Strony

środa, 22 maja 2013

Czy to jest miłość?

Jakiś czas temu byłam świadkiem następującej sytuacji...

Do sklepu weszła kobieta. Zmęczona życiem, przgarbiona, schowana przed światem za zasłoną przedwcześnie posiwiałych włosów... Najsmutniejsze w jej postaci były oczy... Oczy bez życia, a jedynie pełne łez...

Podeszła do stoiska z alkoholem i cichym głosem wyszeptała: "Poproszę pół litra, takiej najtańszej..." Wyciągnęła portfel, zaczęła odliczać pieniądze... Z każdą odliczoną monetą, jej oczy robiły się coraz bardziej szkliste, w końcu popłynął potok łez...
"bo wie pani, to dla syna... on tak pije... ostatnie pieniądze tu mam, a on mnie wysłał po wódke... i co ja mam robić?"

Zagotowało się we mnie... Może zbyt brutalnie jej odpowiedziałam: " po prostu nie kupować..."
Na to ona: " ale jak mam nie kupić, on grozi, że jak się nie napije to coś sobie zrobi..."

Łagodnie staram sie jej tłumaczyć: " proszę pani, alkoholizm to jest choroba, przecież to można leczyć..."
Odpowiedź kobiety: "ale on nie chce..."
"No to może sądownie zmusić go do leczenia?"
Kobieta ze łzami: " Jak ja mogę do sądu syna podać? przecież to mój syn... pod sercem go nosiłam a teraz mam go po sądach ciągać?"

Przygarbiona, z bagażem cierpienia i ze łzami w oczach, schowała butelkę wódki do torby i wyszła...

A ja zaczęłam się zastanawiać czy to jest miłość?

7 komentarzy:

  1. miłość jest ślepa i głucha...a matki są czasem nadopiekuńcze i za bardzo wpatrzone w swoje dzieci, ktore to wykorzystują...
    wiola

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz Wiolu, mnie najbardziej uderzyło to gdy mi powiedziała, że nosiła swojego syna pod sercem, wiec nie zmusi go sądownie do leczenia... I zaczęłam się zastanawiać co jest lepsze: patrzeć z miłością jak syn zapija się na śmierć, czy z miłości zmusić go do leczenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko kochana jakie to straszne. Ja my$lę że ta matka chętnie pomogłaby swojemu dziecku tylko trzeba jej pomóc i pokierować gdzie może się udać.
    starszym ludziom sąd kojarzy się z przestępstwem i boją się go jak ognia.
    Mam dziadka 80-letniego i jak mu co$ tłumacze ze np."prawnie ci to przysługuje" to on juz trzesie portkami. Na samo slowo " prawo"

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz racje, to było straszne. Próbowałam jej podpowiedzieć, gdzie szukać pomocy, ale nie wiem czy z tego skorzysta. Potem jeszcze kilka razy widziałam ją w sklepie za każdym razem kupującą alkohol :-(

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech to nie jest takie proste, jak się wydaje komuś z boku. Ja też kilka razy ratowałam bliską mi osobę z alkoholowych eskapad i podczas jednej z nich zostałam zaszantażowana, że jak nie kupię wódki i piwa, to ze mną nie pojedzie... i kupiłam... Ktoś, kto nie był w takiej sytuacji nie zrozumie tego niestety... A z przymusowym leczeniem też nie jest tak hop siup. Poza tym osoby współuzależnione nie potrafią albo nie chcą szukać pomocy choćby u psychologa, który może chociaż podpowiedzieć, jak z takimi osobami postępować. Ale do tego trzeba dojrzeć i pozbyć się syndromu ofiary. Niestety, alkoholizm to okropna choroba, ale jak ktoś się nie chce leczyć, to nic z tego nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z Tobą, że jeśli ktoś nie chce się leczyć to żadna siła go do tego nie zmusi. Nie oceniam tej kobiety i jej postępowania ale jej widoku nie zapomnę bardzo długo

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, zapomnieć jest ciężko... Coś o tym wiem :)

    OdpowiedzUsuń