Aniołkowe fora i grupy nie są miejscem gdzie witając nową osobę mówimy: "Cześć, miło nam Cię poznać." Za każdym razem, kiedy do grona Aniołkowych dołącza nowa mama powitania zaczynają się od słów : "przykro mi/nam, że tu jesteś".
Bo jak możemy się cieszyć z nowych znajomości, gdy jesteśmy świadomi, że znajomośc ta okupiona jest śmiercią dziecka.
Przed odejściem Kubusia wydawało mi się, że śmierć dziecka jest zdarzeniem sporadycznym. Dopiero teraz zobaczyłam, jak jest nas wiele... zbyt wiele.
Tak bardzo chciałabym, żeby liczba moich Aniołkowych znajomych nie powiększała się...
******
Dzisiaj kolejna mama poprosiła o dołączenie do Aniolkowych Rodziców...
wtorek, 22 października 2013
wtorek, 15 października 2013
Kubusiowe opowieści - Chcę już być Starszakiem
- Chłopaki, jak już mam aniołkowe dwa latka, to chyba już mogę być starszakiem? - zapytał Kubuś, siedząc nad ostatnim kawałkiem urodzinowego tortu.
- Kropek, chyba jesteś jeszcze trochę za mały - odpowiedziały po chwili zastanowienia Anielskie Starszaki.
- Ale ja już potrafię wszystko co powinien umieć Aniołek - Kubuś nie dawał za wygraną.
- Kubusiu a ten śnieg w kwietniu? Kwiecień to już wiosna, a ty zesłałeś śnieg na Ziemię - zaśmiały się Anielskie Dziewczynki.
- Ale moja mama mówiła, że kocha zimę. I zima ze śniegiem to może być cały rok - tłumaczył Aniołkowej Bandzie Kubuś.
- Kropek!!!!! - Wszystkie Aniołki smiały się tak bardzo, że aż aureolki pospadały im z główek.
- Noooo dobra, moze zostane starszakiem za rok., bycie maluchem nie jest takie złe - powiedział do siebie Kubuś, śmiejąc się cichutko.
***********************
I znowu dzisiaj w myślach, widziałam Kubusiowe przyjęcie, z ogromnym czekoladowym tortem. I chęć mojego Kropka, żeby być już Starszakiem :-)
- Kropek, chyba jesteś jeszcze trochę za mały - odpowiedziały po chwili zastanowienia Anielskie Starszaki.
- Ale ja już potrafię wszystko co powinien umieć Aniołek - Kubuś nie dawał za wygraną.
- Kubusiu a ten śnieg w kwietniu? Kwiecień to już wiosna, a ty zesłałeś śnieg na Ziemię - zaśmiały się Anielskie Dziewczynki.
- Ale moja mama mówiła, że kocha zimę. I zima ze śniegiem to może być cały rok - tłumaczył Aniołkowej Bandzie Kubuś.
- Kropek!!!!! - Wszystkie Aniołki smiały się tak bardzo, że aż aureolki pospadały im z główek.
- Noooo dobra, moze zostane starszakiem za rok., bycie maluchem nie jest takie złe - powiedział do siebie Kubuś, śmiejąc się cichutko.
***********************
I znowu dzisiaj w myślach, widziałam Kubusiowe przyjęcie, z ogromnym czekoladowym tortem. I chęć mojego Kropka, żeby być już Starszakiem :-)
Dwa lata bez Ciebie
Minęła północ, a ja nie mogę zasnąć... Nienawidzę 15 października... Dzisiaj mija dwa lata, dwa długie lata bez Kropka...
Pamiętam ten ranek, dwa lata temu, kiedy rano obudził nas telefon... "Proszę przyjechać... Nic już nie możemy zrobić... Kubuś odchodzi..."
Pamiętam jak Kropek czekał na nas... I to moje zwierzęce wycie na szpitalnym korytarzu też pamiętam...
I coraz wolniejsze bicie serca... I moje słowa: "Idź Kropku,a tam gdzie pójdziesz nie będziesz sam..."
I pamiętam tę przerażającą ciszę, która nastała potem...
Pamiętam ten ranek, dwa lata temu, kiedy rano obudził nas telefon... "Proszę przyjechać... Nic już nie możemy zrobić... Kubuś odchodzi..."
Pamiętam jak Kropek czekał na nas... I to moje zwierzęce wycie na szpitalnym korytarzu też pamiętam...
I coraz wolniejsze bicie serca... I moje słowa: "Idź Kropku,a tam gdzie pójdziesz nie będziesz sam..."
I pamiętam tę przerażającą ciszę, która nastała potem...
Kiedy przyjdzie czas
znów się spotkamy
na drugim krańcu tęczy
Ty wyjdziesz do mnie
z uśmiechem na twarzy
Mamo, tęskniłaś
ale już jestem
i będę z tobą
na Zawsze
na Wieczność...
*************
Dzisiejszy dzień to nie tylko Rocznica odejścia Kropka. 15 października obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka Utraconego (chociaż, ja wolę nazywać to święto Dniem Dziecka Ukochanego). Dzisiejszego dnia, w sposób szczególny myślę o wszystkich Anielskich Kumplach Kubusia, o naszej Aniołkowej Bandzie... O Aniołkach z "Pożegnań" i tych z "Anielskich Rodziców", o Aniołkach z blogów, które regularnie czytam... I wszystkim naszym Dzieciom posyłam do Nieba kolorowe światełka [*]
wtorek, 8 października 2013
Kubusiowe opowieści - Aniołkowe Święto
- Zobaczcie, zobaczcie!!! Coś się dzieje na Ziemi!!!! Nasze mamusie ciągle o czymś rozmawiają, ciągle coś do siebie piszą, coś kupują... - Kubuś głośno wzywał Aniołkową Bandę na niebieską chmurkę.
- Przecież niedługo nasze Święto -oznajmili głośno Piotruś i Karolek, którzy najdłużej mieszkali w Niebie.
- Nasze Święto? - dziwiły się Aniołkowe Maluchy
- Mamy urodziny i aniołkowe urodziny, ale o żadnym innym aniołkowym święcie to nie wiemy.
Karolek i Piotruś usadowili się wygodnie na chmurce i zaczęli opowiadać o aniołkowym święcie.
- To się nazywa Dzień Dziecka Utraconego
- Ja wcale nie czuję się utracony - krzyknął głośno Kubuś, tupiąc dodatkowo nóżką.- Moja Mama mówi, że jestem ukochany. Jak się miałem utracić? Przecież cały czas jestem przy Mamusi i przy Tatusiu i przy Bracie też ciągle jestem.
- Kropek nie denerwuj się, bo to nie ładnie. Aniołki się nie denerwują i nie krzyczą i nie tupią nózkami - Dziewczynki uspokajały zdenerwowanego Kubusia.
- My wiemy, że Nasze Mamusie i Tatusiowie i Bracia i Siostry czują naszą obecność, ale tak się to święto nazywa i już.
Aniołkowa Banda z niecierpliwością czekała co się stanie. Codziennie, wszyscy obserwowali przygotowania do Ważnego Dnia.
W końcu nadszedł Świąteczny Dzień. Aniołki przecierały oczy ze zdumienia. Ze wszystkich krańców Ziemi połynęły do Nieba kolorowe baloniki i tysiące migoczących światełek. A do każdego z nich Aniołkowe Mamy włożyły swą miłość i tęsknotę.
Aniołki jeszcze długo, długo w nocy biegały po niebieskich chmurkach, bawiąc się swoimi balonikami. A kiedy zmęczone ułożyły się do snu pod puchowymi kołderkami na ich Anielskich twarzyczkach widniał słodki uśmiech.
*********
Kiedy dzisiaj rano jechałam do pracy, w mojej głowie uporczywie pojawiała się myśl o DDU, przecież to już za tydzień. I nieustannie wyobrażałam sobie co tego dnia będą robić nasze Dzieci, TAM, wysoko, w górze. I ciągle jakbym słyszała głos Kubusia: Ja przecież nie jestem utracony, ja jestem ukochany...
Od dzisiaj 15 października będzie dla mnie Dniem Dziecka Ukochanego. Bo przecież jeśli się kogoś kocha, ten ktoś nie odchodzi...
- Przecież niedługo nasze Święto -oznajmili głośno Piotruś i Karolek, którzy najdłużej mieszkali w Niebie.
- Nasze Święto? - dziwiły się Aniołkowe Maluchy
- Mamy urodziny i aniołkowe urodziny, ale o żadnym innym aniołkowym święcie to nie wiemy.
Karolek i Piotruś usadowili się wygodnie na chmurce i zaczęli opowiadać o aniołkowym święcie.
- To się nazywa Dzień Dziecka Utraconego
- Ja wcale nie czuję się utracony - krzyknął głośno Kubuś, tupiąc dodatkowo nóżką.- Moja Mama mówi, że jestem ukochany. Jak się miałem utracić? Przecież cały czas jestem przy Mamusi i przy Tatusiu i przy Bracie też ciągle jestem.
- Kropek nie denerwuj się, bo to nie ładnie. Aniołki się nie denerwują i nie krzyczą i nie tupią nózkami - Dziewczynki uspokajały zdenerwowanego Kubusia.
- My wiemy, że Nasze Mamusie i Tatusiowie i Bracia i Siostry czują naszą obecność, ale tak się to święto nazywa i już.
Aniołkowa Banda z niecierpliwością czekała co się stanie. Codziennie, wszyscy obserwowali przygotowania do Ważnego Dnia.
W końcu nadszedł Świąteczny Dzień. Aniołki przecierały oczy ze zdumienia. Ze wszystkich krańców Ziemi połynęły do Nieba kolorowe baloniki i tysiące migoczących światełek. A do każdego z nich Aniołkowe Mamy włożyły swą miłość i tęsknotę.
Aniołki jeszcze długo, długo w nocy biegały po niebieskich chmurkach, bawiąc się swoimi balonikami. A kiedy zmęczone ułożyły się do snu pod puchowymi kołderkami na ich Anielskich twarzyczkach widniał słodki uśmiech.
*********
Kiedy dzisiaj rano jechałam do pracy, w mojej głowie uporczywie pojawiała się myśl o DDU, przecież to już za tydzień. I nieustannie wyobrażałam sobie co tego dnia będą robić nasze Dzieci, TAM, wysoko, w górze. I ciągle jakbym słyszała głos Kubusia: Ja przecież nie jestem utracony, ja jestem ukochany...
Od dzisiaj 15 października będzie dla mnie Dniem Dziecka Ukochanego. Bo przecież jeśli się kogoś kocha, ten ktoś nie odchodzi...
niedziela, 6 października 2013
Najsilniejsze na świecie
Aniołkowe to silne babki...
Jesteśmy silne, bo mimo tego, że nasz świat stanął na głowie a potem rozbił się na tysiąc kawałków idziemy dalej. Jesteśmy silne, bo upadamy we łzach a za chwilę podnosimy się by iść, chociaż jest nam tak bardzo trudno...
Kiedy jedną z Aniołkowych ogarnia dołowatość i widzi wszystko w czarnych barwach, inne dają jej część swoich sił. Podają ręce i wyciągają z otchłani bólu i rozpaczy...
Aniołkowych nic już nie jest w stanie złamać, bo przeżyły to, co wydawało się nie przeżycia... Przeżyły i idą dalej...
Jesteśmy silne, bo mimo tego, że nasz świat stanął na głowie a potem rozbił się na tysiąc kawałków idziemy dalej. Jesteśmy silne, bo upadamy we łzach a za chwilę podnosimy się by iść, chociaż jest nam tak bardzo trudno...
Kiedy jedną z Aniołkowych ogarnia dołowatość i widzi wszystko w czarnych barwach, inne dają jej część swoich sił. Podają ręce i wyciągają z otchłani bólu i rozpaczy...
Aniołkowych nic już nie jest w stanie złamać, bo przeżyły to, co wydawało się nie przeżycia... Przeżyły i idą dalej...
poniedziałek, 30 września 2013
Są takie dni...
Są takie dni, kiedy wcale nie chcę być silna... Są takie dni, kiedy tęsknota jest silniejsza niż kiedykolwiek, kiedy ból jest mocniejszy niż zawsze... Są takie dni, kiedy chciałabym usnąć i spać, ciągle spać... Są takie dni, kiedy tysiąc myśli przelatuje przez moją głowę, a wszystko i tak sprowadza się do jednego słowa "Dlaczego?"... Są takie dni, kiedy wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, wtedy widzę Kropka biegającego po mieszkaniu i wołającego; "mama"...
Dokładnie dwa lata temu otrzymałam telefon z Białej, że stan Kubusia jest tak poważny, że przewożą Go do CZD do Warszawy...
Za dwa tygodnie miną dwa lata...
Dokładnie dwa lata temu otrzymałam telefon z Białej, że stan Kubusia jest tak poważny, że przewożą Go do CZD do Warszawy...
Za dwa tygodnie miną dwa lata...
środa, 18 września 2013
Kubusiowe opowieści - Jesień
Na Ziemi robiło się coraz bardziej szaro i ponuro, a dni stawały się coraz krótsze. Nawet słońce było lekko zaspane i z trudem przebijało się przez ciężkie, deszczowe chmury.
Aniołkowa Banda siedziała na niebieskiej chmurce i gorąco nad czymś dyskutowała:
-Szaro się jakoś na Ziemi zrobiło, a u nas jest tak pieknie i kolorowo.
- I nasze mamy znowu się smucą, że jesień się zbliża.
- A przecież jesień też może być kolorowa.
- A nie możemy pokolorować jesieni? - zapytał sie mały Filipek - Jak mieszkałem na Ziemi, to razem z moją mamą kolorowałem kredkami...
-Filipku, ponieważ wiesz wszystko o kolorowaniu, to dzisiaj będziesz nami dowodził - zadecydowały Aniołki.
- Ale my przecież nie mamy kredek- zmartwionym głosem powiedział Kubuś.
- Przecież jesteśmy Aniołkami i kredki nam niepotrzebne - odpowiedział dumny ze swej funkcji Filipek.
- Aniołkowa Bando ruszamy do kolorowania!!! Tylko pamiętajcie dziewczynki, żadnego różu! Ma być pięknie i jesiennie!
Aniołkowa Banda z szumem skrzydełek ruszyła na Ziemię. Tam, gdzie pojawił się mały Aniołek, wszystko zaczęlo się zmieniać w mgnieniu oka. Drzewa zaczęly skrzyć się złotem,brązem i czerwienią. Pod drzewami Aniołki rozesłały dywan z jesiennych liści, przetykany brązem kasztanów. W lasach zrobiło sie fioletowo od kwitnących wrzosów. A każde zgubione piórko z anielskich skrzydełek stawało się natychmiast białymi nitkami babiego lata. Nawet słońce zbudziło się i wyjrzało zza deszczowych chmur.
Aniołki pracowały bez wytchnienia. Po skonczonej pracy, zmeczone ale szczęsliwe wróciły na swą chmurkę i obserwowały co się stanie.
Rankiem, Aniołkowe Mamy wyjrzały przez swe okna i aż przetarły oczy ze zdumienia. Zamiast codziennej szarości ujrzały świat pełen kolorów.
-Widać w tym rączki naszych Aniołków – każda z nich pomyślała dokładnie to samo, a uśmiech rozświetlił ich twarze.
-Teraz na pewno polubimy jesień…
Aniołkowa Banda siedziała na niebieskiej chmurce i gorąco nad czymś dyskutowała:
-Szaro się jakoś na Ziemi zrobiło, a u nas jest tak pieknie i kolorowo.
- I nasze mamy znowu się smucą, że jesień się zbliża.
- A przecież jesień też może być kolorowa.
- A nie możemy pokolorować jesieni? - zapytał sie mały Filipek - Jak mieszkałem na Ziemi, to razem z moją mamą kolorowałem kredkami...
-Filipku, ponieważ wiesz wszystko o kolorowaniu, to dzisiaj będziesz nami dowodził - zadecydowały Aniołki.
- Ale my przecież nie mamy kredek- zmartwionym głosem powiedział Kubuś.
- Przecież jesteśmy Aniołkami i kredki nam niepotrzebne - odpowiedział dumny ze swej funkcji Filipek.
- Aniołkowa Bando ruszamy do kolorowania!!! Tylko pamiętajcie dziewczynki, żadnego różu! Ma być pięknie i jesiennie!
Aniołkowa Banda z szumem skrzydełek ruszyła na Ziemię. Tam, gdzie pojawił się mały Aniołek, wszystko zaczęlo się zmieniać w mgnieniu oka. Drzewa zaczęly skrzyć się złotem,brązem i czerwienią. Pod drzewami Aniołki rozesłały dywan z jesiennych liści, przetykany brązem kasztanów. W lasach zrobiło sie fioletowo od kwitnących wrzosów. A każde zgubione piórko z anielskich skrzydełek stawało się natychmiast białymi nitkami babiego lata. Nawet słońce zbudziło się i wyjrzało zza deszczowych chmur.
Aniołki pracowały bez wytchnienia. Po skonczonej pracy, zmeczone ale szczęsliwe wróciły na swą chmurkę i obserwowały co się stanie.
Rankiem, Aniołkowe Mamy wyjrzały przez swe okna i aż przetarły oczy ze zdumienia. Zamiast codziennej szarości ujrzały świat pełen kolorów.
-Widać w tym rączki naszych Aniołków – każda z nich pomyślała dokładnie to samo, a uśmiech rozświetlił ich twarze.
-Teraz na pewno polubimy jesień…
Subskrybuj:
Posty (Atom)
