Wyobraźcie sobie, że macie możliwość cofnięcia czasu... Wsiadacie do wehikułu, naciskacie guzik i bach... Nie ma śmierci dziecka, nie ma łez, nie ma tęsknoty i rozdzierającego serce żalu... Ale też nie ma ciązy, nie ma radości oczekiwania na nowe życie...
Czy mając możliwość cofnięcia czasu, ale również "wymazanie" Kubusia z mojego życia zdecydowałabym się na to?
Kubuś był z nami tylko trzy i pół miesiąca, ale były to najpiękniejsze chwile naszego życia. To nic, że okupione nieustannym strachem i łzami. Kropek był naszym małym cudem. Tych kilku miesięcy, kiedy był z nami nie zamieniłabym na żaden wehikuł czasu...
sobota, 16 marca 2013
niedziela, 10 marca 2013
Kubusiowe opowieści - Aniołkowi detektywi
Zbliżała się Wielkanoc. W Niebie, jak zawsze przed
wszystkimi świętami panowało wielkie poruszenie. Święci polerowali swoje
aureole, aby lśniły w słońcu. Chóry Anielskie ćwiczyły pieśni. Anielska Banda
dwoiła się i troiła próbując wszystkim pomóc.
Wydawało się, że nic nie jest w stanie zakłócić
niebiańskiego spokoju, przecież to jest Niebo. Dlatego Aniołki były zaskoczone,
kiedy ujrzały Cecylię – opiekunkę muzyków i dyrygentkę Anielskiego chóru
siedzącą na chmurce i zalewającą się łzami.
- Cecylio,
co się stało? Dlaczego płaczesz? Przecież
w niebie panuje radość – pytały zmartwione Dzieci.
- Zgi…
Zginęły moje nuty. Jak przygotuję Anioły
do odśpiewania Wielkanocnych pieśni? Przecież to taki ważny dzień. –
odpowiedziała zmartwiona Cecylia.
- Jak w
Niebie mogło coś zginąć? - Aniołki nie
mogły uwierzyć w słowa Cecylii.
- Zginęły…
Nie mogę ich nigdzie znaleźć. A Święta tuż, tuż.
Aniołki
usiadły obok Cecylii i zaczęły ją pocieszać.
- Tu może
pomóc tylko Antoni. Jak coś komuś ginie to przecież Antoni zawsze pomaga –
stwierdziły po namyśle Aniołki.
- Ale Antoni
jest teraz na Ziemi. Pomaga ludziom – Cecylia nie mogła powstrzymać łez
- W taki
razie my ci pomożemy – zadecydowała jednogłośnie Aniołkowa Banda.
Aniołki natychmiast
zabrały się do poszukiwań. Szukały na każdej chmurce, ale nut nigdzie nie było.
- A może
spadły na Ziemię? – zastanawiały się odpoczywając na jednej z chmurek.
- Z nieba to
może spaść deszcz albo śnieg, a nie żadne nuty – odpowiedziała rezolutnie jedna
z Aniołkowych Dziewczynek.
- Więc
musimy szukać dalej. Nie możemy pozwolić, żeby Cecylia płakała. Musimy znaleźć
nuty i już.
Aniołkowa
Banda postanowiła sprawdzić jeszcze jedno miejsce. Wszystkie skierowały się na
zieloną polanę, na którą Kubuś przyprowadził niedawno swoją mamę. Już z daleka
zobaczyły, że w trawie coś się bieli.
-
Zobaczcie!!!! Przecież to nuty – wołały radośnie.
- Znaleźliśmy!!!
Udało się nam!!! Teraz musimy szybko je zanieść Cecylii.
Aniołki
pozbierały wszystkie nuty i najszybciej jak mogły pobiegły oddać zgubę.
Kiedy Cecylia
zobaczyła nuty znowu się rozpłakała, ale tym razem z radości. Podziękowała każdemu Aniołkowi
i mocno ucałowała. Tak właśnie
Aniołkowi detektywi uratowali Święta.
Wiara, Nadzieja, Miłość
Wiara
Tak, po śmierci Kubusia obraziłam się na Boga. Przyznaję, kłóciłam sie z Nim, pytając ze łzami dlaczego uczynił tyle cudów a o mnie zapomniał. podcas jednej z rozmów ze znajomym księdzem, powiedziałam, że chyba nie jestem osobą, która bierze krzyż i idzie dalej.
W miarę upływu czasu, kiedy największe emocje zaczęły powoli opadać, zrozumiałam, że wcale nie chcę kłótni z Szefem. Przecież właśnie to, że wierzę, daje mi pewność, że życie Kuby się nie skończyło... Daje mi pewność, że mój Synek poszedł tam, gdzie wszyscy chcemy się znaleźć.
Nadzieja
Nadzieja towarzyszyła mi od pierwszych chwil życia Kropka. Dawała mi siłę podczas walki Kubusia o życie. Dzisiaj mam ndzieję, że kiedy nadejdzie mój czas, Kubuś będzie mi towarzyszył w podróży na drugą stronę.
Miłość
Miłośc to uczucie, które trwa nieprzerwanie od pierwszej chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Traciłam wiarę, nadzieja momentami gasła, ale miłość była cały czas jednakowo silna. Moja miłość nigdy nie ustanie i jest silniejsza od samej śmierci...
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość.
(1Kor.13.13)
Tak, po śmierci Kubusia obraziłam się na Boga. Przyznaję, kłóciłam sie z Nim, pytając ze łzami dlaczego uczynił tyle cudów a o mnie zapomniał. podcas jednej z rozmów ze znajomym księdzem, powiedziałam, że chyba nie jestem osobą, która bierze krzyż i idzie dalej.
W miarę upływu czasu, kiedy największe emocje zaczęły powoli opadać, zrozumiałam, że wcale nie chcę kłótni z Szefem. Przecież właśnie to, że wierzę, daje mi pewność, że życie Kuby się nie skończyło... Daje mi pewność, że mój Synek poszedł tam, gdzie wszyscy chcemy się znaleźć.
Nadzieja
Nadzieja towarzyszyła mi od pierwszych chwil życia Kropka. Dawała mi siłę podczas walki Kubusia o życie. Dzisiaj mam ndzieję, że kiedy nadejdzie mój czas, Kubuś będzie mi towarzyszył w podróży na drugą stronę.
Miłość
Miłośc to uczucie, które trwa nieprzerwanie od pierwszej chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Traciłam wiarę, nadzieja momentami gasła, ale miłość była cały czas jednakowo silna. Moja miłość nigdy nie ustanie i jest silniejsza od samej śmierci...
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość.
(1Kor.13.13)
sobota, 9 marca 2013
Babcia Gosia
Regularnie czytam blogi Wczesnych Mam. Czasami zdarza się, że w oczy rzuci mi się tytuł bloga z listy polecanych. Tak właśnie było z blogiem Babci Gosi. Może zadecydowało to, że blog poświęcony jest wnuczkowi - Kubusiowi . W każdym razie wpisy zaczęłam czytać regularnie.
Babcia Gosia to cudowna, ciepła, mądra kobieta, która mimo przeciwności losu zawsze gotowa jest nieść pomoc potrzebującym. Niestety okazało się, że ciężka choroba, z którą walczyła powróciła.
Babcia Gosia potrzebuje naszej pomocy. Jeśli ktoś zechce włączyć się do akcji szczegóły znajdzie tutaj
Babcia Gosia to cudowna, ciepła, mądra kobieta, która mimo przeciwności losu zawsze gotowa jest nieść pomoc potrzebującym. Niestety okazało się, że ciężka choroba, z którą walczyła powróciła.
Babcia Gosia potrzebuje naszej pomocy. Jeśli ktoś zechce włączyć się do akcji szczegóły znajdzie tutaj
wtorek, 5 marca 2013
Kubusiowe opowieści - Mali opiekunowie
Kubuś leżał
sobie na chmurce, machał leniwie nóżką i głęboko nad czymś rozmyślał.
- Kubuś,
chodź się z nami pobawić – wołała Aniołkowa Banda.
- Nie chce
się bawić. Ja chcę pomagać – odpowiedział Kubuś.
- Przecież
pomagamy Aniołom od chmurek – tłumaczyły Aniołki
- Ale ja
chcę pomagać swoim Rodzicom. I wiecie co wymyśliłem? Będę pilnował mojego Taty,
kiedy jeździ samochodem. A mój Tatuś dużo jeździ samochodem. Jest tym…. Kierownicą…
- Kropek,
chyba kierowcą a nie kierownicą – śmiały się Aniołki.
- Nieważne,
od dzisiaj będę jeździł z Tatą i już.
- Kubusiu,
ale przecież Ty nie umiesz jeździć samochodem.
- To się
nauczę. Chyba w Niebie mieszka ktoś, kto może mi pomóc…
- Kubusiu to
my też chcemy się nauczyć, żeby pilnować Rodziców – krzyknęli chórem Aniołkowi
chłopcy.
- I my też,
my też się nauczymy – wołały dziewczynki.
- Ale
dziewczyny nie jeżdżą samochodem. Widziałem sam. Zawsze kierownicuje, to znaczy
kieruje Tata – protestował Kubuś.
- A właśnie,
że jeżdżą. Moja Mama jeździ samochodem…
- I moja
też!!!
- I moja…
Po gorącej
dyskusji, Aniołki ruszyły na poszukiwanie nauczyciela jazdy samochodem. Pytały
się każdego spotkanego Anioła czy może im pomóc, ale Anioły przecież nie jeżdżą
samochodami. W końcu siadły zrezygnowane na niebieskiej chmurce.
- Chyba nam się
nie uda – w głosie Aniołków rozbrzmiewał smutek.
Nagle przy
dzieciach pojawił się Dziadek Kubusia.
- Oj
Aniołki, Aniołki, tyle czasu mieszkacie w Niebie i nie wiecie kto może Wam
pomóc?
- Jak
mogliśmy zapomnieć o Krzysztofie. Przecież to opiekun kierowców!
Aniołki
podskoczyły z radości wysoko do góry, aż aureolki pospadały im z główek i
ruszyły szybciutko na poszukiwanie Krzysztofa.
- Więc
chcecie nauczyć się jazdy samochodem? No, sam nie wiem… - Krzysztof podrapał
się po brodzie.
- Krzysztofie
prosimy. My chcemy pomagać… - Aniołki wołały jeden przez drugiego.
- Skoro tak
bardzo chcecie, to wam pomogę.
Nagle przed
Aniołkami pojawiły się małe samochodziki.
- To już
możemy jechać? – Kubuś z niecierpliwością tupał nóżką.
- Kropku
powoli. Najpierw nauczycie się znaków drogowych – powiedział Krzysztof.
Dopiero
kiedy Aniołki poznały wszystkie znaki Krzysztof pozwolił im wsiąść do
samochodów.
-
Kuuuuubaaaaa! Powoli!!!! Jesteś Aniołkiem a nie piratem chmurkowym!!!!
Krzysztof
aż się złapał za swą siwą głowę, kiedy Kubuś z piskiem malutkich opon ruszył
z niebieskiej chmurki.
Aniołki
ćwiczyły do samego wieczora. Krzysztof był bardzo wymagającym nauczycielem. W
końcu zebrał wszystkie Aniołki i powiedział:
- Teraz jak
na prawdziwych kierowców przystało musicie zdać egzamin.
Anielska
Banda po kolei prezentowała swoje umiejętności.
- Ech, żeby
kierowcy na Ziemi jeździli tak wspaniale jak Wy- Krzysztof nie szczędził
Dzieciom pochwał.
- Brawo!!! Od
dzisiaj jesteście specjalnymi opiekunami swoich rodziców – powiedział Krzysztof
wręczając każdemu Aniołkowi specjalną odznakę.
Od tej pory,
kiedy Rodzice wyruszali nawet w najkrótszą podróż obok nich siedział ich mały
Aniołek- Opiekun.
poniedziałek, 4 marca 2013
Przyznaję się Wysoki Sądzie...
Ostatnio siedziałyśmy z jedną z Kubusiowych Ciotek przy kawce. W pewnym momencie Ciotka zaczyna relacjonować rozmowę przeprowadzoną z pewnym X.
-a do kogo Ty tak chodzisz na cmentarz?
- do naszego Aniołka...
(tu następuje konsternacja rozmówcy)
- do Kubusia, synka Sylwii...
- to ona straciła dziecko? ale ona wcale nie wygląda na matkę, która straciła dziecko...
- nie wygląda??? Sorry!!! to jak ma wyglądać???
Przyznaję się Wysoki Sądzie... Mija 16 miesięcy od śmierci Kubusia, a ja zaczęłam wychodzić z domu. Zaczęłam się śmiać... I jeszcze robię sobie rano makijaż... i dbam o to, by nie było widać moich siwych włosów... Nigdy nie chodziłam w czerni, to znaczy chodziłam jeśli miałam na to ochotę... I kazałam siostrze iść na wesele, wysuwając przy tym argument: "Kubuś tego by chciał"...
Może zewnętrznie nie wyglądam na matkę po stracie... Ale jeśli ktoś zajrzałby do mojego serca zobaczyłby krwawiącą ranę... Ranę, która nigdy się nie zagoi...
-a do kogo Ty tak chodzisz na cmentarz?
- do naszego Aniołka...
(tu następuje konsternacja rozmówcy)
- do Kubusia, synka Sylwii...
- to ona straciła dziecko? ale ona wcale nie wygląda na matkę, która straciła dziecko...
- nie wygląda??? Sorry!!! to jak ma wyglądać???
Przyznaję się Wysoki Sądzie... Mija 16 miesięcy od śmierci Kubusia, a ja zaczęłam wychodzić z domu. Zaczęłam się śmiać... I jeszcze robię sobie rano makijaż... i dbam o to, by nie było widać moich siwych włosów... Nigdy nie chodziłam w czerni, to znaczy chodziłam jeśli miałam na to ochotę... I kazałam siostrze iść na wesele, wysuwając przy tym argument: "Kubuś tego by chciał"...
Może zewnętrznie nie wyglądam na matkę po stracie... Ale jeśli ktoś zajrzałby do mojego serca zobaczyłby krwawiącą ranę... Ranę, która nigdy się nie zagoi...
piątek, 1 marca 2013
Kubusiowe opowieści - Wielka wyprawa
Była noc.
Mama Kubusia spała mocnym snem, kiedy poczuła, że ktoś szarpie ją za ramię.
- Mamo,
Mamo!!!! Obudź się!
- Igor, jest
środek nocy – jęknęła mama.
- Mamo, to
ja..
Mama
otworzyła oczy i ze zdumieniem, zobaczyła siedzącego na łóżku Kubusia.
- Kubuś? To
naprawdę ty Kropku? Mama pytała z niedowierzaniem.
- Mamusiu,
chodź ze mną.
- Kubusiu,
czy ja…?
- Nie mamo,
to jeszcze nie ta chwila. Dzisiaj przyszedłem, żeby zabrać Cię na wielką
wyprawę.
- Kubusiu,
ale ja przecież nie mogę zostawić Taty, ani Brata. Kiedy się obudzą, a mnie nie
będzie będą się martwić- powiedziała mama.
- Mamo daj
mi rękę i o nic się nie martw – z uśmiechem wyszeptał Kropek.
Mama przytuliła
mocno swojego synka i powiedziała, że jest gotowa na wielką wyprawę.
- Mamo,
zamknij teraz oczy i otwórz dopiero kiedy ci powiem. I niczego się nie bój.
Mama
zamknęła oczy. Nagle na twarzy poczuła powiew ciepłego wiatru.
- Otwórz
oczy mamuś – zawołał Kubuś.
Mama powoli
otworzyła oczy i zobaczyła polanę usianą pięknymi białymi kwiatami. Wszystko
skąpane było w promieniach słońca. Wokół czuć było oszałamiający zapach kwiatów… I było jeszcze coś… Mama stojąc na polanie
poczuła wszechogarniająca miłość i spokój.
- Kropku,
gdzie my jesteśmy?
- Mamo to
jest mój nowy dom. Poczekaj chwilę, zaraz kogoś poznasz.
Kubuś nie
skończył jeszcze mówić, kiedy wokół niego pojawiła się gromadka uśmiechniętych
dzieci.
- Mamo
poznaj Aniołkową Bandę. To są właśnie moi przyjaciele.
Kubuś nawet
nie musiał mówić, kto się pojawił, bo mama domyśliła się od razu kogo ma przed
sobą.
Radości nie
było końca. Mama siedziała na polanie i rozmawiała z Aniołkami.
- Ciociu,
powiedz naszym mamom, że jesteśmy szczęśliwe. A jeśli nie przychodzimy do domu
w snach to tylko dlatego, że czasami za długo bawimy się na chmurkach.
w snach to tylko dlatego, że czasami za długo bawimy się na chmurkach.
Dzieci jedno
przez drugie przekazywały wiadomości dla swoich bliskich.
W końcu
nadeszła chwila pożegnania. Mama wiedziała, że musi wrócić do domu. Ostatni raz
przytuliła wszystkie Aniołki i obiecała, że na pewno przekaże pozdrowienia dla
Aniołkowych Mam.
Potem wzięła
Kubusia za rękę, zamknęła oczy i czekała na podmuch wiatru.
Kiedy mama
ponownie otworzyła oczy zobaczyła, że jest w domu i leży w łóżku. Kubusia obok
niej nie było.
- Czy to był
tylko sen? Przecież Kubuś tu był, trzymałam go za rączkę a potem rozmawiałam
z Aniołkową Bandą. A może rzeczywiście tylko mi się to śniło. Mama przyłożyła głowę do poduszki. Już usypiała, kiedy jeszcze poczuła na dłoni lekkie łaskotanie. Na poduszce leżało białe pióro
ze skrzydeł Anioła…
z Aniołkową Bandą. A może rzeczywiście tylko mi się to śniło. Mama przyłożyła głowę do poduszki. Już usypiała, kiedy jeszcze poczuła na dłoni lekkie łaskotanie. Na poduszce leżało białe pióro
ze skrzydeł Anioła…
Bibi dziękuję za inspirację :***
Subskrybuj:
Posty (Atom)