czwartek, 13 marca 2014

Dni, tygodnie, miesiące, lata

Jak Aniołkowi mierzą czas?

Najpierw czas zatrzymuje się w miejscu... Wschody i zachody słońca nas nie dotyczą... Nie wiemy czy jest dzień, czy noc...

Potem zaczyna działać nasz własny zegar... Godzina "zero" u każdego Aniołkowego jest inna... Moją stała się 12.35 - godzina śmierci Kropka.

Najpierw mierzymy czas godzinami, godziny zamieniają się dni... Kiedy zaczynamy akceptować nasze życie-nie-życie, jednocześnie zaczynamy odmierzać czas tygodniami, które kiedyś w końcu zamieniają się w miesiące...

A potem przychodzą rocznice... Pierwsza najtrudniejsza, ale każda kolejna wcale nie jest łatwiejsza...
Z niedowierzaniem liczymy, bo przecież każdemu Aniołkowemu wydaje się, ze jego świat skończył się zaledwie wczoraj...

Dlaczego o tym piszę? Wczoraj swoją pierwszą rocznicę obchodziła jedna ze znajomych Aniołkowych Mam.. I jej słowa o rozpaczy rozdzierającej serce i łzach tęsknoty, które nie chcą przestać płynąć...

Mam świadomość, że ten kto nie stracił dziecka nie jest w stanie zrozumieć, ze nasza żałoba tak naprawdę nigdy się nie skończy. Czas zabliźni ranę, ale ona nigdy nie zniknie...

Każdego dnia możemy walczyć, możemy mierzyć się z bólem i z tęsknotą... Rocznica to dzień, w którym nie każcie nam być dzielnymi...

Pozwólcie nam tego dnia na rozpacz, na krzyk i łzy płynące strumieniem po twarzy...


piątek, 7 marca 2014

Czekanie na...

Dawno już pisanie posta nie sprawiało mi takich trudności jak dzisiaj. Od kilku dni (z uporem maniaka) wracam do treści artykułu zamieszczonego w jednym z ostatnich numerów Newsweeka i za każdym razem jego treść powoduje niesamowity natłok myśli.

Kiedy dzieci czekają na śmierć

Mimo, że jestem Aniołkową, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżywają Rodziny śmiertelnie chorych dzieci.  Może to zabrzmi drastycznie, ale błogosławieństwem było dla mnie, dla nas to, że śmierć Kubusia spadła na nas niespodziewanie. Mimo, że kilka dni przed śmiercią, lekarze informowali nas, że wyczerpali wszystkie możliwości leczenia, mimo tego, że gdzieś głęboko w sercu czułam, że Kubuś odchodzi, mój umysł nie chciał przyswoić tych wiadomości...

Jakiś czas po śmierci Kropka spotkałam na swojej drodze mamę, która mogłaby być jedną z bohaterek artykułu. Słowa, które od niej wtedy usłyszałam wydawały mi się brutalne i zastanawiałam się jak może tak mówić Aniołkowa. Słowa, które pamiętam do dziś: Ciesz się, że nie musiałaś się modlić o śmierć dziecka widząc jak cierpi...

"Trzeba wielkiej miłości, żeby nie zatrzymywać dziecka na siłę..." mówi Zorka - Agnieszka Kaluga. Ja do tego dodałabym, że trzeba nie tylko miłości, ale również wielkiej odwagi.

Odwagi, bo niejednokrotnie przyjdzie się zmierzyć z myślami, czy na pewno zrobiliśmy dobrze rezygnując z uporczywej terapii i z pojawiającymi się wyrzutami sumienia - jaka ze mnie matka, skoro pozwoliłam umrzeć własnemu dziecku...

Trzeba odwagi, bo może przyjdzie się zmierzyć z krzywdzącymi opiniami innych ludzi - jaka z ciebie matka, skoro pozwoliłaś umrzeć własnemu dziecku...

Błogosławiona moja niewiedza...



środa, 12 lutego 2014

I jeszcze raz o Dużych Sprawach i Małych Głowach

Dlaczego niektóre dzieci nie bawią się z innymi?
Czy można rozmawiać nie używając głosu?
Dlaczego mojemu koledze w oddychaniu pomaga maszyna?
Dlaczego moja koleżanka jeździ na wózku?
Dlaczego mój kolega nie je obiadku buzią tak jak ja?

Takie pytania być może usłyszymy od naszych dzieci, kiedy spotkają się w przedszkolu czy w szkole z niepełnosprawnym kolega albo koleżanką. Jak odpowiedzieć na te, trudne przecież pytania? Pomóc w tym będzie mogła książka o której pisałam tutaj.

Marzeniem Książkowego Teamu jest, aby książka była bezpłatna, ale by to marzenie się spełniło potrzeba 10 000 zł.

Możemy pomóc w spełnieniu tego marzenia!!!! Wczoraj projekt "Duże Sprawy w Małych Głowach" wystartował na portalu Polak potrafi

44 dni...
10 000 zł...
zasada "wszystko albo nic"...

KAŻDA ZŁOTÓWKA JEST WAŻNA!!!!!

Wierzę, że się uda!!!!


niedziela, 2 lutego 2014

Kolejny krok do przodu

Po  śmierci Kuby musiałam nauczyć się żyć na nowo. Pierwsze dni były dziwne. Chodziłam z kąta w kąt myśląc jak to jest możliwe, że mój świat się skończył a słońce dalej świeci, ludzie uśmiechają się chodząc sobie beztrosko...

Złożyłam jednak Kropkowi obietnicę, że poradzę sobie... I tak minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu oswajałam nową rzeczywistość.

Bycie Aniołkowym Rodzicem nie jest łatwym zadaniem... Ciągle pojawiające się pytania "dlaczego?", wyrzuty sumienia, że nie zapobiegłam śmierci własnego dziecka, myśli " jaka ze mnie matka?"... Właśnie wtedy najbardziej pomocne okazały się rozmowy z innymi Aniołkowymi. Dowiedziałam się, że właściwie każda z nas miała podobne odczucia i  każda zdawała sobie te same pytania...

Krok po kroku... Ciągłe upadki i próby podnoszenia się...

Pisałam wcześniej,że nie potrafię oglądać zdjęć Kubusia. Do tej pory czekały sobie, ukryte w czeluściach komputera... Nie oglądałam ich i nie dzieliłam się tymi zdjęciami z innymi... Kilka dni temu dostaliśmy prezent... Zdjęcia naszej rodzinki... Igor, My i Kuba... Cztery ramki połączone ze sobą... Nie ukrywam, że kiedy otworzyłam pudełko i zobaczyłam co znajduje się w środku, pierwszą reakcją były łzy i ściśnięte serce. jednak z każdą upływającą minutą ból przemieniał się we wspomnienia... Patrząc na zdjęcie widziałam uśmiechającego się Kropka... I znów gdzieś głęboko w swoim sercu mogłam usłyszeć bicie Jego serca...

Musiało minąć dwa lata... Teraz cała nasza Rodzinka jest razem... To cudowne uczucie, że kiedy otwieram oczy widzę przed sobą moich dwóch cudownych synów. I mogę patrzyć na nich bez łez a tylko z miłością...

czwartek, 30 stycznia 2014

Konkurs " Blog roku 2013"

Od kilku dni na blogu zobaczyć można banerek p.t. "Ten blog bierze udział w konkursie na blog roku 2013".

Ogarnęło mnie totalne wariactwo i namówiona przez zaprzyjaźnione Aniołkowe, zgłosiłam "Myśli-odsiewnię" do tego konkursu. Szczerze mówiąc (a właściwie pisząc) nie liczę na wygraną - zresztą mam swojego cichego faworyta. Zgłoszenie do konkursu ma jednak swoje drugie dno. Chciałabym, aby śmierć dziecka przestała być tematem tabu. Chciałabym, aby Nie-aniołkowi zobaczyli, że jesteśmy i zrozumieli, że bycie Aniołkowym rodzicem nie jest zaraźliwe.

Jeśli ktoś by jednak bardzo chciał oddać głos akurat na "Myśli-odsiewnię" to może to zrobić w następujący sposób:
SMS na numer 7122, w treści wpisując A00820
Uwaga!!! w numerze bloga "0" to cyfra zero, kod należy wpisać bez spacji.

W głosowaniu może wziąć udział dowolna osoba, przy zastosowaniu zasady, ze z jednego numeru telefonu można oddać jeden głos na dany blog. Ponowne głosowanie na ten sam blog nie jest możliwe. Można jednak głosować - z wykorzystaniem tego samego numeru -  na inne blogi biorące udział w konkursie.

Cały dochód z smsów zostanie przekazany Fundacji Gajusz, prowadzącej Hospicjum dla dzieci osieroconych.

P.s. Głosowanie trwa do 6.02.2014 r.do godz. 12.00

czwartek, 23 stycznia 2014

Gabrysi rozmowa o umieraniu

Pisałam już w jednym z pierwszych postów o jednej z dwóch "Najlepsiejszych" Przyjaciółek Kubusia - Gabrysi. Kilka dni temu zmarła Prababcia Gabi. Po pierwszych łzach takie mniej więcej (znam je tylko z relacji Gosi) słowa usłyszała jej mama:
" Babcia jest już z Kubusiem. On na pewno po nią wyszedł i teraz wszystko jej pokaże. Kuba się Babcią zaopiekuje i teraz będzie miał w Niebie jeszcze jedną babcię"

Gabi wypowiadała te słowa z niezachwianą wiarą w głosie...

Niesamowita jest dla mnie pewność dziecka, że śmierć nie jest końcem, a jedynie początkiem czegoś nowego...