków) bardzo długo nie myśli się o jutrze. Ważne jest tu i teraz. Z drugiej strony niecierpliwie czeka się na moment kiedy wreszcie weźmie się dziecko na ręce, kiedy będzie można je przytulić, tak prawdziwie, po matczynemu.

Po drugie słownik Wczesnej Mamy bardzo szybko wzbogaca się o słowa dziwnie brzmiące w uszach statystycznego Kowalskiego. Pulsoksymetr, saturacja, retinopatia, dysplazja, wylewy dokomorowe, immunoglobulina - jeszcze trzy lata temu takie słowa słyszałam przy okazji oglądania "Ostrego Dyżuru", czy "Na dobre i na złe". Wczesna Mama pojęcia medyczne opanowuje z prędkością światła i po pewnym czasie posługuje się nimi z iście lekarską biegłością.

Po trzecie, walka Wczesnych Mam, w wielu przypadkach, nie kończy się wraz z opuszczeniem szpitalnych murów, bo niestety wcześniactwo wiąże się z licznymi powikłaniami. Walka ta trwa niekiedy całe lata.

Dlaczego Wczesne Mamy to wyjątkowe osoby? Mimo własnych problemów zawsze są gotowe pomóc innym mamom. Pamiętam swój pierwszy post na wcześniaczym wątku Baby Boom. Już po kilku minutach odezwały się dziewczyny, które cierpliwie uczyły mnie bycia mamą Wcześniaka. Były ze mną w chwilach trudnych i w tych radosnych. Zawsze będę pamiętać jak mocno kibicowały Kropkowi i jak bardzo płakały ze mną, kiedy Kubuś odszedł.

Wyjątkowość moich Wczesnych polega również na tym, że wcześniactwo, ciągle obecne w ich życiu nie pozbawiło Ich pasji i ogromnego poczucia humoru. Wielogodzinne dyskusje nad wyższością Ptasiego Nabiału nad innymi słodyczami,  okraszone tak zwaną (tfu)rczością własną (Aga K - pamiętam złożoną pod wpływem chwili obietnicę popełnienia poematu o tematyce dowolnej), wprowadzanie w czyn przepisów Mistrzyń Kuchni, czy po prostu zwykłe babskie pogaduchy o wszystkim i o niczym. I tak mogłabym wyliczać i wyliczać bez końca... Te wieczorno - nocne "głupawki" wielokrotnie pozwalały mi chociaż przez chwilę zapomnieć...

Nawet teraz wystarczy jedno słowo rzucone w Internetową przestrzeń, że jedna z nas  boryka się z problemem, a wszystkie są gotowe do pomocy. Po prostu takie już są, te moje Wczesne Mamy.

To zaszczyt, że mogłam Je poznać...



 P.S. Post miał tysiąc pięćset sto dziewięćset różnych wersji :-) Pisałam, poprawiałam, kasowałam i zaczynałam od nowa. W końcu postanowiłam zostawić jak jest :-)

czwartek, 25 września 2014

Urodzinowe życzenie

Ostatnio bardzo zaniedbałam bloga... Chociaż w głowie tkwi co najmniej trzy nowe posty, nie miałam po prostu czasu, żeby siąść i spisać je na spokojnie. W dodatku zbliżają się kolejne dołowate dni...

Często zdarza mi się odkryć coś niespodziewanego, coś niezwykle mocno chwytającego za serce, coś co wyciska łzy z oczu... Coś, co każe zatrzymać się na chwilę...

Już sama nazwa profilu na FB wskazywała, że wpisy nie będą należały do tak zwanych lekkich i przyjemnych... "Mój Syn będzie Aniołem"... i prośba Mamy małego Frania:
"Czy jeden mały niepełnosprawny chłopczyk może zmienić świat??? Chłopczyk, który nie widzi, nie słyszy a jedyne na co reaguje to ból???chłopczyk, który całe dnie spędza w łóżku???
zapewne nie choć jak każda matka pragnę by życie moich dzieci miało jakiś sens...a Franiowi tego życia już niewiele zostało...dlatego proszę Was o pomoc... po raz kolejny

Jak wiecie już 16 września Franuś będzie miał 3 urodziny... proszę Was o jeden dobry uczynek do tego dnia ...
może to być uśmiech do pani siedzącej na kasie 10 godzinę, odwiedziny u babci, której nie widzieliśmy od Wigilii; podanie ręki na zgodę dla męża/ żony po wieczornej kłótni; czekolada dla zasmarkanego chłopca z osiedla; a może po prostu wyłączcie na godzinę telewizor i spędźcie ją z własnymi dziećmi na zabawie, spacerze do parku..a może odwiedzicie z kawałkiem ciasta lub miską gorącej zupy samotnie mieszkającą sąsiadkę???
Spełniając te DOBRE uczynki myślcie o Franiu..."

....

I myślę o małym Franiu... Ale przede wszystkim myślę o Jego Mamie...



czwartek, 23 stycznia 2014

Gabrysi rozmowa o umieraniu

Pisałam już w jednym z pierwszych postów o jednej z dwóch "Najlepsiejszych" Przyjaciółek Kubusia - Gabrysi. Kilka dni temu zmarła Prababcia Gabi. Po pierwszych łzach takie mniej więcej (znam je tylko z relacji Gosi) słowa usłyszała jej mama:
" Babcia jest już z Kubusiem. On na pewno po nią wyszedł i teraz wszystko jej pokaże. Kuba się Babcią zaopiekuje i teraz będzie miał w Niebie jeszcze jedną babcię"

Gabi wypowiadała te słowa z niezachwianą wiarą w głosie...

Niesamowita jest dla mnie pewność dziecka, że śmierć nie jest końcem, a jedynie początkiem czegoś nowego...



czwartek, 12 grudnia 2013

I Ty możesz za-RAP-ować

Dzisiejszy post  nie dotyczy muzyki, chociaż tytuł właśnie to mógłby czytaczowi sugerować. Więc skoro nie muzyka, to co autor chciał przez to powiedzieć?

Kochani, pod tymi trzema literkami ukrywa się niezwykłe wydarzenie, którego organizatorami są Niezwykli Rodzice i pewien Niezwykły Aniołek.

R, jak Rycerzyk i Rodzice Rycerzyka

Pewnego dnia trafiłam na bloga o niezwykłym tytule: "Krzysiowe małe co nieco". Jako wieloletnia wielbicielka Mieszkańców Stumilowego Lasu, nie mogłam się oprzeć. Wpadłam na chwilę i utknęłam (jakby to powiedział Kubuś Puchatek). Potem pojawiły się pierwsze komentarze pod postami i wzajemne odwiedziny na blogach... Co nas połączyło? Połączyli nas dwaj mieszkańcy Aniołkowa - Kubuś i Krzyś...
... a potem powstała książka. Książka pełna miłości, nadziei i wiary.

A, jak Akcja (cytuję dosłownie za Rodzicami Krzysia)

"Zbliżają się Święta... Czas dobrych, ciepłych, życzliwszych serc, prawda?
Tutaj będziemy takie serca właśnie jednoczyć, aby pomagać Maluchom, które są dużo mniej zdrowe, trochę bardziej odważne, ale tak samo jak każdy próbują być szczęśliwe!
Nasz Rycerzyk-Krzyś nad wszelkimi akcjami dumnie czuwa i im dopinguje!

Teraz Krzyś zaprasza Was właśnie na taką BARDZO WAŻNĄ AKCJĘ:

Co?

Książka „Rycerzyk”, wydanie w eleganckiej wersji albumowej.
Powstała pod patronatem kreatywności samego Krzysia, bo wspólnie uznaliśmy, że warto mieć zawsze przy sobie spisane najistotniejsze notatki z najważniejszej Lekcji życia – a my przez taką właśnie przecież całkiem niedawno przeszliśmy… Warto do nich zawsze zaglądać. Warto ciągle wierzyć, że czasem wskażą drogę, którędy i jak odnaleźć choćby nieśmiały uśmiech, trochę więcej siły, ukrytą głęboko miłość…

Jak?

Poprzez licytacje Allegro!
Po skończonej aukcji – wylicytowano kwotę W CAŁOŚCI przelejemy na odpowiednie subkonto dziecka, upubliczniając jednocześnie nasze potwierdzenie przelewu.
*) Rodzice/ Opiekunowie Dzieci wiedzą o takiej formie aukcji i pomocy, wyrażają na nie swoją zgodę i obiecują doping :-)
*) Mając świadomość kosztów wydania tej książki: twarda oprawa, elegancki papier, kolorowy druk, projekt okładki etc., aby zakup osiągnął swoją realną wartość, została ustalona cena wywoławcza od której możemy zacząć licytację: 50 zł. Ruszajcie z jej podbijaniem: choćby kolejno o 5 zł!

Aukcja potrwa tydzień: od 11.12.2013 do 18.12.2013 – do godzin wieczornych!

Dlaczego?

Całkowity dochód z wylicytowanej książki zostanie (po skończonej aukcji) odpowiednio przekazany na chore, bliskie, poznane przez nas w minionym roku, potrzebujące dziecko, które na tę pomoc bardzo czeka i już za nią z góry dziękuje."


P, jak Pomoc

Poznaj potrzebujące DZIECI, a potem LICYTUJ!!!!!

Adaś - tutaj aukcja
Olafek - tutaj aukcja
Marysia - tutaj aukcja
Wojtuś - tutaj aukcja
Nikoś - tutaj aukcja








sobota, 31 sierpnia 2013

Aniołkowi walczą

Wczoraj, zupełnie przypadkowo, skacząc po Internecie natknęłam się na reportaż, który można obejrzeć tutaj.

Po obejrzeniu pozostały mi tylko gorzkie refleksje. Właśnie w tym szpitalu, blisko 15 lat temu rodziłam Igora. Dzięki "opiece" obecnego ordynatora, moje dziecko urodziło się w ciężkiej zamartwicy. Dzisiaj wiem, że to cud, że Igor jest wygadanym, w pełni zdrowym nastolatkiem. Po naszych "porodowych" przejściach nie ma śladu, ale nie dzięki lekarzom z Sokołowskiego szpitala, tylko dzięki wiedzy i kompetencji pani Neonatolog z mojego rodzinnego miasta.

Jak wygląda "opieka lekarska" w szpitalu, o którym mowa w reportażu można się przekonać odwiedzając sokołowski cmentarz. Widzi się tam sąsiadujące ze sobą nagrobki, na których widnieje jedynie data śmierci dziecka...

Czy to zbyt wiele oczekiwać w XXI wieku pomyślnego rozwiązania zdrowej ciąży? Dzisiaj lekarze przeszczepiają organy, ratują dzieci o wadze mniejszej niż torebka cukru, a w wielu miejscach ciągle umierają zdrowe, donoszone dzieci...


My nie mieliśmy siły, aby walczyć z lekarzami... dlatego mocno kibicuję Pani Annie i Panu Józefowi w ich walce o sprawiedliwość




poniedziałek, 29 lipca 2013

Zapach Dziecka

Kilka dni temu pojawił się upragniony, wyczekiwany, wytęskniony... Wczoraj nasza trójka w koncu miała okazję Go poznać...

Pierwsze minuty zabarwione naszą nieskrywaną  niesmiałością... Potem oczekiwanie na uderzenie bólu i zdziwienie, że w tej ważnej chwili czujemy tylko radość...

A potem to pytanie... Chcesz Go potrzymać?

I mogłam znowu poczuć w ramionach ten słodki ciężar... i ten niesamowity, mleczny zapach nowonarodzonego dziecka...




*********************

To był tydzień dobrych wiadomości :-) Wczoraj zakończyła się akcja zbierania pieniążków dla Kubusiowego Kumpla Aleksa.
W czwartek Dzielny Tygrysek będzie miał przeprowadzony zabieg.



Trzymamy mocno kciuki!!!!!!

środa, 22 maja 2013

Czy to jest miłość?

Jakiś czas temu byłam świadkiem następującej sytuacji...

Do sklepu weszła kobieta. Zmęczona życiem, przgarbiona, schowana przed światem za zasłoną przedwcześnie posiwiałych włosów... Najsmutniejsze w jej postaci były oczy... Oczy bez życia, a jedynie pełne łez...

Podeszła do stoiska z alkoholem i cichym głosem wyszeptała: "Poproszę pół litra, takiej najtańszej..." Wyciągnęła portfel, zaczęła odliczać pieniądze... Z każdą odliczoną monetą, jej oczy robiły się coraz bardziej szkliste, w końcu popłynął potok łez...
"bo wie pani, to dla syna... on tak pije... ostatnie pieniądze tu mam, a on mnie wysłał po wódke... i co ja mam robić?"

Zagotowało się we mnie... Może zbyt brutalnie jej odpowiedziałam: " po prostu nie kupować..."
Na to ona: " ale jak mam nie kupić, on grozi, że jak się nie napije to coś sobie zrobi..."

Łagodnie staram sie jej tłumaczyć: " proszę pani, alkoholizm to jest choroba, przecież to można leczyć..."
Odpowiedź kobiety: "ale on nie chce..."
"No to może sądownie zmusić go do leczenia?"
Kobieta ze łzami: " Jak ja mogę do sądu syna podać? przecież to mój syn... pod sercem go nosiłam a teraz mam go po sądach ciągać?"

Przygarbiona, z bagażem cierpienia i ze łzami w oczach, schowała butelkę wódki do torby i wyszła...

A ja zaczęłam się zastanawiać czy to jest miłość?